Jedynie prawda jest ciekawa

Co było za fasadą u obu Pań, zmagających się ze sobą w debacie

21.10.2015

Ciekawe, że nie zdając sobie sprawy, iż upodabniam się do eksperta zajmującego się oceną wizerunku polityków, na wczorajszą debatę Ewa Kopacz – Beata Szydło, patrzyłem jako na pojedynek osobowości.

Mniejszą zaś wagę przywiązywałem do wysiłków obu pań  przedstawienia swoich programów, które zamierzają wprowadzić w życie w przypadku zwycięstwa ich partii w wyborach i powierzeniu im sterów państwo na fotelu premiera. 

Dziś, czytając wiele komentarzy innych obserwatorów debaty, bez wątpienia znających problemy polityki, lepiej ode mnie, potwierdziła się trafność mojego wczorajszego wyboru. Ponieważ w pokazywaniu swoich programów, żadne z nich nie wyszła poza ogólniki.  

Nie przeczuwając, że tak blado zarysują programy, od początku postanowiłem spojrzeć na ich wizerunek. Wniknąć na chwilę w ich duchowe wnętrze i odkryć co się mieści za fasadą wyglądu zewnętrznego, którym łatwiej obserwatora nawet tak uważnego jak ja, wprowadzić w błąd. Oświetlone wnętrze mówi prawdę o człowieku. Dlatego szedłem tym tropem. 

W przypadku Beaty Szydło był on łatwiejszy do wyśledzenia, bo nie widziałem zasłony, za którą by chciała coś ukryć, co było z kolei widoczne u jej konkurentki. Ewa Kopacz ukrywała strach, który ma w oczach od wielu tygodni. Zgrywała chojraka, ale tak naprawdę była roztrzęsiona, bo zdawała sobie sprawę, że zaklina rzeczywistość, udaje, że walczy. A w dodatku wiedziała też, że nie jest w stanie ukryć swojej porażki, przesadzonej o wiele wcześniej. Na długo przed tą debatą. Wreszcie, że widzi to nie tylko jej rywalka, ale większość, poza fanatykami Platformy Obywatelskiej, którzy ten spektakl telewizyjny oglądają. Toteż w chwilach, kiedy jej konkurentka obnażała jej słabości, nie była w stanie odpowiedzieć w ramach zwykłego dialogu, lecz zareagować żałosnym, krótkim dźwiękiem, imitującym śmiech: - hi,hi – co było wyrazem skrajnej bezradności. Tak się właśnie zachowała, kiedy Szydło zarzuciła jej, że niedawne otwarcie gazo portu w Świnoujściu było fikcją. Nieudanym zabiegiem pijarowskim, bo przecież inwestycja nie jest  jeszcze gotowa do pracy. 

U Beaty Szydło nie było widać rozdźwięku między zewnętrzną postawą a wnętrzem, czego dowody znajdowałem w słowach i zdaniach, które wypowiadała. Także w gestach i może najważniejsze tego potwierdzenie - w oczach. Jej wzrok był spokojny, ciepły choć dosyć często po jej twarzy i właśnie w oczach błąkał się uśmiech, mający dwojakie znaczenie. Po pierwsze, oznaczał niekiedy ironię z jaką traktowała część wypowiedzi Ewy Kopacz, jako bałamutnych, obliczonych na naiwność, że ktoś w nie uwierzy, jak np. opinia: - „Mamy ciągle szanse na zwycięstwo”. Po wtóre, Beata Szydło od długiego już czasu jest przekonana, że PiS wygra, a ona obejmie funkcję premiera. Uśmiechała się więc trochę do siebie, a trochę na pokaz, żeby widziano na jakim jest luzie. Gra toczyła się też o to, która z rywalek bardziej zasługuje na to, by kierować rządem. Oczywiście ze względu na posiadane cechy przywódcze. Być może w tym elemencie Szydło zdobyła największa przewagę na rozedrganą emocjonalnie Kopacz. Jej głos w czasie debaty kilka razy znajdował na etapie bliskim łkania, czego wcześniej przy innych okazjach byliśmy świadkami. 

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook