Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Drobny kombinator z wielkimi możliwościami, czyli prezes sądu

19.09.2012

Już od dawna, długo przed aferą Amber Gold, w Polsce słowo „sędzia” miało nie najlepszą renomę.

Główna w tym zasługa przekupnych sędziów piłkarskich, którzy za łapówki ustawiali wyniki meczów I ligi. Tabele nie odzwierciedlały, jak się wydawało kibicom, poziomu sportowego drużyn, lecz nielegalne fundusze zespołów, przeznaczone na honoraria dla nieuczciwych sędziów, którzy swoimi decyzjami pomagali wygrać „właściwej” drużynie. Im wyżej jakaś drużyna znajdowała się w tabeli oznaczało, że wydała więcej pieniędzy, by zagwarantować sobie życzliwość sędziów.

Wiele o sędziach, specjalistach w sprawach kynologii, mogą powiedzieć miłośnicy psów. Sędziowie na konkursach i przeglądach psów rasowych – twierdzi wielu z nich -przyznają czworonogom medale, według sobie tylko znanych kryteriów, dogadzając tym właścicielom hodowli, z którymi są w dobrej komitywie. Medale przy obrożach noszą psy, ale pieniądze za sprzedaż szczeniaków, pochodzących z odznaczanych  hodowli, chowają do kieszeni ich właściciele.

Wreszcie doczekaliśmy czasów, kiedy również prawdziwi sędziowie, ci najwyższego znaczenia w państwie, pełniący niezwykle ważną rolę dla rozwoju demokracji, okazali się przekupni. Jak najbardziej oficjalnie, sędzia Ryszard Milewski z Gdańska był gotowy w swoje decyzje w sprawie siedzącego w areszcie Marcina P., właściciela Amber Gold podejmować zgodnie z życzeniami Donalda Tuska. Dał więc dowód, jak rozumie zagwarantowaną mu zasadę sędziowskiej niezawisłości.

Przyglądając się wielu wyrokom wydawanym w ostatnich latach, można było domniemywać, że polscy sędziowie rzadko kierują się zasadą społecznej sprawiedliwości. Raczej sprzyjają oczekiwaniom rządzących, lub przedstawicielom korporacji medialnych, popierających niemal wprost i bez szczególnych zahamowani czy prób maskowania swoich postaw, obóz władzy. Jednych podsądnych, powiązanych z władzą, w sprawach zasługujących na karę, traktują dziwnie życzliwie, innych, będących w opozycji do władzy, w bardziej błahych sprawach, nadzwyczaj surowo.

Teraz, w tej krótkiej nagranej rozmowie, a przecież poprzedzały ją jeszcze bardziej wiernopoddańcze słowa sędziego Milewskiego, tyle tylko, że nie zarejestrowane, bo rozmówca nie spodziewał się aż takiego lizusostwa prezesa sądu gdańskiego, padają słowa, które są dowodem ślepego posłuszeństwo niemal całego środowiska sędziowskiego wobec rządzącej ekipy. Część komentatorów trafnie zauważa, że podczas rozmowy prezes zapewniając posłuszeństwo panu premierowi, może to zrobić tylko dlatego, iż ma pewność, że jego zobowiązania wobec władzy, wypełnią pilnie i należycie podlegli mu niezawiśli w swych decyzjach sędziowie. W innym przypadku, mógłby co najwyżej obiecywać smaczną karkówkę z grilla, przygotowaną specjalnie dla pana premiera w ogródku na swej posesji, nie zaś decyzję w sprawie losów właściciela Amber Gold i taniej powietrznej linii przewozowej OLT Express.
Fakt przeżarcia degrengoladą środowiska sędziowskiego – uwaga!, oczywiście zawsze znajdują się wyjątki od reguły – przesądza niemal, że sędziemu Milewskiemu nie stanie się krzywda. Nie dopuszczą do niej jego koledzy, najpierw ci z Krajowej Rady Sądownictwa, a później kolejni - z Komisji Dyscyplinarnej.

Dla przeciętnego obywatela, człowiek wykonujący zawód szczególnego zaufania społecznego, jakim jest sędzia, po takiej kompromitacji, powinien następnego dnia stracić swoje stanowisko i do końca życia być pozbawionym prawa pracy w jednym z zawodów szeroko rozumianego wymiaru sprawiedliwości. Bo na każdym miejscu, nawet podrzędnym, człowiek  o takiej mentalności i charakterze, byłby tykającą bombą, która w odpowiednich dla niej okolicznościach wybuchnie, czyli dla osobistych korzyści, sędzia Milewski sprzeniewierzy się zasadom obowiązującym w danej roli. W dodatku powinien pożegnać się ze swoim zawodem w niesławie, bo na to w pełni zasługuje. W rozmowie z dziennikarzem zaprezentował swój prawdziwy obraz. Pokazał twarz drobnego kombinatora. Oręż sprawiedliwości jest dla niego wiotką gałęzią, którą wiatry pochylają tam, gdzie pan sędzia widzi swoją korzyść. Nikt nie ma złudzeń, że bez jakiejś kary sędzia Milewski się nie wywinie. Ranga społeczna, a i polityczna, wreszcie rozgłos afery Amber Gold nie pozwoli na to, by prezes sądu gdańskiego wyszedł bez draśnięcia.   

Nie chciałbym być złym prorokiem, ale jestem prawie pewien, że skończy się na degradacji ze stanowiska przewodniczącego sądu okręgowego. Ale dotychczasowy zawód będzie nadal wykonywać. W najgorszym przypadku - za to z korzyścią osobistą dla spraw finansowych – zostanie adwokatem. Ludzie będą do niego walili jak w dym. – Mówię drogiej pani, ilu sędziów on zna. Jakie ma u nich chody. Szkoda gadać.
                               

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook