Jedynie prawda jest ciekawa

Arogancja i tchórzostwo Bondaryka

19.12.2012

Szef ABW Krzysztof Bondaryk podobnie jak inni ministrowie rządu Donalda Tuska całkowicie lekceważą parlamentarzystów opozycji. Jest to zarazem lekceważenie zasad demokracji.

Kto by się przejmował takimi drobiazgami? Bondaryk ma skąd czerpać wzory, bo obecnie rządząca ekipa co i rusz okazuje wobec społeczeństwa swoją arogancję. Moim zdaniem, prawdziwym źródłem ignorowania parlamentarzystów jest tchórzostwo. Lęk przez pytaniami i debatą, które by obnażały nieudolność lub złą wolę kierujących państwem. Taką postawę niejednokrotnie wykazywał  Prokurator Generalny Andrzej  Seremet. Lekceważył zaproszenia posłów na posiedzenia sejmowych komisji  sprawiedliwości. Odmawiał przyjścia na spotkania speckomisji. Robił to ze strachu, żeby nie zostać zasypanym kłopotliwi ripostami czy kompromitującymi go faktami. Seremet w lutym tego roku zignorował posiedzenie komisji do spraw służb specjalnych, poświęcone stosowaniu przez te służby technik operacyjnych. Wywołało to oburzenie posłów, ale poza demonstracją niezadowolenia, nie ma żadnych sankcji, które mogłyby zapobiec fatalnym dla demokracji postawom ministrów. Nieobecność Prokuratora Generalnego, który sprawuje nadzór nad stosowaniem technik operacyjnych oznaczała lekceważenie sejmowej komisji. Identycznie zachowali się szefowie MSWiA, obrony narodowej, dyplomacji, Prokurator Generalny i szef ABW. Cała piątka, zaproszona na posiedzenie senackiej komisji obrony ws. katastrofy smoleńskiej, nie pojawiła się rzec można demonstracyjnie. Senatorowie mieli wysłuchać informacji przedstawicieli organów państwa, Bogdana Klicha, Radosława Sikorskiego, Jerzego Millera, Andrzeja Seremeta i Krzysztofa Bondaryka o działaniach podjętych w związku z wyjaśnieniem okoliczności katastrofy Tu-154M 10 kwietnia 2010 r. Można zakładać, że wszyscy byliby w komplecie, gdyby mieli przedstawić „Niekwestionowane osiągnięcia rządu Donalda Tuska”. - Ale o katastrofie smoleńskiej? Co to, to nie – odpowiedział sobie w duchu każdy z ministrów. I oto efekt. Bonadryk posłużył się wypróbowana metodą służb: - Nie dostałem zaproszenia. Więc jak mogłem przyjść?  

Zaproszenie na posiedzenie Zespołu Parlamentarnego ds. Obrony Demokratycznego Państwa Prawa Bondaryk najwyraźniej otrzymał. Co nie znaczy, że przyszedł. Napisał tylko, żeby pytania, jakie zostaną sformułowane w wyniku spotkania, przekazać mu na piśmie. To oczywiście wybieg. Łatwo zrozumieć unik jaki zrobił, gdyż tematem posiedzenia była sprawa Brunona K. z Krakowa, słynnego niedoszłego zamachowca na najważniejsze organa państwa – prezydenta, premiera, ministrów i parlamentarzystów. Gdyby szef ABW był na tym posiedzeniu, prawdopodobnie wylądowałby w klinice rządowej na oddziale intensywnej terapii. Do szpitala doprowadziłyby go surowe, ale jak się wydaje trafne opinie posłów i obecnych w czasie posiedzenia ekspertów o śledztwie prowadzonym przez ABW. Wiele przesłanek wskazuje, że mankamenty zdrowia psychicznego Brunona K. zostały wykorzystane przez służby i prokuraturę do spreparowania historii o rzekomo przygotowywanym zamachu. Celem zaś były doraźne interesy polityczne. Chodziło o zasianie w społeczeństwie niepokoju. Ich źródłem są środowiska „nacjonalistyczne, ksenofobiczne, antysemickie”, których klasycznym wytworem jest Brunon K. Czy Bondaryk byłby w stanie patrzeć i słuchać jak rujnowana jest jego konstrukcja, która miała przynieść rządzącym co najmniej kilka korzyści, a obróciła się przeciwko nim. I wszystko za sprawą ABW. I wszystko pod kierunkiem Bondaryka. 


Jerzy Jachowicz


Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook