Jedynie prawda jest ciekawa

Tańczący z lemingami

21.01.2014

"Problem – zwłaszcza w demokracji – zaczyna się wtedy gdy lubię-nie lubię staje się kryterium ostatecznym rozstrzygania każdej kwestii."

Kilka dni temu dotarłem do ostatecznego kosztorysu jednej z inwestycji w moim mieście. Chodziło o budowę kładki rowerowej kosztem 12 milionów złotych, co więcej w miejscu gdzie z powodzeniem taką samą rolą spełniłby istniejący już chodnik estakady samochodowej. Wskazałem że moim zdaniem jest to marnowanie pieniędzy i porównałem te koszty z kosztami innych działań miasta tudzież innymi inwestycjami w infrastrukturę rowerową. Tytuł nadałem nośny medialnie „Najdroższa droga rowerowa nowożytnej Europy” toteż materiał przebił się mediach i był udostępniany na Facebooku. Tym samym na Fejsie trafił do osób, którzy nie są znajomymi mojego profilu prywatnego ani nie śledzą mojego profilu publicznego. Wielu wyraziło swój sprzeciw wobec wzmiankowanej inwestycji, inni z kolej mieli okazję się z moja krytyką nie zgodzić.

I o tej niezgodzie tu chcę napisać, bo sposób marnowania pieniędzy w Gdyni niekoniecznie musi obchodzić czytelników w innych miasta. Mniejsza czy pieniądze zmarnowane czy nie, mniejsza na co – chodzi mi tu o mentalny mechanizm ludzi, którzy czytają materiał autorstwa radnego ich miasta krytykującego konkretne posunięcie urzędu. W trosce o ich, podatników, pieniądze. Oczywiście nie oczekuję, żeby się wszyscy ze mną zgadzali. Z pokorą przyjąłbym komentarze wskazujące, że inwestycja była potrzebna czy sensowna. Z zaciekawieniem przeczytałbym argumenty stojące za takim punktem widzenia. Tymczasem… oto wybrane smakowite cytaty z argumentów jakie otrzymałem (dlaczego zdaniem wypowiadających się warto było wydać 12 milionów złotych na zdublowaną estakadę rowerową). Powstała swoista litania leminga:

Warto było wydać 12 milionów na zdublowaną estakadę rowerową, bo…

…bo gdyby rządził PiS w Gdyni jeździłyby furmanki!

…bo ODCZEPCIE SIĘ Z TYMI POPULISTYCZNYMI KRYTYKAMI! (pisownia oryginalna)

…bo JAKBYŚCIE ŻĄDZILI TO BY CO KILOMETR STAŁ POMNIK „NAJLEPSZEGO PREZYDENTA STULECIA”! (pisownia oryginalna)

…bo wystarczy spojrzeć na wschód gdzie rządzi ta nieudolna i szkodliwa dla Polski partia, bieda, zacofanie i brak rozwoju!

…bo dla Pana partii jest najłatwiej skrytykować jedno z najlepiej rozwiniętych miast Polski bo sami nie potraficie robić nic innego!

…bo PIS JUŻ BYŁ I POKAZAŁ JAK RZĄDZI! (pisownia oryginalna)

…bo Gdynia to najpiękniejsze i najlepiej rządzone miasto w Polsce!

…bo boli pana chyba że nie dostał pan z tego ani złotówki!

…bo TO SĄ MILIONY WYDANE DLA NAS a nie upchnięte w kieszeniach polityków i wielkich PGR-ów! (pisownia oryginalna)

…bo niech Pan nie udaje, że troszczy się o nasze finanse!

…bo skrytykować można wszystko posługując się liczbami!

…bo wiem co uchwalają radni pisu w miejscach takich gdzie mają większość, tylko nazwy, pomniki, świątynie! (pisownia oryginalna)

…bo cieszmy się, że Gdynia to jest piękne i prężnie rozwijające się miasto w Polsce!

…bo przez takich polityków chce stąd wyjechać, ponieważ nie widzę perspektyw na lepsze jutro czy kolejny rok!

W gronie głosów negatywnych był aż jeden merytoryczny, ale za to wynikający z niezrozumienia, że krytykuję jedną konkretną inwestycję a nie rozwój komunikacji rowerowej jako takiej.

Ja się tu nie żalę że ktoś nie lubi mnie osobiście, PiSu, polityków i Bóg wie czego. Każdy może sobie nie lubić co tam chce. Problem – zwłaszcza w demokracji – zaczyna się wtedy gdy lubię-nie lubię staje się kryterium ostatecznym rozstrzygania każdej kwestii. Nawet tak konkretnej, lokalnej, do bólu mierzalnej i weryfikowalnej w rzeczywistości. To nie jest jakieś abstrakcyjne gender czy niemożliwa do zbadania dla przeciętnego człowieka Katastrofa Smoleńska, tylko kładka rowerowa, którą każdy mieszkaniec miasta może zobaczyć, która ma swój policzalny koszt i koszty alternatywne itp. A i tak, jak widać, w rozważaniu o takiej sprawie następuje krótkie rozumowanie: kładkę krytykuje PiSowiec, a ja PiS nie lubię – znaczy kładka dobra. Albo: kładkę wybudowano w mieście, które lubię – znaczy dobra.

Coś ten Marks miał jednak na rzeczy z tą dialektyką. Inwestycja może i tam subiektywnie wydawać się marnotrawstwem, ale jeżeli krytyka tego marnotrawstwa ma służyć partii niesłusznej klasowo, to obiektywnie inwestycja marnotrawstwem nie jest. Nie trzeba dodawać, że jakby taką samą kładkę takim samym kosztem wybudował prezydent miasta z PiS, to oczywiście byłaby strasznym marnotrawstwem i pewnie bym jeszcze został uraczony dowcipem, że to po to żeby jej nadać nazwę im. Lecha Kaczyńskiego, he he.

Na uwagę też zasługuje postawa, że to wszystko mnie nie interesuje bo to „polityka” lub mówi o tym „polityk”. Cóż, nic bardziej polityków, tych akurat u władzy, nie może ucieszyć. Hulaj dusza, opinii publicznej nie ma. Jakiego byśmy idiotyzmu nie wywinęli to nikt się nie zainteresuje (bo „nie interesuje się polityką”) a jak nawet ktoś skrytykuje to reszta oleje (bo to „polityk” a więc „upolitycznia” sprawę).

Pozostaje więc w puencie tylko zgodzić się z przedmówcami: zamiast kwękać, stękać, marudzić i się czepiać cieszmy się, że żyjemy w tak pięknym i rozwijającym się mieście, cieszmy się, że żyjemy w tak pięknym i rozwijającym się kraju. A jak już ktoś taki dziwny, że nie widzi perspektyw, to niech zachowa resztki przyzwoitości i wyjedzie zamiast nam bruździć i politykować.

Marcin Horała


Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook