Jedynie prawda jest ciekawa

Generacja Zuzanny I Janusza

13.03.2012

Moje pokolenia miało mniej złudzeń. Mniej wierzyliśmy w „Lecha” czy Adasia. Może dlatego łatwiej znieśliśmy szok III RP?

Z opóźnieniem wpadł mi w ręce niezwykły album oficyny „Biały kruk” o Januszu i Zuzannie Kurtyce. Oglądałem z początku dość pobieżnie czarno-białe zdjęcia opowiadające o dziejach dwójki młodych krakowskich studentów. Jednych z wielu studentów jakim przyszło wejść w dorosłość w chwili epopei „solidarności” i momentu wprowadzenia stanu wojennego. To typowe małżeństwo z tamtych czasów  ożywione rewolucyjnym duchem NZS, zbliżone grozą 13 grudnia i znajdujące oparcie  w akademickich duszpasterzach. Umocnione wspólna wiarą, że w konflikcie z komunistyczną władzą nie wolno być biernym. Para pięknych, młodych ludzi chodzących razem na msze za ojczyznę, razem kolportujących „bibułę” i razem płaczących z bezsilności gdy Jerzy Urban opluwał ojca Jerzego. Wspólnie witający Papieża na kolejnych pielgrzymkach. Uwiecznieni na orwowskich, blaknących, kolorowych zdjęciach. Chwile małego, kameralnego  szczęścia na wyjazdach w góry czy na spacerze na podkrakowskie brzegi Wisły. Znam dobrze tę starszą o pięć lat ode mnie generację. Nawet zdjęcia ze ślubu Kurtyków są dokładnie takie same jak zdjęcia wiszące na ścianach ich rówieśników.  Ceremonia oczywiście w najbardziej nieprawomyślnym i buntowniczym wobec  komuny kościele Św. Maksymiliana w Mistrzejowicach. Śmieszne dziś fryzury, obowiązkowa muszka Janusza Kurtyki, butelki cytronety czy polo-cocty na weselnych stołach.

Sprawdzam dla pewności w Wikipedii i wszystko się potwierdza: Janusz Kurtyka to  rocznik 1960. Dla mnie terminującego w latach 80. w podziemiu koledzy z tamtych roczników byli starsi, mądrzejsi i bardziej wtajemniczeni. Ale dziś z perspektywy czasu widzę, że byli też znacznie gorzej przygotowani przez los na odepchnięcie ich przez system okrągłostołowy. Wchodzili po 1989 roku w politykę błędnie i naiwnie zakładając, że wierność z lat stanu wojennego, ich zapał i patriotyzm ktoś wykorzysta. Tym kimś miał być wpierw premier Tadeusz Mazowiecki a potem Lech Wałęsa. Aż wreszcie dotarło do nich, że w Polsce bruderszaftów Michnika z Jaruzelskim nikt ich nie potrzebuje. Jedni zgorzknieli i zaczęli zamykać się w sobie. Do części z nich los uśmiechnął  się po latach,  gdy w 2005 roku rozpoczęło się coś co niedokładnie nazywamy IV RP. Janusz Kurtyka został szefem IPN.  Został oblany brudną pianą nienawiści a potem jak klapa fortepianu z hukiem zapadła nad jego  losem  tragedia Smoleńska. I nawet w cieniu tej tragedii znalazł się profesor, który zadbał aby Janusza Kurtykę nie pochowano w krypcie zasłużonych jednego z krakowskich Kościołów. I znaleźli się kapłani, którzy tej intrydze się podporządkowali.

Moje pokolenia miało mniej złudzeń. Mniej wierzyliśmy w  „Lecha” czy Adasia. Może dlatego łatwiej znieśliśmy szok III RP? I może dlatego to my musimy dziś pokłonić się i przeprosić naszych starszych o parę lat kolegów, że tak potraktowano ich wiarę w Polskę. I może z powodu tej świadomości tej krzywdy przy oglądaniu albumu o Zuzannie i Januszu  coś tak mocno ściska za gardło.

Autor bloga

Piotr Semka

Polski publicysta i dziennikarz. Prowadził wraz z Jackiem Kurskim program "Refleks". Był współautorem programu "Warto rozmawiać" w TVP.

Najczęściej czytane na blogu

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook