Jedynie prawda jest ciekawa

Superbohaterowie

11.04.2013

W razie naprawdę poważnych kłopotów znajdą się ludzie lepsi, silniejsi i szlachetniejsi, którzy kłopoty wezmą na siebie? (...) Nikt za nas nie stworzy narodu, instytucji, państwa i ich nie obroni. Musimy sami chwycić za widły i przekuć kosy na sztorc.

Obserwując, jak moja sześcioletnia córka w stroju Spider-mana rozpina w swoim pokoju sieci ze sznurka i kabla, zastanowiłem się dlaczego motyw superbohatera jest tak popularny. Mimo że nie minęło nawet 100 lat od kiedy po raz pierwszy na łamach Detective Comics pojawił się Superman, a niewiele później po nim Batman, superbohater stał się archetypiczną postacią współczesnej popkultury.

Wyrosły z komiksu i na komiksie, anektuje kolejne obszary sztuki popularnej, ze szczególnym uwzględnieniem tych najbardziej popularnych: kina, telewizji, gier komputerowych. Gdy tylko wyszliśmy z komunistycznej zamrażarki (w której jedyni dostępni nam bohaterowie nie byli super- tylko przaśno-siermiężni jak Żbik czy Kloss), również i w Polsce szybko nadgoniliśmy w tej dziedzinie zachodnią popkulturę.

Co jest takiego w zamaskowanym człowieku używającym swoich nadnaturalnych zdolności do walki ze złoczyńcami, że zawładnął on wyobraźnią milionów ludzi na całym świecie?

Tu warto zaznaczyć że mit superbohaterski dorobił się już swoich dekonstrukcji i rekonstrukcji. Chyba największą i najważniejszą z nich byli zekranizowani kilka lat temu „Strażnicy”. Mamy więc już wszelkie możliwe wariacje i odstępstwa od wzorca, ale sam wzorzec jest z grubsza taki sam: samotny, lub działający w niewielkiej grupie bohater, dysponujący wrodzonymi lub zdobytymi umiejętnościami daleko przekraczjącymi możliwości zwykłego śmiertelnika, zazwyczaj posiadający specyficzny ubiór i miano, wykorzystuje owe umiejętności by walczyć ze złem i bronić słabszych.

Co każe superbohaterom podejmować owe krucjaty? Z początku często chęć zemsty chociażby za zamordowanych czy inaczej pokrzywdzonych najbliższych (np. jakaś forma osierocenia to dość częsty motyw biografii superbohaterów). Zwykle prędzej czy później po prostu poczucie że „ktoś musi to robić” i „jeżeli nie ja, dysponujący takimi mocami, to kto”. Miłosierdzie odczuwane wobec słabszych, poczucie obowiązku, moralny ciężar danego słowa. Kiedyś mówiło się na taką plątaninę motywów jednym słowem: honor.

Chyba już Państwo widzicie do czego zmierzam. Otóż chciałbym postawić tezę, że archetyp superbohaterski tak łatwo podbił naszą popkulturę bo nie jest niczym nowym. Bo to po prostu współczesna wersja starych bajek i legend ludzkości powtarzanych przez stulecia. Niewiele trzeba zmienić, ot dekorację. Super siła (z punktu widzenia szaraczka) może zostać. Zamiast batmobilu koń, zamiast umiejętności latania czy strzelania siecią – umiejętność biegłego posługiwania się kopią i mieczem (niedostępna średniowiecznemu plebsowi nieomal tak jak nam latanie). Zamiast zbroi Iron Mana... zaraz, zaraz, zbroja właściwie może zostać. Ten sam moralny obowiązek zwalczania zła i oddawania swoich nieprzeciętnych umiejętności w służbę dobra. Batman, Spider-man i im podobni to dalecy potomkowie Cyda, Rolanda czy swojskiego Zawiszy Czarnego. Tego ostatniego można by spokojnie na użytek obcokrajowców nazwać Dark Knight, czyż nie?

I w tym momencie warto jeszcze odnotować chichot historii. W końcu żyjemy w czasach post-post-rewolucyjnych, w sferze idei skrajnie zegalitaryzowanych (żeby nie powiedzieć – schamiałych). Już dawno, by sparafrazować klasyka, powieszono ostatniego króla na jelitach wydartych z brzucha ostatniego rycerza. A parafrazując klasyka przeciwnej strony – współczesne narody to zwycięskie hordy zbuntowanego plebsu. Jest czymś zabawnym, że ów plebs dumny ze swej plebejskości, wydawałoby się całkowicie pozbawiony kompleksów jednak potajemnie i w przebraniu śni nadal o rycerzach w lśniących zbrojach, o tym, że w razie naprawdę poważnych kłopotów znajdą się ludzie lepsi, silniejsi i szlachetniejsi, którzy kłopoty wezmą na siebie.

Żeby nie było, że się sadzę na jakiegoś wielkiego arystokratę (chyba herbu widły od gnoju) i paleokonserwatystę – pomarzyć rzecz piękna a przekazywać dalej wielkie mity ludzkości (datujące przecież nie od Rolanda, ale od Gilgamesza, Hektora a może i wcześniej) wskazana. Ale w wymiarze społecznym – żadnych złudzeń panowie, czy raczej kumowie, prostaczkowie. Od dawna już nikt za nami się nie ujmie, nikt za nas nie stworzy narodu, instytucji, państwa i ich nie obroni. Musimy sami chwycić za widły i przekuć kosy na sztorc.


Marcin Horała

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook