Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Gowin oblał musztrę

01.05.2013

W jednej z migawek telewizyjnych z wtorkowego, ostatniego przez Wielką Majówką posiedzenia rządu zobaczyłem ciekawy obrazek. Do sali obrad wchodzi Donald Tusk. Wszyscy ministrowie, mając za plecami długi przez całą salę stół, stoją w rzędzie, wzdłuż którego przechodzi premier.

Gdzieniegdzie schylając lekko głowę na znak powitania, obdarzając od czasu do czasu kogoś ze stojących stonowanym uśmiechem. Też na powitanie. Stojący nie zachowują się jednak swobodnie, nie widać u nich żadnego luzu, czy indywidualnej postawy. Odwrotnie. Wszyscy stoją niemal w pozycji baczność. Niedawno mianowany szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz – wcześniej służby specjalne, w których zaczynał, szlif militarny pozostawiły – w momencie, gdy Tusk znalazł się naprzeciwko niego, wyciągnął się jak struna. Tak jak to robią oficerowie na powitanie generała, a generałowie na powitanie marszałka, generalissimusa. 

Ten odruch szefa MSW ma charakter symboliczny. Potwierdza, że w rządzącej partii obowiązują reguły wojskowe. Z kolei jak wiadomo, w instytucjach o charakterze militarnym  występuje  ścisłe podporzadkowanie hierarchiczne. Trywialnie określając – hierarchia jest wszystkim.  Z jednej strony, tylko marszałek czy jak kto woli wódz, decyduje o wszystkim. Totalnie wszystkim. Począwszy od koloru papieru toaletowego i rodzaju żarówki w ustronnym miejscu, a skończywszy na strategii wyborczej do Unii Europejskiej.  Jeśli ktoś ośmiela się w jakichkolwiek kwestiach, jak na przykład Jarosław Gowin, mieć inne zdanie niż wódz, musi z partii odejść. Ze zrozumiałych powodów.

Po pierwsze, podważa autorytet marszałka, przeciwstawiając się publicznie jego wizji, propozycjom, rozwiązaniom, decyzjom. Tak jak to miało miejsce w Sejmie na początku marca tego roku podczas glosowania nad związkami partnerskimi. Tym samym sieje zamęt w umysłach pozostałych żołnierzy i oficerów w swojej armii. Po wtóre, stanowi stałe zagrożenie, bo nigdy nie wiadomo w jakiej kwestii będzie miał inny punkt widzenia niż marszałek, mimo wcześniejszych z nim uzgodnień, a nawet obietnic podporządkowania się poleceniom i rozkazom dowódcy. - Dlaczego mam cały czas siedzieć na beczce prochu? – pyta siebie Tusk. Nie wiem, kiedy ten Gowin wbije mi nóż jeśli nie w plecy, bo jest zbyt elegancki i katolicki, to w bok się nie zawaha. Po co mi taki w partii?

Z tych powodów, moim zdaniem, los Gowina w PO jest przesądzony. Wbrew temu co deklaruje, że swoją polityczną przyszłość wiąże z Platformą, sądzę, że są to tylko jego magiczne zaklęcia, które zostaną przez wodza rozbite w pył.  Podobnie jak założenie, że za rok, jako kandydat PO, może wystartować w wyścigu o fotel prezydenta jego ukochanego miasta Krakowa. Wódz już wypuścił pierwszy sygnał, który trzeba traktować jak zatrutą strzałę. Delikatnie napomknął,  że nie widzi u Gowina cech, które uprawniałyby go do kierowania sprawami takiego miasta jak Kraków. Dlaczego? Bo Gowin nie potrafi, jak Bartłomiej Sienkiewicz wyprężyć się jak struna, gdy naprzeciwko stoi Tusk. Chyba, że podda się musztrze.

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook