Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Donald Tusk w szczerym polu

17.07.2013

W tym czasie, kiedy podczas wczorajszej konferencji, transmitowanej przez wszystkie rodzime radia i telewizje, premier Donald Tusk wypowiedział niesamowite słowa...

W tym czasie, kiedy podczas wczorajszej konferencji, transmitowanej przez wszystkie rodzime radia i telewizje, premier Donald Tusk wypowiedział niesamowite słowa: „Polska jest krajem numer jeden w Europie, wśród tych, które radzą sobie najlepiej w pokonywaniu  obecnego kryzysu”, z wrażenia stanęło wielu ludzi na ulicach, w biurach, warsztatach, niektóre zwierzęta na polach i łąkach, prawie wszystkie owce pasące się na halach, włącznie z doglądającymi je owczarkami podhalańskimi i góralami. Stanął też pociąg relacji Chełm-Wrocław. Dokładnie tam, gdzie się w momencie wypowiadania przez premiera tej niesamowitej wiadomości znajdował - w szczerym polu, niedaleko Zawiercia.

Z tym, że po jakimś czasie, jedni szybciej, inni nieco później, zarówno ludzie jak i zwierzęta, otrząsnęli się z szoku i powoli każdy ruszył w swoją stronę do swoich zajęć, bądź, jak w przypadku owiec, do zaspakajanie swojego jak najbardziej naturalnego odruchu, skubania trawy, rosnącej w naszych przepięknych Tatrach.

Tylko pociągowi coś się stało, bo nie mógł ruszyć. Najgorsze, że nie był pusty. Co ja za jakieś głupoty mówię ze zdenerwowania. W Polsce w ogóle nie jeżdżą puste pociągi. Między  innymi dlatego tak skutecznie walczymy z kryzysem. Chodzi o to, że w tym stojącym pociągu byli pasażerowie. Mnóstwo ludzi młodszych ode mnie, w tym malutkie dzieci, ale i kilku starszych, urodzonych przed drugą wojną światową, kiedy to najpierw Niemcy, a nie wiele później Rosjanie napadli na nas, a oni to pamiętają. I jak pociąg długo stoi, to się bardzo denerwują. Bo jak w czasie wojny stawał pociąg w polu i przez dłuższy czas nie ruszał, znaczyło, że się coś niedobrego dzieje. Że mogą wpaść do pociągu hitlerowcy albo rosyjscy żołnierze i wyciągać ludzi na pole. I takie tam rzeczy. Nieprzyjemne.

A tu pociąg stał sześć godzin, zanim podstawiono zastępczy. Najgorzej z dziećmi. W czasie wojny w pociągach zawsze byli jacyś szmuglerzy. To małemu dziecku czasami trafił  plasterek szynki, starszemu, kawałek kiełbasy albo i kaszanki. Ludzie wtedy w biedzie sobie pomagali. W InteRegio Łużyce takich luksusów nie było. Skąd w takich spokojnych czasach jakie dziś mamy, mieliby się w pociągu znaleźć szmuglerzy? Może alkoholu albo papierosów, ale to gdzieś blisko granicy, a nie kiedy pociąg jedzie z jednego polskiego miasta do drugiego. Z pociągu trudno się było ruszyć, bo nieszczęśliwie stanął akurat na bardzo wysokim nasypie. Poza tym nie bardzo było po co, bo nie rósł na nim szczaw.              
 
Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook