Jedynie prawda jest ciekawa

Błędy Euro 2012

29.05.2017

Narodowy jest za mały, a stadiony w Poznaniu, Gdańsku i Wrocławiu za duże

Gala KSW 39 na Stadionie Narodowym w Warszawie to był hit minionego weekendu. 58 tysięcy widzów przyszło zobaczyć walczących ze sobą niemal na gołe pięści gladiatorów. Rosnąca w Polsce popularność sportu, który ma bardzo wiele wspólnego z pierwotną rywalizacją w najprostszej formie to temat na dłuższe rozważanie. Zjawiskiem bez wątpienia jest frekwencja na największym w Polsce obiekcie sportowym. Zestawiając sprzedaż biletów na wcześniejsze imprezy, które się na nim odbywały , czyli Grand Prix w żużlu (komplet) i późniejsze - mecz piłkarzy z Rumunią, na który sprzedano wejściówki w jeden dzień (zapotrzebowanie było na pół miliona), można już śmiało postawić tezę, że stadion jest za mały.

Polacy kochają sport, są skłonni wydawać na niego nawet spore pieniądze, ale nie byle jaki. Widowisko musi być na wysokim poziomie, dobrze opakowane i przeżywane w godnych warunkach. Wtedy na trybunach są tłumy. Biorąc pod uwagę fakt, że na terenie Narodowego odbywają się imprezy nie mające nic wspólnego ze sportem jak Konferencja Klimatyczna, Szczyt NATO, czy wszelkiego rodzaju targi nie dziwi, że obiekt przestał już dawno przynosić straty i zarabia na siebie po 20 milionów złotych rocznie. Kluczowa jest też jego lokalizacja, niemal w samym sercu stolicy, co wyróżnia Narodowy na tle innych podobnych obiektów w Europie. Widząc jak interes się kręci jak ponury żart brzmi dawna propozycja Hanny Gronkiewicz-Waltz, która sondowała usytuowanie stadionu na Białołęce (bo nie było pewności co kryje się pod trybunami dawnego Stadionu Dziesięciolecia, budowanego z na bazie gruzów powojennej Warszawy).

Narodowy wybudowano jako kluczową inwestycję przed Euro 2012, kwota dwóch miliardów złotych brutto, którą wydano ewidentnie była zbyt wygórowana (w wielu miejscach świata w tym czasie budowano zdecydowanie taniej), nie obyło się bez skandali i przepychanek. Dziś widać, że obiekt jest potrzebny, będzie zarabiał przez lata i świetnie wpisał się krajobraz Warszawy. Zostały jednak zachwiane proporcje. Za te pieniądze, albo niewiele większe, można było stworzyć stadion z większą widownią, nawet o 15-20 tysięcy. Nie dość, że zysk byłby większy zysk, to mogłyby się odbywać w Warszawie także imprezy rangi piłkarskiego finału Ligi Mistrzów (obecny stadion jest o kilka tysięcy miejsc zbyt mały). Zabrakło umiejętności przewidywania, tak jak w przypadku autostrady z Warszawy do Łodzi, która właśnie osiągnęła granicę swojej przepustowości i będzie poszerzana o jeden pas.

W opozycji do Narodowego stoją obiekty w Poznaniu, Gdańsku i przede wszystkim Wrocławiu, które też powstały na Euro 2012, a nie okazały się żadnym ekonomicznym sukcesem. We Wrocławiu na trybunach mieszczących 44 tysiące widzów podczas meczów ligowych Śląska zasiada… 6 tysięcy. W najnowszym komunikacie czytamy, że gmina Wrocław dokapitalizowała spółkę Stadion Wrocław (do niedawna Wrocław 2012) kwotą 12,3 mln zł. Pieniądze są przeznaczone na spłatę kredytu zaciągniętego na budowę stadionu… Wbrew przewidywaniom obiekt nie zarabia na siebie i pewnie nie będzie. Jest zbyt duży.

Tu za mały, tam za duży… Wiele wskazuje na to, że proporcje ustalano jak podczas pieczenia ciasta. Na oko.

Autor bloga

Cezary Kowalski

Autor jest komentatorem telewizji Polsat oraz dziennikarzem tygodnika "wSieci"

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook