Jedynie prawda jest ciekawa

Fałszywe alarmy. Fałszywi zamachowcy?

26.06.2013

Wczorajsze – z 25 czerwca 2013 roku - fałszywe alarmy bombowe mają, niestety, posmak aktów terrorystycznych. Nawet jeśli zostały dokonane przez ludzi tylko nie odpowiedzialnych, chcących się zabawić, szukających podniety w przestępczych, pozornie niewinnych działaniach.

Elementy terroryzmu, choćby sprawcy nie uświadamiali sobie tego do końca,  pojawiają się w sytuacjach, kiedy w wyniku fałszywych alarmów dochodzi do ewakuacji obłożnie chorych znajdujących się w szpitalach lub tych, którzy ze względu na zagrożenie śmiercią, wymagają natychmiastowej pomocy w warunkach szpitalnych, a nie mogą być do niego przyjęci.  
Drugim, już bardziej widocznym motywem o charakterze terrorystycznym, jest skala w jakiej te fałszywe alarmy zostały wywołane i ich koordynacja. Dziś nie można jeszcze powiedzieć, na ile tylko sprawna, a na ile perfekcyjna,  choć pierwsze sygnały wskazują, że ten istotny fragment operacji został  przygotowany i przeprowadzony nadzwyczaj skutecznie, biorąc od uwagę, że zagrożeniem wybuchu objęto 21 różnych instytucji, w tym szpitalu i prokuratur w całym kraju. Właśnie skala tego przestępstwa, praktycznie przesądza, że zarówno w jej planowaniu , przygotowaniu i realizacji musiało brać udział kilka osób. Potwierdzeniem tego są informacje przekazane przez MSW,  że maile o rzekomo podłożonych bombach oprócz pojawienia się na polskich serwerach były przekazywane też za pośrednictwem serwerów z USA, Niemiec i Francji.  

Kilka godzin po powrocie do normalnego funkcjonowania zagrożonych alarmami instytucji,   policja zatrzymała na Śląsku mężczyznę podejrzanego o wysyłanie informacji o fałszywych bombach. Jeśli by się to potwierdziło, trzeba by jego wykrycie uznać za duży sukces naszych policyjnych wywiadowców.  Jest dość zrozumiałe, że jego zatrzymanie stwarza zarazem ogromne szanse na doprowadzenie organów ścigania do pozostałych członków grupy, biorących udział w tej operacji.

Patrząc chłodnym okiem na obecną sytuację w kraju, zakładam, że ze sprawą fałszywych alarmów lada chwila zostanie sprzęgnięta polityka. Albo całej sprawie od początku przyświeca i za nią się kryje – to druga możliwość.

Pierwszy wariant, nazwijmy go lightowy, sprowadza się do tego, że bez wglądu na dalszy rozwój sprawy, w interpretacji strony rządowej uderzy ona w PiS. Albo poprzez jakieś związki personalne co najmniej jednego z członków grupy „zamachowców”, albo poprzez relacje środowiskowe. Na przykład oddychanie w atmosferze nienawiści do obecnej władzy.  To wystarczy, aby sprzyjające Platformie Obywatelskiej media, mogły zbudować wersję, w której rządząca partia jest ofiarą ,podnoszącej coraz wyżej głowę hydry faszyzmu.
Nie wykluczałbym drugiego wariantu w wersji hardcorowej. Cała operacja mogła być albo  inspirowana, albo przy najmniej życzliwie obserwowana z ukrycia przez nasze służby specjalne. Po to, aby pokazać do jakiego rozchwiania i zakłócenia funkcjonowania ważnych instytucji państwa mogą doprowadzić środowiska skrywające się pod innymi parasolami ideowymi niż Platforma i ugrupowania lewicowe.

O tym, jak łatwo można preparować wersje, obciążające przeciwników politycznych, świadczy wykorzystanie podobnej operacji jak wczorajsza z lipca 2005 roku. Nieznany mężczyzna  zadzwonił na pogotowie ratunkowe i poinformował dyspozytora, że w warszawskim metrze została podłożona bomba, która zostanie zdetonowana za 15 minut. Po kilku godzinach przerwy w ruchu kolejki podziemnej i dokładnym sprawdzeniu wagonów, okazało się, że był to fałszywy alarm. Jego sprawcę złapano po kilku dniach. Okazał się nim  40-letni były policjant. Przez długi czas eksploatowano wersję, według której operację zorganizowali ludzie związani z ówczesnym prezydentem Warszawy Lechem Kaczyńskim. Sprawne działanie władz administracyjnych stolicy i jej policji miało wzmacniać pozycję Lecha Kaczyńskiego w zbliżających się wyborach na prezydenta Polski – sugerowały mało mu sprzyjające media.


Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook