Jedynie prawda jest ciekawa

Czym naprawdę przejmuje się Donald Tusk

13.11.2013

Po raz pierwszy w wolnej Polsce 11 listopada 2013 roku zdelegalizowano Marsz Niepodległości.

Media mainstreamowe zarzucają władzom Warszawy, że zrobiły to za późno. Po co w ogóle dawano zgodę na zorganizowanie marszu, skoro wiadomo było z góry, że dojdzie do burd i bijatyk z policją? – dziennikarze tych mediów takie pytania niemal mieli na ustach. - A były i podpalenia – powtarzali za policją. Najpierw „instalacji artystycznej” na Placu Zbawiciela, czyli tzw. tęczy, a potem budki strażniczej pod ambasadą rosyjską.
Ale uwaga! Zatajono, że pochód zorganizowany przez środowiska narodowe nie szedł przez Plac Zbawiciela, a petardy i race rzucane pod ambasadą rosyjską – część spadała poza płot na jej posesję – rzucała niezidentyfikowana grupa osobników w kominiarkach, wymieszana z tłumem spokojnie maszerujących ludzi. Czy ten pierwszy podpalacz tęczy mógł być prowokatorem? - Plac Zbawiciela był całkowicie pusty. Na filmie widać jak podbiega zamaskowany mężczyzna, podpala tęczę i ucieka – opowiadał mi operator telewizji „Republika” Bartłomiej Maślankiewicz.

A ci, którzy miotali race w kierunku ambasady rosyjskiej mogli być prowokatorami? Jeśli tak, byliby raczej inspirowani przez rosyjska agenturę wpływu. Obecnie każdy objaw agresji wobec Rosjan jest korzystny dla Putina. Usprawiedliwia bowiem twarde odmowy w sprawach najróżniejszych próśb, wniosków i żądań (choć o tych ostatnich nigdy nie słyszałem) strony polskiej w związku z katastrofą smoleńską. – Polacy dają wyraz swojej niechęci do Rosji. Ta kampania nienawiści do Rosji widoczna jest także w polskich mediach – zarzuca szefostwo ambasady po tym incydencie. Nie ma jednak żadnych podstaw materialnych, które by wzmacniały hipotezę o prowokacji. Trzeba raczej założyć, że grupa „upolitycznionych chuliganów” chciała się wyżyć akurat w tym miejscu i w takich okolicznościach.

 Dla mnie – podobnie jak dla większości komentatorów - brak metalowych barier rozstawionych wokół ambasady rosyjskiej oraz skupionych tam dużych sił policyjnych, dających stuprocentową gwarancję bezpieczeństwa całego otoczenia ambasady, jej budynku, posesji oraz znajdujących w jej wnętrzu samochodów, jest poważnym zaniedbaniem kierownictwa MSW i policji. Nikogo nie mogą usprawiedliwić obietnice organizatorów marszu, że zapewnią bezpieczeństwo na całej trasie przemarszu. Od początku było wiadomo, że ambasada jest punktem newralgicznym, podobnie, albo nawet w większym stopniu, jak budynek Kancelarii Premiera.

Obecny minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz, nadzorujący policję, jest człowiekiem, który potrafi zapewnić bezpieczeństwo jedynie w deklaracjach podczas konferencji prasowych. Gdy zaś trzeba poczynić realne kroki, jego nieudolność jest porażająca. Jest to na rękę premierowi Donaldowi Tuskowi. Dlatego, że  winą za wszystkie starcia z policją,  awantury i podpalenia można obciążyć Jarosława Kaczyńskiego. To przecież - twierdzi Tusk - pod opiekuńczymi skrzydłami lidera PiS znajdują schronienie i poparcie środowiska kiboli, włączające się aktywnie w wiele akcji o charakterze patriotycznym, organizowanych przez polityków prawicowych.

Niewątpliwie marzeniem Tuska jest zdelegalizowanie Jarosława Kaczyńskiego. To nie jest jednak takie proste jak w przypadku pochodu. I to spędza sen z oczu premiera.      

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook