Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Dobrze ustawiona policja i wytrawni prowokatorzy zrobili swoje

12.11.2014

Władza, jak co roku, znowu zrobiła wszystko, aby zohydzić tegoroczny Marsz Niepodległości.

Władza, jak co roku, znowu zrobiła wszystko, aby zohydzić tegoroczny Marsz Niepodległości. Bitwa do jakiej doszło między agresywnymi grupami „chuliganów” w mieszanymi w tłum demonstrantów, a policją, moim zdaniem, była zaplanowana,  a następnie sprawnie przeprowadzona.  

Założony cel został osiągnięty. Jak na dłoni została pokazana przepaść między prezydenckim marszem  „Razem Dla Niepodległej”, odbywającym się w atmosferze spokoju i godności, a marszem społecznym, nazwanym Marszem Niepodległości, z towarzyszącymi mu burdami oraz na stale wpisane w niego – starciami z policją.

Zamiast święta radości, jakie przepełnia ten pierwszy marsz, który tak naprawdę, ze względu na jego skład czołowej 20 –tki  winien nazywać „Marszem Rządowym”, ten drugi pozostawia po sobie niesmak, zniszczenia i wiele rannych ofiar po stronie policji. To świetny argument dla władz administracyjnych stolicy, żeby zakwestionować wydanie zgody na przyszłoroczny Marsza Niepodległości. I o to, panie i panowie chodzi. 

Jeszcze tylko dwa słowa ogólne. Podobnie jak w roku poprzednim Marsz Niepodległości był zorganizowany wprawdzie przez Ruch Narodowy, w którym jednakże uczestniczyło kilkadziesiąt tysięcy Polaków, nie mających nic wspólnego z partią narodowców. W ten szczególny dzień, Święto Niepodległości, tysiące Warszawiaków i rodaków z całego kraju, udziałem w Marszu chciało nie tylko podtrzymać piękna tradycję pielęgnowania pamięci o odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, ale zademonstrować swój negatywny stosunek do ludzi obecnie sprawujących władzę.

Do zdegenerowanej polskiej demokracji. Do państwa, w którym szczególnie młodzi, wykształceni ludzie,  nie mają możliwości zaspokojenia najprostszych potrzeb, dostępnych z łatwością dla ich rówieśników w innych krajach. Dlatego w Marszu przeważali ludzie młodzi, najbardziej rozczarowani obecną rzeczywistością w kraju. Ale przecież maszerowali ludzie dojrzali, często całymi rodzinami, w tym z małymi dziećmi, nie brakowało też ludzi starszych.

Spece od masowych imprez zaplanowali wariant, w którym starcie przygotowanych „bojówek”, nie mających nic wspólnego z ideą Marszu, z policją było nieuniknione. Z pewnością speców policyjnych wspomagały służby specjalne, zapewniając udział w przedsięwzięciu dobrze wyszkolonych prowokatorów, którzy będą wzniecali dosłownie i w przenośni ogień, zapraszający krewkich uczestników Marszu do wojny z policją.

Te dziesiątki zamaskowanych byczków ciskającymi kamieniami i wyrywanymi słupkami w policję, to byli najprawdopodobniej prowokatorzy. Objawili się  nagle w tak dużej masie kiedy czoło marszu osiągnęło kraniec Mostu Poniatowskiego.

Nie bez powodu, akurat w tym miejscu. Tam czekały na nich zwarte kolumny policjantów, blokujących wydostanie się tłumu z mostu. Sytuacja była taka, jakby pociąg nie mógł opuścić tunelu, bo wylot z niego był zamurowany. Tym murem, który wyrósł przed czołówką marszu były kordony policyjne. I wtedy do walki rzucone zostały „bojówki”, wyrosłe przed czołem marszu, jak spod ziemi.

Jestem przekonany, że do zapewnienia spokojnego przemarszu wystarczało usunąć policję z jego trasy. Innym rozwiązaniem było zabezpieczenie czoła marszu, przez prowadzącą w niewielkiej odległości silną kolumnę policyjną, która po dojściu na błonia Stadionu Narodowego usunęła by się w cień. Ale władzy i służebnej jej policji nie o to przecież chodziło.


Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS137fotMINI

Czas Stefczyka 137/2016

PDF (5,39 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook