Jedynie prawda jest ciekawa

Czy Sherlock Holmes znajdzie sobowtóra Wałęsy?

29.02.2012

Serial z Lechem Wałęsą będzie trwał jeszcze latami. Niekiedy główny bohater gubi się w świetle nowych informacji, jakie co pewien czas pojawiają się na jego temat.

Tak jak ostatnio, kiedy jedna z gazet codziennych dotarła do sensacyjnej wiadomości, obalającej mit „skoku przez płot” Lecha Wałęsy na strajk w Stoczni Gdańskiej. Wedle wiadomości gazety, Wałęsa został na strajk dowieziony motorówką Marynarki Wojennej.

Niezwykła jest reakcja Lecha Wałęsy na tę informację. - „Jeśli ja nie byłem, a mówią, że byłem, to nie mogło być inaczej. To największa głupota, gdybym ja tam był. Więc ja tam nie byłem. A jeśli mówią, że byłem, to musiał być sobowtór. Bo ja nie byłem."

Pozostawiam tę wypowiedź bez komentarza, aby każdy sam mógł użyć własnego szyfru do jej odczytania.

I jeszcze kilka ogólnych słów.  

Wykruszać się będą świadkowie po obydwu stronach barykady – ludzie „Solidarności” i politycznego podziemia z jednej oraz funkcjonariusze tajnych służb cywilnych i wojskowych i będący na ich usługach tajni współpracownicy z czasów PRL - z drugiej.  Co ciekawe, zmieniali i nadal im się to zdarzać będzie, zmieniają swoje relacje i rewelacje, w zależności od sytuacji politycznych, od prądów jakie wiszą w powietrzu.

Co innego niektórzy z byłych esbeków mówili na początku lat 90, kiedy byli pewni, że ich świat runął w gruzy, a oni muszą walczyć o przetrwanie. Uznawali wówczas często, że jedną z kluczowych kart przetargowych, jaka może uratować ich przed zagładą, jest ich wiedza o tajemnicach służb specjalnych, w tym nadużyciach i przestępstwach machiny terroru i przemocy wobec własnego społeczeństwa. Ale oczywiście także tajemna wiedza o ludziach walczących z reżimem komunistycznym. Okres gotowości do „odkupienia” win trwał ledwie kilka lat. „Gruba kreska” Tadeusza Mazowieckiego wniosła nowe tchnienie w ich teraźniejszość i przyszłość.

Co innego mówili o tych samych zdarzeniach i ludziach już od połowy lat 90. Zapomnieli szybko o czasach PRL, w których oni sam bądź ich koledzy okrywali się hańbą. Wymazali z pamięci swoje i ich towarzyszy czyny, które wypełniały w pełni przepisy kodeksu karnego. Równie szybko politycy wycofali się z potrzeby rozliczeń za przestępstwa i zbrodnie popełnione przez funkcjonariuszy służb specjalnych. Zamykaniu się w skorupie kłamstw, krętactwa, manipulacji świadków i oskarżonych sprzyjał wymiar sprawiedliwości, który nie kwapił się do osądzania i karania. Jednocześnie sędziowie tolerowali najbardziej grubymi nićmi szyte wybiegi, zmierzające do zatarcia prawdy o przeszłości, w tym także roli i „dorobku” swoich agentów. Co teraz warci są więc świadkowie?

Niezależnie od gmatwaniny i zmienności, jaka wiąże się ze świadkami, co pewien czas w sprawie Wałęsy będą się prawdopodobnie pojawiać nowe dokumenty. Tak jak na przykład te odnalezione niedawno w tajnej Kancelarii Sejmu. Zrozumiałe, że dla badaczy naszych najnowszych dziejów materiały te mogą mieć duże znaczenie dla pełnego opisu biografii przywódcy „Solidarności”. Dla poznania jego dokonań, ale też chwil jego słabości czy wręcz upadku. Stawiające go w negatywnym świetle dokumenty Wałęsa będzie kwestionował jako nic nie warte kopie, będzie bagatelizował ich znaczenie. Jeśli zaś trafią się oryginały, będzie odrzucał je jako spreparowane fałszywki. U niego to nic nowego. Tak robi od lat.

Czasami biedny gubi się w natłoku nowych wiadomości. Jak w tej z motorówką. Gdyby to ode mnie zależało, do poszukiwań sobowtóra Wałęsy zaangażowałbym Sherlocka Holmesa.  

Jerzy Jachowicz

 

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook