Jedynie prawda jest ciekawa

Zaangażowany obywatel w państwie prawa – studium przypadku

09.05.2013

Był sobie pewien obywatel polski, nazwijmy go na potrzeby tej opowieści Janem Kowalskim. Pan Kowalski miał pewnego razu nieprzyjemną kolizję podczas jazdy rowerem, której przyczyną było ogrodzenie postawione tuż przy skrzyżowaniu w sposób znacząco ograniczający widoczność.

Będąc aktywnym, zaangażowanym, obywatelem pan Jan wysłał (a był to marzec zeszłego roku) do wydziału architektury swojego urzędu miasta pismo z pytaniem czy ów płot został na pewno postawiony zgodnie z przepisami prawa budowlanego, gdyż w jego opinii zostały one naruszone. Już po miesiącu dostał odpowiedź, że sprawa nie mieści się w zakresie kompetencji owego wydziału i została przekazana do urzędu właściwego, to jest Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego.

Gdy minęły trzy miesiące od przekazania sprawy do PINB a ten nie dał śladu życia, Pan Kowalski napisał do niego z prośbą o informację o stanie załatwiania sprawy. Odpowiedzi nie uzyskał.

Po sześciu miesiącach, w październiku, udał się z prośbą o pomoc do swojego radnego czyli mnie. Ja niestety dużo pomóc nie mogłem, gdyż organem zwierzchnim dla PINB nie są władze samorządowe tylko Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego. Poradziłem Panu Kowalskiemu aby do inspektora wojewódzkiego skierował skargę na bezczynność inspektora powiatowego. Tenże tak uczynił. W listopadzie dostał od powiatowego inspektoratu wezwanie do ujawnienia swojego interesu prawnego w sprawie, czego oczywiście nie był w stanie dokonać.

W grudniu przyszła korespondencja od wojewódzkiego inspektora zawierająca: 1. Pismo października do inspektora powiatowego z prośbą o wyjaśnienie w związku ze skargą na bezczynność; 2. Ponaglające pismo z listopada wzywające do odpowiedzi na pismo sprzed miesiąca; 3. Wyjaśnienie wojewódzkiego inspektora, iż wobec nie wskazania interesu prawnego Pan Kowalski nie został uznany przez powiatowego inspektora za stronę w sprawie, niemniej powiatowy inspektor wszczął 5 grudnia postępowanie z urzędu w sprawie płotu (w ponad 8 miesięcy po otrzymaniu skargi) i że Pan Kowalski zostanie powiadomiony o jego zakończeniu.

Tu mija kolejne 5 miesięcy bez żadnego sygnału ze strony urzędu. Pan Kowalski, ciekaw jak się sprawa zakończyła - i będąc ogólnie wkurzonym potraktowaniem go, jako obywatela - udaje się osobiście do siedziby Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. Tamże namierza urzędnika podpisanego pod korespondencją i nachodzi go w jego pokoju. Ów początkowo próbuje go wyprosić, ale wobec stanowczej postawy nawiązuje rozmowę. Konkretnie to monolog, w którym stwierdza, że postępowanie wszczął bo „z województwa się przyczepili” ale na razie tylko wysłał pismo do właściciela działki na które nie dostał odpowiedzi. Nic więcej nie zrobił bo ma masę spraw na głowie (tu nastąpiła prezentacja szafy z dużą ilością segregatorów), praca jego jest ciężka i nisko opłacana i z pewnością gdyby nie on, to nikt by się nie zgodził za takie pieniądze odwalać tyle roboty.

Na takie dictum Panu Kowalskiemu przelała się miarka i po prostu wstał i wyszedł. Sprawy dalej kontynuować nie chce. Niebezpieczny płot jak stał tak stoi. Pan Kowalski przyszedł tylko do mnie podziękować za pomoc i przy okazji stwierdzić, że czeka kiedy nas już w końcu przyłączą do Niemiec żeby wreszcie zapanował porządek.

Jaki z tego morał? Więcej pieniędzy na spoty promujące społeczeństwo obywatelskie! ;)

Marcin Horała

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook