Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Bezkarność generałów zasługą III RP

12.12.2012

Od wielu lat za każdym razem 13 grudnia odzywa się we mnie ta sama nuta. Przychodzimy tłumnie pod willę Wojciecha Jaruzelskiego tylko dlatego, że jego bezkarność niesie się na całą Polskę.

Także bezkarność  jego najbliższego towarzysza walki o zwycięstwo komunizmu, Czesława Kiszczaka. Bo czymże, jak nie bezkarnością całkowitą – jeśli za taki stan uznamy brak jakichkolwiek poważniejszych przykrości wymierzonych przez państwo – jest skazanie gen. Kiszczaka na dwa lata w zawieszeniu na lat pięć. Czy w ciągu najbliższych pięciu lat Kiszczak miał szanse po raz drugi zainicjować stan wojenny, a następnie dowodzić wszystkimi uzbrojonymi - poza wojskiem – formacjami w państwie? Wyprowadzić na ulice czołgi i wozy opancerzone, ZOMO, które będą strzelać do robotników, okupujących zakłady pracy? Tysiące ludzi wsadzić do obozu dla internowanych? A czy może ma szanse popełnić inne przestępstwo? Ukraść rower, włamać się nocą do sklepu, zaatakować ochroniarza pod nocna dyskoteką? Wiadomo, że nie ma praktycznie najmniejszych możliwości, aby naruszył jakiś przepis kodeksu karnego. A więc ta kara jest niczym innym, jak uwolnieniem go od kary w przyszłości. Z kolei uszy gen. Jaruzelskiego nie ucierpiały w najmniejszym stopniu. Nigdy nie usłyszały z ust polskiego sądu fundamentalnego zdania: - gen. Jaruzelski kierował zbrojną grupą  przestępczą, która nielegalnie wprowadziła w Polsce stan wojenny. I już pewne raczej, że jego uszy pozostaną niewinne, podczas gdy on sam jest po wielokrotnie winien. Stan wojenny jest ledwie jednym z wielu jego przestępstw.

Gdyby na początku lat 90 Jaruzelski został skazany na kilka lat więzienia, po odbyciu połowy kary, wyszedłby z powrotem na wolność i teraz byłby człowiekiem bez przygniatającego go do ziemi brzemienia. Bez przykuwania do prześladującej go rocznicy. Zamiast nocą palić znicze pod willą generała i wznosić potępiające go okrzyki i hasła, składalibyśmy rano 13 grudnia kwiaty pod pomnikiem Stoczniowców na Wybrzeżu, Górników na Śląsku. Tu i tam pomnikami „Poległych”. Zabitych w walce z generałami o wolność, o godne życie, o prawdę. Nad Jaruzelskim i Kiszczakiem ciąży wina największa.

Opracowywali szczegóły godzących we własnych rodaków operacji, a później wydawali rozkazy.  Gdyby jednak odbyli karę, palilibyśmy znicze na grobach ofiar stanu wojennego bądź w miejscach, w których oddano do nich śmiertelne strzały. Ukaranym katom dalibyśmy już odetchnąć. Że jest inaczej, obarcza  część obozu „solidarnościowego”, układającego się pod Magdalenkowym stołem. Wiodące przez całe lata 90 medium, „Gazetę Wyborczą”, która wytrwale i skutecznie broniła Jaruzelskiego i Kiszczaka. Prokuratorów i sędziów, z których część stała się orędownikiem opinii „Gazety”, zaś inni kontynuowali swoje uznanie dla generałów zaszczepione jeszcze w czasach PRL. Bardziej interesował  ich poklask szeregów obrońców generałów niż dochodzenie do rzeczywistych szkód jakie wyrządzili.

Tkwiłem w błędzie w jednej jeszcze ważnej sprawie. Bezkarność generałów traktowałem jako porażkę wolnej Polski. Dziś widzę, że jest to triumf III RP.

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook