Jedynie prawda jest ciekawa


Spółdzielnie mieszkaniowe – skąd bierze się zło?

30.01.2013

Wszyscy znamy problemy, z jakimi borykają się mieszkańcy spółdzielni mieszkaniowych. Nieracjonalna polityka zarządów, zawyżanie kosztów, przerosty administracji, lekceważenie mieszkańców – długo można by wymieniać. Szczęśliwy, kto te problemy zna tylko ze słyszenia.

Ja, będąc mieszkańcem jednej z największych spółdzielni mieszkaniowych w Polsce, niestety nie jestem w tak szczęśliwym położeniu. Kontaktów z moją administracją staram się unikać dość skutecznie. Gdy byłem do nich zmuszony - np. sprzedając czy kupując mieszkanie, odczuwałem je bardzo nieprzyjemnie, jak kontakt z obcą cywilizacją (czyli mówiąc wprost z PRL-em). Wszystko wymagało kilku pieczątek, nic nie można było załatwić od ręki i właściwie najlepiej jakby osobiście (oczywiście przed 15.00) łazić od pokoju do pokoju z zapasem bombonierek.

Nie dziwi więc, że raz po raz podejmowane są kolejne próby zmiany prawa spółdzielczego. Wiele z nich idzie w dobrym kierunku (zwiększenia uprawnień członków, transparentności działań władz spółdzielczych, ograniczania korupcji i nepotyzmu). Właśnie w sejmie trwają prace nad kolejnymi. Już sam fakt że mamy ponad 30 nowelizacji prawa spółdzielczego z 1982 roku, wskazuje, iż właściwie należałoby przystąpić do napisania od podstaw nowej, spójnej regulacji.

To wszystko prawda. Ale jest też i druga strona medalu czyli powszechna bierność i tumiwisizm mieszkańców. Często jest tak, że o swoje prawa awanturuje się w spółdzielni drobna grupka „oszołomów”. Siłą rzeczy są bez szans w starciu z zasiedziałym we władzach gronem wzajemnej adoracji i powiązanymi z nimi (często wprost więzami rodzinnymi) pracownikami etatowymi spółdzielni. Na zebrania wyborcze spółdzielców potrafi nieraz przyjść kilka procent uprawnionych, tak że rodziny aktualnych władz i pracowników spółdzielni stanowią na sali większość.

Mądre zmiany w prawie spółdzielczym są konieczne. Ale żadne uprawnienia nic nie dadzą, jeżeli nie będzie chętnych by z nich skorzystać. Już teraz wiele statutów i regulaminów spółdzielni jest całkiem niezła, tylko pozostaje na papierze. I odwrotnie – gdyby nie kilka a kilkadziesiąt procent spółdzielców zaczęło chodzi na zebrania i wybierać do władz ludzi autentycznie dbających o ich interes, spółdzielcze kliki w całym kraju zostałyby zdmuchnięte w kilka miesięcy.

Ja sam postanowiłem się przełamać i wziąć aktywny udział w najbliższym zebraniu członków spółdzielni. Gorąco zachęcam Państwa do tego samego.

Marcin Horała

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

Wiadomości ze świata

więcej
CS157fotoMINI

Czas Stefczyka 157/2018

PDF (9,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook