Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Z frontu walki o postęp w przedszkolach

13.09.2013

Po raz kolejny mamy przykład spychania problemów i wydatków na samorządy bez zapewnienia odpowiednich środków.

Ostatnie zamieszanie z faktycznym zakazem zajęć dodatkowych w przedszkolach można opisywać na kilku płaszczyznach. Jako kolejną, klasyczną wręcz, porażkę rządu Tuska – reforma wprowadzana bez informacji, arogancko, bez przemyślenia, z zakrzykiwaniem oponentów i wywołująca tylko zamieszanie. Jak objaw erozji prawa i szacunku dla państwa – bo oto państwo wprowadza kolejne prawo powszechnie uważane za bezsensowne i z powszechnym przyzwoleniem na jego obchodzenie. Właściwie w debacie publicznej obecny jest tylko problem w jaki sposób owego obejścia dokonać. Mamy podejrzenia o sztuczne eliminowanie z rynku jednych podmiotów (firm zapewniających zajęcia dodatkowe) i promowanie innych (prywatnych przedszkoli, w których zajęcia mogą się odbywać w ramach pobytu podstawowego). Wreszcie po raz kolejny mamy przykład spychania problemów i wydatków na samorządy bez zapewnienia odpowiednich środków.

Pozwolę tu sobie jednak na głębszy namysł nad innym aspektem tego zamieszania – aspektem ideologicznym. Oto bowiem efektywny zakaz prowadzenia dodatkowych płatnych zajęć w trakcie godzin pracy przedszkola motywowany jest głównie ideologicznie – wyrównywaniem szans. Otóż podobno nie powinno być tak, że dzieci w przedszkolu dzielą sią na lepsze i gorsze ze względu na status materialny. „Bo jak się czuły te dzieci, co nie mogły chodzić na zajęcia bo nie było na nie stać ich rodziców?” – pytają dramatycznie zwolennicy zmian.

Dlatego, choć jest jakaś cząstka fundamentalnej prawdy w tym, że wszyscy ludzie są sobie równi – chociażby równi w prawie do życia czy równi w posiadaniu godności osoby ludzkiej – to jednak wszelkie ideologie równościowe traktuję z podejrzliwością. Albowiem choć ludzie są i powinni być równi w prawach, równi formalnie, to zbytnie podniecanie się równością jako wartością prowadzi szybko do postulatów równości, a przynajmniej wyrównywania, materialnego. A to już musi być gwałt na naturze, bo materialnie ludzie są sobie akurat z istoty nie-równi. Wyżsi i niżsi, zdrowsi i zdrowia słabszego, bystrzejszy i cokolwiek tępawi i tak dalej. I właściwie znów można by nie bić na alarm, że tym słabszym, tępawym, chorowitym czy w ogóle pechowym jakoś tam jako wspólnota pomożemy. Że będziemy „podciągać tyły”. Tylko, że bardzo szybko zaciera się granica pomiędzy podciągniemy tyłów a hamowaniem przodów, pomiędzy popychaniem tych co słabo biegają a podstawianiem nogi tym, co biegną na przedzie.

I tu wracamy do owego nieszczęsnego przedszkolnego zakazu. Gdyby chodziło w nim o to, żeby angielski czy logopedę fundować tym biedniejszym miałoby to jakiś sens. Ale nie, państwa na to nie stać, państwo sobie z tym nie radzi – a przecież równość być musi. No więc skoro nie możemy polepszyć tym, co mają gorzej, to w celu wyrównania pogorszymy tym, co mają lepiej. Państwa nie stać, ale niektórych rodziców stać i zapewniają zajęcia dodatkowe na własną rękę – no to im trzeba tego zakazać. A co tak nie po równo, lepsi jacyś! To jest logika jak z dowcipu o chłopie co się modlił nie o to żeby mieć krowę, tak jak sąsiad - tylko żeby sąsiadowi krowa zdechła. Państwo zachowuje się jak pies ogrodnika co sam nie da, a innemu zabroni. Byle wszystkie przedszkolaki miały na starcie równe szanse – a konkretnie to równie małe.

Dlatego właśnie zbyt szeroko pojmowana równość staje się jadowitym wrogiem wolności. Oczywiście może jakieś dziecko nie uczęszczające na zajęcia, bo na nie stać rodziców, czuły się gorzej. Tak samo jak czują się moje córki gdy im mówię, że nie kupię im lodów a widzą dzieci, które je jedzą (więc zakażmy publicznego jedzenia lodów?). Tak samo jak dziecko bez ręki w klasie integracyjnej (więc obetnijmy po ręce wszystkim pozostałym?). Tak samo jak dziecko z bogatej rodziny co dostało na komunię Nokię, a jego kolega dostał iPhona (więc zakażmy kupowania prezentów na Pierwszą Komunię, no to akurat aż chciałoby się poprzeć). Ziemia to nie raj i zawsze będą na niej tacy którym powodzi się lepiej i tacy którym powodzi się gorzej. Jeżeli uznamy za automatycznie niemoralne to, że komuś lepiej się powodzi (samo z siebie, a nie np. dlatego że kradnie itp.) i że działaniami wychowawczo-represyjnymi możemy na ziemi zrobić raj i uniknąć nieprzyjemności związanej z naturalną nierównością - to wpisujemy się w logikę panów od grab grabliennoje i rozkułaczania kułaków. Zakaz płatnych zajęć dodatkowych w przedszkolach to – nazwijmy rzecz po imieniu – kolejny wszczepienie w system edukacji oświeceniowych przesądów  i lewackiej ideologii.

Marcin Horała

Facebook