Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Tak, szkoła powinna być tylko dla grzecznych

14.02.2012

Rzeszowska „Gazeta Wyborcza” w tekście „Polska szkoła tylko dla grzecznych” załamuje ręce nad losem dzieci „niepełnosprawnych społecznie”.

Oto jak zachowują się przykładowe dziecko dotknięte społeczną niepełnosprawnością: „bije, gryzie, szczypie, wyrywa włosy, wyzywa, przeklina, wymusza pieniądze, obnaża się publicznie, niszczy sprzęty, ucieka z klasy, załatwia się na podwórku szkolnym”.

Rodzice pozostałych dzieci z klasy – o zgrozo – zamiast pochylić się nad „społecznie niepełnosprawnym” domagają się jego usunięcia ze szkoły, składają wnioski do sądu rodzinnego itp. Tymczasem jak wskazuje artykuł właściwą drogą jest wzmożona praca dydaktyczna nad tego rodzaju „niepełnosprawnym”, np. poprzez zatrudnienie dla niego specjalnego tzw. nauczyciela-cienia. Trzeba dla takiego dziecka opracować strategię wielotorowego działania i wprowadzić ją w życie we współpracy szkoły, rodziców, wychowawcy, nauczyciela-cienia itp. (na marginesie - już widzę jak wprowadzają skomplikowaną strategię edukacyjną rodzice, którzy przez dziewięć lat wychowywania nie dali rady skutecznie przekazać dziecku, że się nie należy publicznie się obnażać czy wypróżniać).

Ja miałbym na takie problemy prostą receptę, istotowo nie różniącą się do recept skutecznych od wieków w różnych społecznych kontekstach – możliwie niewielki zestaw podstawowych norm, które należy przestrzegać i których nieprzestrzeganie wiąże się z surowymi, skutecznie egzekwowanymi sankcjami. Np. „1. Nie wolno bić, szarpać, opluwać kolegów; 2. Kto łamie pkt. 1 za pierwszym razem otrzymuje upomnienie, za drugim i kolejnymi naganę; 3. Przekroczenie liczby 3 nagan w semestrze powoduje wszczęcie postępowania ws. przeniesienia do szkoły specjalnej”. Koniec kropka. Ja bym jeszcze gdzieś tam przed przeniesieniem wstawił etap kilku pasów na tyłek, ale rozumiem że we współczesnej pedagogice to tak jakby twierdzić, że ziemia jest okrągła w średniowiecznej astronomii.

Oczywiście obrońcy mitologii wyrównywania szans zaraz zakrzykną, że może gagatek wywodzi się z rodziny wykluczonej społecznie, dotkniętej patologiami, że miał do szkoły pod górkę i teraz go stygmatyzujemy i wykluczamy a jakby mu dać nauczyciela-cienia (może i jeszcze ochroniarza dla tego nauczyciela) i opracować strategię wychowawczą i tak dalej no to statystycznie jakiś tam procent gagatków więcej wyprowadzilibyśmy na ludzi. Pewnie to prawda, ale na takie dictum mam dwie odpowiedzi:

Jako rodzic dzieci, które wkrótce dorosną do wieku szkolnego: to nie moja wina, że moja rodzina nie jest wykluczona społecznie ani zbytnio dotknięta patologiami, a do szkoły miałem z górki. To nie moja wina, że wychowałem się w takich warunkach że mam zakuty łeb i zamiast pochylić się nad „niepełnosprawnym społecznie” jestem zmuszony żądać wykluczenia gagatka z klasy. Priorytetem jest dla mnie żeby moje dzieci w szkole nie były bite, szarpane, opluwane, żeby nie wymuszano na nich haraczy, żeby nie oglądały kolegów publicznie się wypróżniających i tak dalej. Losem tych bijących, opluwających i wymuszających przejmuję się cokolwiek mniej.

Jako samorządowiec i w ogóle osoba, której nie jest obojętny stan polskiej oświaty: to wszystko kwestia priorytetów. Zgodzę się że szkoła powinna wyrównywać szanse – ale nie za wszelką cenę! Na pewno nie w przypadkach, gdzie nie mówimy o naturalnej niepełnosprawności czy chorobie tylko o dysfunkcji zachowania. Musimy prowadzić politykę oświatową optymalną dla tej przytłaczającej większości dzieci - nie tyle grzecznych, niech sobie i będą niegrzeczne, to przywilej wieku dziecięcego - ale wykazujących zręby stosownej do wieku socjalizacji, elementarnych zachowań wymaganych w grupach społecznych. Być może poddany systemowi kar, a w końcu usunięty ze szkoły „niepełnosprawny społecznie” traci swoją szansę – ale bez jego spacyfikowania lub usunięcia swoją szansę na efektywną naukę, na wychowywanie się w normalnej atmosferze, traci dwadzieścioro kilkoro jego koleżanek i kolegów z klasy. Etat dla nauczyciela-cienia? Świetnie. Ale najpierw porządna świetlica dla sześciolatków, normalna sala gimnastyczna, zajęcia z języków obcych czy informatyki w niewielkich grupach, porządne wyposażenie sal i pomoce naukowe. Najpierw podstawowe potrzeby milczącej większości średniaków (obecnie drastycznie niedofinansowane), potem ułatwienie w rozwinięciu skrzydeł przez dzieci szczególnie zdolne (obecnie w państwowych szkołach podstawowych nudzące się na śmierć i marnujące potencjał) – bo to one będą w przyszłości liderami ciągnącymi nasz kraj do przodu. A dopiero w trzeciej kolejności podciąganie ogonów i wyciągnie za uszy marginesu odstającego in minus. I wśród takich uczniów zdarzą się z rzadka nie odkryte talenty i ukryte skarby. Nie należy jednak zużywać zbyt dużo zasobów na ich poszukiwanie, gdy ze względu na brak tychże zasobów masowo marnują się talenty odkryte i skarby leżące na wierzchu.

A żeby było już zupełnie tragikomicznie to takie chuchanie i dmuchanie na „niepełnosprawnych społecznie” często szkodzi i im samym. Jaki wpaja im wzorzec zachowań? Ano taki – sprawiasz kłopoty, zachowujesz się agresywnie, łamiesz społeczne normy zachowań – to świetny pomysł żeby zwrócić na siebie uwagę, zyskać dodatkową pomoc. System przekieruje na twoje potrzeby dodatkowe zasoby. Zachowujesz się w miarę przyzwoicie i normalnie, robisz swoje i innym nie przeszkadzasz – nikt na ciebie uwagi nie zwróci, jestem numerkiem na liście jakich wiele. System będzie zaniedbywał twoje potrzeby.

Otóż taki system jest dobry tylko dla psychologów i pedagogów specjalizujących się w trudnej młodzieży. Z pokolenia na pokolenie będą mieli coraz więcej pracy.

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook