Jedynie prawda jest ciekawa

Duch komunistyczny Niesiołowskiego i Dworaka

27.02.2013

Martwiłem się od rana, że kolejny dzień będę miał zmarnowany. Że nie usłyszę od nikogo niczego interesującego. Nie dowiem się o żadnych ciekawych sprawach i o otaczającym mnie świecie. A tu nagle same niespodzianki.

Muszę się przyznać, że nie wszystko rozumiem, ale obiecałem sobie, że będę się dokształcał aż do skutku. Aż wszystko, co mówią inni, podziwiani  przeze mnie, będzie docierało do mojej umysłowości. To mi się marzy. Nie wiem jeszcze, co z tego wyjdzie, ale chciałbym.  

Niezwykle podobały mi się uwagi znanego posła Platformy Obywatelskiej Stefana Niesiołowskiego w rozmowie z Janem Dworakiem na korytarzu w Sejmie. Ogólnie, muszę  wspomnieć tylko, że jestem zwolennikiem błyskawicznych, przepraszam, chciałem   powiedzieć, błyskotliwych uwag różnych mądrych ludzi. Właśnie takich, o jakich teraz mówię. Szczerze chcę powiedzieć, że tak od razu nie potrafiłbym wskazać na tego, który z nich jest mądrzejszy. Obydwaj bardzo błyskawiczni. Znowu pomyłka. To, niestety, u mnie częste. Powiedziałbym nawet, za częste. Postaram się to wyedukować, przepraszam wyeliminować.  

Zorientowałem się szybko, że wymieniają uwagi o księdzu Tadeuszu Rydzyku, bo jeden z nich, chyba Niesiołowski zapytał: - To jeszcze tego Rydzyka ćwiczycie?  Dworak przytaknął i stwierdził, że nie ma się czym przejmować, bo to bzdura. Nie potrafiłem sobie wyjaśnić, po co ćwiczą, jeśli to bzdura. Niesiołowski też nie potrafił tego zrozumieć i dlatego tych, co ćwiczą nazwał bydłem. Nie pojmuję tylko, że wśród nich był cesarz Kaligula. To musiała być przenośnia, porównanie, ale może odnosiło  się do jakiejś konkretnej osoby. Tego właśnie nie wiem. Po kilku godzinach zastanawiania się byłem bliski paroksyzmu, przepraszam, paradoksu, że może chodziło o księdza Rydzyka. To jednak niemożliwe z prostego powodu - Kaligula miał pięć żon, a ksiądz Rydzyk ani jednej.

Właśnie urok zdobywania nowej wiedzy najbardziej mnie cieszy, jak człowiek słucha światłych ludzi.  Dziś wieczorem niespodziewanie obrońcą Jarosława Kaczyńskiego został mało znany politologow z Uniwersytetu prof. Kazimierz Kik.  Powiedział,  że Kaczyński na pewno nie strzela ostrymi nabojami, lecz ślepakami. Na pewno więc nikogo nie skrzywdzi.

To też jest przenośnia. Używanie błyskawicznych porównań to dar wielkich profesorów.  Stefan Niesiołowski przecież też. Próbuję ich zrozumieć. Bez solidnych podstaw naukowych szczyty przez nich uzyskiwane są nieosiągalne. Taki prof. Kik. Sama praca habilitacyjna z 1988 roku zasługuje na  Nobla.  „Komunistyczna Partia Hiszpanii. Ewolucja programu i polityki w latach 1939-1985”. Jak głęboko sięgnął wstecz. A gdzie się zatrzymał? Już to samo zasługuje na szacunek. W moich oczach prestiż profesora wzrósł w dwójnasób, kiedy zbadałem, że habilitację zrobił  w Akademii Nauk Społecznych w Warszawie przy KC PZPR. Przez kolejne dwa lata jego myśl promieniowała w tej kuźni partyjnych kadr wysoko gatunkowych, gdzie dzisiejszy profesor był docentem i wicedyrektorem Instytutu Historii Ruchu Robotniczego Akademii Październikowej, o przepraszam, znowu mam nawrót,  Nauk Społecznych.

Podziwianego przez mnie profesora Kazimierza Kika postanowiłem poznać osobiście w Senacie. Pamiętałem, że dwa lata temu, czyli w 2011 roku wystartował w wyborach do Senatu z ramienia SLD. Nie zastałem go. Podobno się nie dostał. Panie profesorze, niech pan nie traci czasu, o przepraszam, ducha. Prawdziwego komunisty.  

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook