Jedynie prawda jest ciekawa

Trzy rodzaje miejskich radnych

02.03.2012

Praktyka samorządowa pokazuje, iż narzędzia dane radnym miast przez ustawodawcę mogą być wykorzystywane na różne sposoby.

Często różnice charakteru, sytuacji życiowej, zawodowej i politycznej, powodują, iż osoby teoretycznie sprawujące tą samą funkcję – w istocie zajmują się czymś zupełnie innym. Bez przesadnego dzielenia włosa na czworo wyróżniłbym trzy główne typy radnych.

Pierwszym z nich jest radny-społecznik. Taki radny zazwyczaj wywodzi się z jakiegoś lokalnego stowarzyszenia czy grupy zainteresowań. Bardzo często nie wychodzi poza merytoryczny lub terytorialny zakres owych zainteresowań biernie akceptując suflowane mu rozwiązania z innych dziedzin. Działa zazwyczaj tak samo, jak wtedy, gdy jeszcze nie był radnym – dzwoni i chodzi do poszczególnych urzędników i stara się ich przekonywać do swoich koncepcji. Wyżywa się również w tzw. interwencjach – sprawach zgłaszanych przez mieszkańców, zazwyczaj bardzo indywidualnych. Czasami faktycznie uda się osobistym zaangażowaniem skutecznie wylobbować rozwiązanie po myśli interweniującego obywatela. Zazwyczaj dla takich radnych tego rodzaju sytuacje są głównym źródłem satysfakcji ze sprawowania mandatu. Istotę swojej pracy postrzegają bowiem jako „pomaganie ludziom”.

Nie będę ukrywał, że jestem stosunkowo sceptyczny wobec takiej wizji roli radnego. Taki radny to w istocie jest dobry, zaangażowany obywatel, a nie radny. Próbować przekonywać urzędników w danej dziedzinie czy wręcz w danym jednostkowym przypadku może każdy. Co więcej, zazwyczaj są to gry o sumie zerowej. Skuteczne interwencja w sprawie np. przyznania mieszkania socjalnego – przy ograniczonej przecież puli mieszkań do rozdania – spowoduje tylko że mieszkanie dostanie ktoś kto akurat miał przypadkowo szczęście pójść do radnego, a nie ktoś (być może nawet znajdujący się w gorszej sytuacji) kto akurat miał pecha, że do radnego nie poszedł. W sprawach szerzej niż indywidualnych – np. budowy placu zabaw, załatania drogi czy postawienia znaku drogowego – takie interwencje mają już większy sens, jednak nadal sens poza istotą funkcji radnego. Iść i prosić urzędnika może bowiem każdy i urzędnik każdego powinien wysłuchać uważnie i merytorycznie. Jeżeli faktycznie ten plac zabaw jest potrzebny to i zwykły mieszkaniec powinien móc do niego przekonać – jeżeli jest niepotrzebny zdaniem urzędnika to i radny go nie przekona. Radny- społecznik po prostu ze względu na brak kompetencji lub specyficzną sytuacje polityczną wyrzeka się sam podstawowego waloru bycia radnym – instrumentów przynależnych władzy uchwałodawczej w jednostce samorządu terytorialnego.

Stąd drugi typ radnych: radny-polityk lokalny. Taki radny przede wszystkim próbuje przynajmniej „rządzić miastem”. Podstawowym obszarem jego zainteresowań są kwestie systemowe, a w ich zmienieniu posługuje się narzędziami takimi jak: zgłaszanie projektów uchwał, poprawek, interpelacji czy budowanie nacisku społecznego za pomocą mediów. Stara się ogarnąć całość polityki danej jednostki samorządu (choć oczywiście siłą rzeczy specjalizować się może tylko w kilku jej aspektach). Indywidualne interwencje będą dla niego tylko dodatkiem, wręcz „złem koniecznym”, wiążącym się ze sprawowaniem mandatu. Taki radny niewątpliwie będzie zmagał się z szeregiem problemów strukturalnych. Jego działalność będzie na pewno nie w smak urzędowi miasta, który najchętniej rządziłby się sam (zwłaszcza od czasu gdy może korzystać z politycznej czapy wybieranego w wyborach powszechnych prezydenta). Zazwyczaj budowana jest wówczas dychotomia merytoryczny urząd – polityczny radny. Pomija się tym samym milczeniem fakt, że merytoryczna to jest kwestia „jak”, a kwestia „co” i „kiedy” robić w mieście to właśnie czysto polityczna decyzja o wyborze priorytetów. Jeżeli uznamy że to urząd takie decyzje ma podejmować (więc np. radni nie powinni zmieniać projektów budżetów czy planów inwestycyjnych przez urząd przedkładanych) wówczas oczywiście polityka w mieście nie zniknie, tyle że politykować będzie urząd metodą dworską i niejawną zamiast rada miasta metodą jawną i demokratyczną.

Dodatkowo radny – polityk lokalny zmierzyć się będzie musiał z czysto prozaicznymi ograniczeniami technicznymi. Nie dość, że będzie musiał te systemowe tematy „ogarnąć” w krótkim czasie pomiędzy pracą zawodową (bo z diety, poza szczególnymi przypadkami np. emerytów, to raczej się nie utrzyma) a innymi obowiązkami np. rodzinnymi – to jeszcze będzie musiał być swoim własnym biurem, rzecznikiem prasowym itp. Wreszcie będzie się borykał ze społecznym niezrozumieniem swojej funkcji. Polacy, w swojej przytłaczającej większości wycofani do strefy prywatności, często programowo ignorują tematy wykraczające poza tą sferę. W optyce przeciętnego mieszkańca „dobry” radny to taki, który w zarządzie zieleni załatwi wycięcie drzewa, które zacienia salon. Mieszkańcowi jest zupełnie obojętne, że ów radny przykładowo nic poza tym nie zrobił – a inny radny opracował koncepcję działania ogrodnika miejskiego, zgłosił do budżetu poprawkę zwiększającą środki na zagospodarowanie terenów zielonych, walczył na sesji o odrzucenie planu zagospodarowania przewidującego zabudowę parku itp. – to mieszkańca nie obchodzi, to jest abstrakcja niewarta uwagi - ważne żeby miał słoneczny salon.

A gdzie trzeci typ radnego? A to bardzo popularny niestety radny-dietetyk. Jego zmartwieniem jest żeby dieta w terminie wpłynęła na konto, żeby w miarę bezkonfliktowo spławić przychodzących z problemami mieszkańców – no i żeby ten paskudny radny-lokalny polityk swoimi projektami i wystąpieniami nie przedłużał sesji rady i posiedzeń komisji na tyle, żeby obiad w domu wystygł.

Marcin Horała

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook