Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

WoJOWnicy jednej książki

27.03.2015

Stara prawda głosi, że od człowieka, który nie przeczytał żadnej książki, groźniejszy jest człowiek, który przeczytał jedną.

Względne nagłośnienie kandydatury Pawła Kukiza na prezydenta i zorganizowanego przez niego ruchu zwolenników jednomandatowych okręgów wyborczych właśnie daje nam znakomity przykład.

Proste rozwiązania bywają urokliwe – ba, uwodzące. Szczególnie dla ruchów politycznych i polityków pozycjonujących się jako anty-politycy. Jeżeli ktoś przychodzi z zewnątrz, nie ma żadnego doświadczenia w działalności publicznej (lub doświadczenie mizerne), no to musi pokazać wszystkim politykom różnych opcji, że, cytując klasyka „wszyscy się mylicie, żaden z was nie ma racji”. A do tego z kolej potrzebne jest wynalezienie jakiegoś kamienia filozoficznego, jakiegoś leku na całe zło, który pozwoli wywrócić całą scenę polityczną (a kota odwrócić ogonem).

Paweł Kukiz i jego zwolennicy swój kamień filozoficzny znaleźli w JOWach. Mianowicie ma chodzić o to, że teraz rządzą partie, a w JOWach rządzą obywatele. Niestety, przy całej sympatii do wielu osób zaangażowanych w ten ruch, jest to myślenie magiczne i oderwane od rzetelnej wiedzy o systemach politycznych jako takich, jak i o specyfice polskiego systemu.

To rozumowanie opiera się bowiem na szeregu dogmatów, które nie są udowadniane czy argumentowane inaczej niż gorącą wiarą wyznawców. Ciąg logiczny rozumowania idzie mniej więcej tak:

Polska jest źle rządzona (tu można się zgodzić).

Wynika to z konstrukcji systemu politycznego (tu można się zgodzić, jeżeli zdefiniujemy go sensu largo jako aktualny stan uwarunkowań formalnych, ale przede wszystkim faktycznych, dotykających aktorów walczących o zdobycie i sprawowanie władzy – woJOWnicy zazwyczaj ograniczają to do aspektu formalnego).

Istotą konstrukcji systemu politycznego jest ordynacja wyborcza (i tu już mijają się z prawdą, bo jest to element ważny, ale tylko jeden z ważnych i często nie najważniejszy. Np. i w systemie prezydenckim i parlamentarno-gabinetowym parlament może być wybierany w ordynacji proporcjonalnej, a będą to diametralnie różne systemy).

Jedyną alternatywą dla obecnej ordynacji są JOWy (oczywista nieprawda, samych ordynacji proporcjonalnych może być kilka, diametralnie różnych, a STV, a kompensacyjna, a szereg innych systemów to co? Kukizowcy argumentują, że to wszystko jedno, że albo JOWy albo śmierć i wszystko jedno jaka ordynacja obowiązuje bo jak nie JOWy to na pewno zła. Tymczasem możliwych ordynacji są dziesiątki, jak nie setki. Wprowadzone w życie produkowałyby bardzo zróżnicowane składy władz obieralnych – więc już na czystą logikę to nie może być wszystko jedno, które z nich obowiązują. Idąc dalej - JOW nie jest jedyną alternatywą dla obecnej i może być wiele ordynacji nie będących ani JOW ani obecną, których wprowadzenie byłoby dużą zmianą na lepsze).

I tak im niezbicie (we własnym mniemaniu) wychodzi, że kto chce żeby Polska była lepiej rządzona musi być za JOWami.

Podlane jest to sosem antypartyjnego populizmu na zasadzie już czysto semantycznego negatywnego kojarzenia słowa „partia”. Eksperymentów z niepartyjną polityką, tych różnych BBWRów i PRONów mieliśmy w historii bez liku. Sprowadzało się to zawsze koniec końców do prostej prawdy, że jak ma być pluralistyczna demokracja, to muszą być i rządzić partie. Już chociażby dlatego, żeby ludzie mieli zaserwowane kilka w miarę spójnych zespołów poglądów politycznych, między którymi będą wybierać. Tam - gdzie nie ma partii tylko jakaś magma „bezpartyjnego ruchu”, o którym można powiedzieć tyle że jest obywatelski i chce dobrze – tam nie ma wolnego wyboru tego, kto będzie rządził i jaki program realizował.

Ale to akurat nieistotne, bo w istocie wprowadzenie JOWów w obecnej Polsce spowodowałoby zwiększenie, a nie zmniejszenie, wpływu partii. Tyle, że przy okazji wykosiłoby wszystkie partie poza PO i PiS w wyborach krajowych i poza lokalnymi partiami władzy wójtów, burmistrzów i prezydentów w wyborach lokalnych. Tak jest w opartych na JOWach wyborach do Senatu, na to wskazuje proste przeliczenie wyników wyborów.

Nie ma również mowy o zwiększonej więzi wyborcy z parlamentarzystą w sytuacji, gdy w 80% okręgów wybory są niekonkurencyjne i nominacja kandydata partii dominującej w elektoracie w istocie rozstrzyga o tym, kto będzie posłem.

Tak też dzieje się w JOWach bez prawyborów np. w Wielkiej Brytanii, gdzie to partie rzucają kandydatami po całym kraju według zasług dla partii, siły wyborczej i znaczenia w partyjnym układzie wpływów…

… co nie przeszkadza woJOWnikom wskazywać tego kraju właśnie jako wzoru do naśladowania i w ogóle miejsca mlekiem i miodem płynącego dzięki JOWom właśnie

Przy czym omijają szerokim łukiem nie mających JOWów Niemcy czy Szwajcarię, za to potrafią za przykład uzdrowienia sytuacji podać Włochy Berlusconiego.

Albo: niby wyniki do Senatu nic nie udowadniają bo to tylko drobny element JOW w systemie proporcjonalnym. A jak się zmieni cały system to i wyniki będą radyklanie inne. Odpowiedzieć można – no dobrze, ale skoro tak diametralnie inne, że nieprzewidywalne w oparciu o ekstrapolację trendów z autentycznie funkcjonującego fragmentu sceny politycznej – to skąd taka niezachwiana pewność, że przewidywanie oparte na wierze zwolenników JOW będzie akurat takie trafne?

Dobra, nie miejsce tu na pisanie wykładów z ordynacji wyborczej i systemów politycznych. To co istotne do zapamiętania to prosta prawda: politykowi, który twierdzi, że znalazł prosty sposób na naprawienie wszystkiego i rozwiązanie wszystkich problemów należy wierzyć mniej więcej tak, jak znachorowi, który chce nam sprzedać eliksir leczący wszelkie możliwe choroby. W stopniu mocno ograniczonym.

 


Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook