Jedynie prawda jest ciekawa

Dowód symbolem, czyli sędzia Milewski

16.12.2016

Już dziś widocznym rezultatem działalności Sejmowej Komisji ds. Amber Gold jest zdemaskowanie prawdziwego, pełnego patologii, obrazu funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, połączonego nierozerwalnie z organami ścigania, jakimi są prokuratura i policja.

Akurat w tej sprawie policja pełniła całkowicie marginalną rolę, bo taką narzuciła jej prokuratura. Chcąc poprawnie wykonać zlecone jej zadanie, napotkała zresztą zaskakującą niechęć prokuratury do tego, by wniknęła głębiej w śledztwo, co ujawniła w czasie zeznania przed Komisją młoda policjantka. Jej zeznania obnażyły styl i sposób pracy prokuratury, sprowadzający się do świadomego zaniechania zdobycia ewentualnych dowodów przeciwko Mateuszowi Plichcie.
 
W istocie przesłuchania przed komisją ujawniają słabości prokuratury i sądów. W obydwu tych instytucjach grzechy różnego rodzaju, a jest ich co nie miara, mają świetne warunki rozwoju. Są tam tak „zadomowione”, że przechodzą w codzienne nawyki. Prowadzenie śledztw, ale także wykonywanie innych obowiązków i zadań w zastraszająco wolnym tempie. To daje się określić jednym słowem: - ślamazarność, przeradzająca się w długie stany bezczynności. Zastraszająca nieodpowiedzialność w przekazywaniu dokumentacji służbowej, w tym materiałów związanych ze śledztwami, bez stworzenia najmniejszych choćby warunków zabezpieczenie ich przed dostępem do nich osób niepowołanych, utrzymania zawartych w nich tajemnic,  podczas wędrówek między różnymi placówkami prokuratury. Brak profesjonalizmu, przejawiający się w licznych niedopuszczalnych błędach merytorycznych. Co niezwykle ważne, autorzy, czy lepiej powiedzieć, sprawcy braków, zaniechania,  błędnych decyzji w prokuraturze i sądach , które stały się jednym z ważnych warunków rozkwitu przestępczego procederu małżeństwa Katarzyny i Marcina Plichtów, praktycznie pozostali bezkarni. 


Dla mnie równie ważnym, a z pewnością bardziej szokującym jest unaocznienie, jak mizerne jest nasze środowisko sędziowskie. Jeśli pomyślę, że sędzia Ryszard Milewski, osoba o tak niskich kwalifikacjach moralnych i podobnie rozpaczliwie niskiej sprawności intelektualnej robi karierę w sądownictwie, to nie dziwię się, że wymiar sprawiedliwości wzbudza powszechną falę krytyki, wyrażaną przez zwykłych, przeciętnych Polaków. 


Jego zeznania przed komisją było przykrym do oglądania i słuchania spektaklem. Próbował przybrać rolę skrzywdzonego. Człowieka naiwnego, ufnego do innych, który stał się ofiarą oszusta, podszywającego się pod urzędnika Kancelarii Premiera Donalda Tuska. - Poniosłem za tę swoją naiwność karę – powtórzył ok. 20 razy. Tymczasem jest to klasyczny cwaniak, bezwzględny karierowicz, który poniósł karę za swoją służalczość wobec władzy. Chcąc się jej przypochlebić, podeptał fundamentalną zasadę statusu sędziego, jaką jest niezawisłość.


Ktoś z Komisji powiedział, że czuł się zażenowany słuchając zeznań Milewskiego. Muszę powiedzieć, że ja jestem raczej przerażony, myśląc o tym, ilu jeszcze w Polsce sędziów podobnych Milewskiemu pracuje w naszym wymiarze sprawiedliwości.   

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook