Jedynie prawda jest ciekawa

Sprytne unikanie debaty

16.04.2015

Sztab Komorowskiego bardzo dobrze wie co robi unikając debaty.

Tak zupełnie teoretycznie Bronisław Komorowski nie powinien debaty unikać. Miało to sens, gdy Andrzej Duda notował jednocyfrowe poparcie, wtedy jeszcze można się było łudzić, że tak będzie do wyborów. W takiej sytuacji nobilitacja głównego kontrkandydata (jak i pozostałych) debatą z urzędującym prezydentem oraz zwiększanie ich rozpoznawalności było niekorzystne.

Teraz taka kalkulacja jest nieaktualna. Gołym okiem widać, że Andrzej Duda wytrwale goni Komorowskiego. Na niecały miesiąc przed pierwszą i ponad miesiąc przed drugą turą już osiągnął poziom, na którym jego zwycięstwo jest co najmniej możliwe. W takiej sytuacji dalsze unikanie debaty, wchodzenie w rolę tchórza, który boi się konkurencji, wydaje się obecnemu prezydentowi szkodzić.

Przecież siłą rzeczy urzędujący od pięciu lat prezydent powinien najlepiej ze wszystkich znać się na sprawowaniu urzędu prezydenta, a więc być najlepiej przygotowany do rozmowy na ten temat. Powinien brać debatę „z marszu” bez problemu. Rodzą się też pytania: jak ma nam zapewnić bezpieczeństwo, podejmować i wygrywać gry z Putinem, Merkel i Obamą, sprawować zwierzchnictwo sił zbrojnych człowiek, którzy boi się nawet debaty z Magdaleną Ogórek i Pawłem Tanajno (o Andrzeju Dudzie, najgroźniejszym konkurencie, nawet nie wspominając)?

Dlaczego więc sztab Komorowskiego tą żabę je i wystawia kandydata na oskarżenia o tchórzostwo? Po pierwsze dlatego, że jest to kandydat specjalnej troski. Taki, który nawet podziękowania dla żony musi przeczytać z kartki i nie jest w stanie spójnie odpowiedzieć na pytanie jaką książkę aktualnie czyta. Więc może lepiej narażać się na oskarżenia o tchórzostwo niż się spektakularnie skompromitować na oczach milionów telewidzów.

Ale to nie do końca musi być prawda. W 2010 Komorowski stanął do dwóch debat z Jarosławem Kaczyńskim i obie przegrał, drugą wręcz bardzo wyraźnie – ale nie popełnił błędów tak rażących, by przełożyło się to na przegraną w wyborach. Można więc chyba liczyć, że choć zdecydowanie jest osobą co to „prochu nie wymyśli” to jakoś czas debaty przetrwa bez poniesienia strat nie do odrobienia.

I tu dochodzimy do sedna: sztuka wygrywania debat politycznych to nie jest sztuka ich rzeczywistego wygrywania tylko sztuka przekraczania oczekiwań. Nie ten debatę wygra kto wygra, lecz ten kto wypadnie wyraźnie lepiej niż się po nim spodziewano. Z reputacją człowieka o mało narzucającym się intelekcie, do tego wyraźnie bojącego się i unikającego debaty – jeżeli Komorowski w końcu do debaty stanie, to wszyscy będą się po nim spodziewać sromotnej przegranej, wręcz kompromitacji. Wystarczy więc, że nie będzie próbował odpowiadać na zadawane pytania, będzie zamulał i opowiadał wykute na pamięć frazesy (że zgoda buduje bezpieczeństwo, dlatego powinniśmy budować bezpieczeństwo poprzez zgodę itp.) i już będzie nieźle. Dodajmy do tego zaprzyjaźnione media i mamy następnego dnia nagłówki: „Komorowski dał radę”, „Komorowski zaskakująco nieźle”, „Pewny występ urzędującego prezydenta”.

Dlatego sztaby konkurentów powinny oczywiście podnosić kwestię braku kwalifikacji intelektualnych i siły charakteru niezbędnych do sprawowania funkcji głowy państwa, ale uważać by przy tym nie przedobrzyć i nie ustawić oczekiwań wobec Komorowskiego zbyt nisko. Tak, że każdy efekt ewentualnej debaty poza jego totalną kompromitacją wyda się zaskakującym sukcesem.


Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook