Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Rok 2013 – dalszy klincz czy szansa na przełom?

01.01.2013

Wiara w elementarną sprawiedliwość każe wierzyć, że sztuczki socjotechników z otoczenia Tuska muszą się kiedyś w końcu obrócić przeciw nim samym. Ale kiedy to nastąpi?

Trafiła kosa na kamień – po prawie 24 latach istnienia III RP –  strażnicy ducha okrągłostołowego zderzyli się z istnieniem twardego - około 30% - elektoratu prawicy jaki głosuje na jedną partię prawicy - PiS. Tylko ktoś, kto pamięta rozdrobnienie prawicy na początku lat 90. czy AWS - trwoniący nadzieje na zmiany w latach 1997-2001 – zrozumie jak wielka to wartość.

Ta „prawa Polska” powstała wskutek uodpornienia się na antyprawicową perswazję mainstreamowych mediów. Ma własne media, własne autorytety i co najważniejsze posiada o wiele większą od przeciwników  zdolność mobilizacji – czy to w formie akcji na facebooku czy  wielotysięcznych demonstracji. Hołd tej prężności konserwatywnej opinii publicznej złożył niedawno sam Jacek Żakowski grzmiąc na lemingi, że nie kwapią się do demonstrowania w rocznicę zabójstwa Gabriela Narutowicza podczas gdy  zwolennicy prawicy stawili się masowo na marsze 11 listopada czy 13 grudnia.

To prawica dziś może liczyć, że pod willą Jaruzelskiego nie zabranie demonstrantów podczas gdy histeryczne wezwania Wiktora Osiatyńskiego, by pikietować dom Grzegorza Brauna pozostały jedynie na papierze.

Ten fenomen „prawej Polski” wciąż jest fundamentem mocnej pozycji politycznej Jarosława Kaczyńskiego jako lidera największej partii opozycji. Lewica podzielona między Leszka Millera i polityczne  sieroty po prezydencie Aleksandrze Kwaśniewskim wciąż nie jest żadną alternatywą dla ekipy Donalda Tuska. Na prawicy mimo marzeń takich polityków jak Artur Zawisza czy Krzysztof Bosak o wskrzeszeniu silnego ruchu narodowego – PiS wciąż nie ma żadnego silnego konkurenta.

Kto pamięta jeszcze o PJN? – chyba tylko Marek Migalski pyszniący się, że mimo rzekomych ataków na jego ugrupowanie zdobywa ono w sondażach nadal 2%. Z kolei Zbigniew Ziobro – lider Solidarnej Polski uległ manierze ciągłego atakowania Jarosława Kaczyńskiego – co przynosi mu niekiedy pochwały z samego pałacu prezydenckiego, ale popularności u wyborców prawicy nie buduje.

Jeśli ONR czy Młodzież Wszechpolska kogoś kusi, to raczej młódź prawicową – która znużona sterowaną demokracją w wykonaniu Platformy powoli zaczyna się radykalizować – jak zawsze w wypadku sytuacji zamurowania sceny politycznej. Ale liderzy pokroju Artura Winnickiego czy nawet znacznie bardziej doświadczonego Artura Zawiszy nie mają pomysłu jak wyjść z radykalnej niszy –poza marszami niepodległości, którym pomogły blokady lewicy ale, i  które, jak się okazało, trafiły na rzeczywiste emocje społeczne.

Wracając do PiS – posiadanie tak wiernego i zdeterminowanego elektoratu jest tej partii wielkim, osiągnięciem i dowodem na to, jak wiele z kwestii jakie stawia odpowiada autentycznym emocjom społecznym.

Ale takie „żelazne poparcie” działa trochę jak słodycze – jest słodkie ale niezdrowe.

W łonie „Prawa i Sprawiedliwości” nie trwają jakieś ciekawe dyskusje jak wygrać z PO. Jest to nadal partia jednego człowieka –Jarosława Kaczyńskiego, a cała reszta polityków czołówki PiS dba, aby nigdy nie wysunąć się zbytnio przed prezesa.

Formację  tę trapi niełatwy dylemat  – czy być radykalną partią czekającą na wielki kryzys i wybuch niezadowolenia społecznego wobec rządów Tuska czy tez starać się znów być partią jak inne – według szarawego wzorca III RP. Ugrupowaniem kokietującym dyskusjami o gospodarce, z łagodnym premierem Glińskim - co jednak wtedy zrobić z śledztwem smoleńskim. Co z wyrazistymi diagnozami Jarosława Kaczyńskiego takimi jak te o „kondominium niemiecko-rosyjskim”.

Jedno z drugim się nie klei – i wykorzystuje to Tusk. Od trzech lat prezes PiS „bierze na wstrzymanie” i w końcu mówi coś, co rywale wykorzystują przeciw niemu.

W zeszłym roku po raz trzeci nie udała się taktyka zmiękczenia wizerunku  Jarosława Kaczyńskiego – pierwszy raz zepsuła ją w 2010 roku uwaga prezesa PiS o braniu proszków, w 2011 wysadziła ją w powietrze wzmianka o dziwnej karierze Angeli Merkel, a w tym roku detonatorem była zbyt szybka i emocjonalna reakcja Kaczyńskiego na informacje o odnalezieniu przez ekipę prokuratorską śladów trotylu na wraku Tu -154.

Cóż jednak z tego gdy Kaczyński nie ma rywali? Nie widać żadnego innego lidera na prawicy  niż Kaczyński. Do tej roli nawet nie zbliżył się Zbigniew Ziobro, ani coraz bardziej ekspercki Paweł Kowal.

Jeszcze mniejszą wiarygodność mają Roman Giertych czy Michał Kamiński, którzy choćby nawet przemyśliwali o powrocie na scenę polityczną – to nie zmyją łatwo podejrzeń o jakąś platformerską maskaradę.

Pomysł na jakieś wskrzeszenie propaństwowej endecji, której zapowiedzią było złożenie kwiatów pod pomnikiem Dmowskiego 11 listopada zyskał co prawda błogosławieństwo Michnika, ale nie zyskał uznania na forach internetowych prawicy. Polscy wyborcy prawicowi z sukcesem przeszli niejedną próbę prania ich mózgów.

Dlatego wyborcy prawicy trwają przy Kaczyńskim, bo ten jest ich odpowiedzią na ciągłe obrażanie tego, co dla nich święte, przez połączone armie Niesiołowskich - Lisów – Olejników i Hartmanów. A nad tym wszystkim ciągle utrzymuje się Platforma wciąż prowadząca w sondażach wskutek skutecznego straszenia IV RP.

Dlatego w polskiej polityce kolejny rok będzie przewidywalny jak pogoda na Kamczatce – PO będzie źle rządziła, ale zamaskuje to antypisowskim piarem, a PiS będzie się szarpał miedzy taktyką stawiania na gospodarkę, a tematem smoleńskim.

Takie zimne wojny domowe potrafią trwać latami, aż przerywa je jakieś dramatyczne wydarzenie lub odejście z polityki jednego z antagonistycznych liderów.

Taka wizja bardziej dotyka Tuska jako minera rozbrajającego bomby mogące wysadzić rząd.

 Tyle, że od 2010 roku politycy PiS zacierają ręce, wróżąc spadek poparcia dla Tuska z racji kryzysu. Nic takiego nie nastąpiło. a lemingi dalej chłoną ostrzeżenia ‘autorytetów” przez nawrotem IV RP.

Aby coś wyrwało nas z tego klinczu, w 2013 roku musi się stać się coś nadzwyczajnego. Czy takie cos nastąpi?

Wielcy unijni gracze dbają, aby kryzys nie przeszedł w stan zapalny. Już rozruchy na ulicach Madrytu i Aten uzmysłowiły Angeli Merkel i Francois Hollande, jak szybko rozpaść się może euro-stabilizacja.

Dlatego zapewne będą ratować - gdy będzie trzeba -finansową kroplówka rządy swego ulubieńca Tuska.

A pod unijnym parasolem Platforma  rozwija praktykę demokracji sterowanej. A to Krajowa Rada jawnie dyskryminuje TV Trwam, a to zamaskowani policjanci  radykalizują demonstracje prawicy. Wszystko to w sosie diabolicznych uśmieszków Rafała Grupińskiego i medialnej niewidzialnej ręki Igora Ostachowicza.

Wiara w elementarną sprawiedliwość każe wierzyć, że sztuczki socjotechników z otoczenia Tuska muszą się kiedyś w końcu obrócić  przeciw nim samym. Ale kiedy to nastąpi? Wyborcy prawicy wierzą, że kres tej diabolicznej alchemii społecznej przypadnie na przyszły rok. Czy mają rację?

Autor bloga

Piotr Semka

Polski publicysta i dziennikarz. Prowadził wraz z Jackiem Kurskim program "Refleks". Był współautorem programu "Warto rozmawiać" w TVP.

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook