Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Unia Europy czy Niemiec?

28.11.2011

30 lat temu, gdy Polacy w czasie karnawału "Solidarności" byli co rusz straszeni manewrami wojsk bratnich państw komunistycznych u swoich granic - propagandziści PZPR reagowali na lęk przed sowiecką inwazją w bardzo specyficzny sposób.

Swoja replikę zaczynali od tezy, że ZSRR to nas przyjaciel, od więc nie należy się bać i tym samym żadnej sowieckiej inwazji nie będzie. Ale już niedługo potem dodawali, że jeśli ktoś boi się inwazji to powinien tym bardziej zachęcać "Solidarność" do rozsądku i popierać generała Jaruzelskiego z jego linią porozumienia..

Taktyka była sprytna - wpierw rytualnie odrzucała sugestie, że coś złego może nas spotkać z strony Rosjan ale potem sugerowała: jak wy ludzie nie powstrzymacie "Solidarności" to wszystko może się zdarzyć. Identyczną linie stosuje publicysta "Gazety wyborczej" Marek Beylin polemizując z Piotrem Zarembą.

Zaremba dziwi się, coraz częstszym w polskiej publicystyce tekstom przyjmującym do wiadomości że żadnej idei europejskiej już nie ma -  jest tylko przeważająca siła Paryża i Berlina, a skoro tak to nie pozostaje nam nic innego jak bez wymądrzania się podążać posłusznie za berlińską panią Matką. A jednocześnie Zaremba dziwi się, po klęsce projektu euro, który był elementem naiwnej wiary lewicy,  że integracja ekonomiczna ułatwi unifikację w ramach mega-euro-państwa - lewicowy odgrzewają znów projekt "Stanów zjednoczonych Europy".

Jak reaguje na to Beylin? Tak samo jak niegdysiejsi lektorzy PZPR. Wpierw rytualnie wyśmiewa obawy przed wszechwładzą Niemiec w Unii jak zwykle sięgając po wyświechtany chwyt, że prawica krzyczy jak zawsze "Niemcy nas biją". Ale już po takim rytualnym szyderstwie puszcza oko, że może coś jest jednak na rzeczy i pisze: "Problem obecności Niemiec w Europie jest poważny."

Właśnie przekonanie, że Niemcy są zbyt silne na Europę, więc należy je włączyć do europejskiego systemu politycznego, by ich siła wzmacniała kontynent, a nie własne partykularne interesy, stanowiło jeden z filarów europejskiej integracji. Albo Niemcy w Europie, albo przeciw Europie - ta alternatywa nie straciła na ważności od sześciu dekad. Co oznacza, że Europa zintegrowana jest wciąż najlepszą znaną nam gwarancją utrzymania pokoju w Europie, bo powstrzymuje nieokiełznaną walkę narodowych interesów.

Beylin więc wpierw wyśmiewa obawy przed zbyt silnymi Niemcami, ale potem chętnie gra taka obawą aby wskrzesić pomysł jeszcze bardziej ścisłej negacji unii.

Serdeczne dzięki za takie lekarstwo gorsze od choroby. Można domagać się by Unii była różnorodna i niezdominowana przez jeden ośrodek. Apelować aby komisja europejska była silna, ale i miała posłuch wynikły z jej kompetencji i autorytetu. A jednocześnie odrzucać iluzję lewicujących "Stanów zjednoczonych Europy.” Jak się okazuje po fiasku idei wspólnego euro + lewica nie ma najmniejszej ochoty na wyciągnięcie wniosków ze swoich błędów.

Jeszcze więcej tego samego krzyczy Beylin.

Autor bloga

Piotr Semka

Polski publicysta i dziennikarz. Prowadził wraz z Jackiem Kurskim program "Refleks". Był współautorem programu "Warto rozmawiać" w TVP.

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook