Jedynie prawda jest ciekawa

Prezes Stefan na tropie hordy

11.12.2012

Takie rzeczy tylko w III RP. Tylko w realiach „Rzeczpospolitej miłości” grupa dziennikarzy, których wypchnięto z własnej gazety, na sukces której pracowali od półtora roku – staje się obiektem wyzwisk niegdysiejszego rzecznika praw usuwanych z pracy dziennikarzy.

Gazeta Wyborcza” pozazdrościła „Newsweekowi” jego wywiadu z Tomaszem Wołkiem, który nazwał grupę dziennikarzy opuszczających „Uważam Rze” – niebezpieczną hordą wilków.

Teraz w rolę badacza dzikich i agresywnych stworzeń wcielił się na łamach „GW” honorowy szef Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Stefan Bratkowski. Nie oburzył się on bynajmniej sposobem, w jaki Grzegorz Hajdarowicz traktuje własnych dziennikarzy. Nie bulwersują go randki właściciela „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze” z rzecznikiem rządu Pawłem Grasiem. Nie, byłego szefa SDP - który niegdyś pomagał dziennikarzom tracącym pracę z przyczyn politycznych – dziś najbardziej drażnią dziennikarze, którzy mają czelność chcieć iść własną drogą i którzy solidarnie odchodzą, gdy z dnia na dzień odwołuje im się redaktora naczelnego.

„Jacy dziennikarze niepokorni? Ta horda? Nieprzyzwoici!" – grzmi Bratkowski i rzuca klątwę za klątwą.

Oto dowiadujemy się, że w Polsce mamy do czynienia z "dziennikarstwem przyzwoitym i dziennikarstwem stricte politycznym ludzi walczących o władzę".

Niepokorni w myśl tego podziału uprawiają "Dziennikarstwo stricte polityczne".

- To już raczej polityka, a nie dziennikarstwo. O niczym innym nie mówią, tylko o obaleniu legalnej władzy - głosi Bratkowski. Na dodatek – jak się dowiadujemy - budujemy w Polsce atmosferę nieżyczliwości.

- Nie pamiętam ani jednej sytuacji, w której by - kiedyś prawie mój podopieczny - Rafał Ziemkiewicz, napisał o czymkolwiek dobrze, żeby cokolwiek akceptował. To prowadzi do pisania poza rzeczywistością, do bredni. Można polemizować z innym poglądem, natomiast z przedstawianiem świata jako świata do likwidacji, polemizować się nie da. I nie warto – orzeka Stefan Bratkowski zachęcany do jeszcze większej wyrazistości przez przeprowadzającą wywiad Agnieszkę Kublik.

To zabawne odwrócenie ról z lat stanu wojennego. Wtedy Stefan Bratkowski bronił i pomagał dziennikarzom, którzy stracili swoje miejsca pracy lub odeszli sami po wytrzebieniu ich redakcji. Teraz ten sam Bratkowski grzmi na tych, którzy ośmielają się nie wychwalać wielkiego Donalda Tuska i wzywa, aby ukarać takich niegodziwców, jak tych, którym nie podaje się ręki.

Bratkowski stara się odgrzać podział wśród dziennikarzy z lat stanu wojennego - na tych przyzwoitych i propagandową hordę.

W ten sposób kopiuje on retorykę ekipy Jaruzelskiego - popieranie rządu PRL jest niepolityczne – ale już jego krytykowanie jest stricte polityczne. Po 13 grudnia władza też chwaliła dziennikarzy zdolnych do pozytywnego spojrzenia na rzeczywistość, a ganiła krytycznych. Tych ostatnich wyklinano i egzorcyzmowano właśnie jako tych, którym „zachciało się bawić w politykę”.

Niech teraz Stefan Bratkowski spotka się  z Danielem Passentem, który poparł władzę od razu po 13 grudnia 1981 i przyzna mu rację, że już wtedy, w noc stanu wojennego błyskotliwy publicysta „Polityki” lepiej zrozumiał odwieczne prawa polityki.

Przecież Passent już wtedy bronił Polski przed prawicową hordą.

Piotr Semka

Autor bloga

Piotr Semka

Polski publicysta i dziennikarz. Prowadził wraz z Jackiem Kurskim program "Refleks". Był współautorem programu "Warto rozmawiać" w TVP.

Najczęściej czytane na blogu

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook