Jedynie prawda jest ciekawa

Rozważania przy wąchaniu dymu (o czym będą wybory prezydenckie)

13.02.2015

Jestem dumny, z tego że jestem Polakiem. Jestem aktywnym polonofilem, lubię zgłębiać polską historię, podchodzę afirmatywnie do naszych tradycji i zwyczajów przez wielu uważanych za „obciach” i „wieś”. Szczerze wolę polskie gówno w polu, niż fijołki w Neapolu.


Uczyniwszy to zastrzeżenie muszę przyznać że są chwile, momenty, kiedy dopada mnie wściekłość na rodaków i przez chwilę tej naszej współczesnej ludności tubylczej szczerze nie cierpię. Przykładowo:

 

Okres sprzątania plakatów po kampanii wyborczej do samorządów w 2010 – przełom listopada i grudnia. W ciągu dnia spadł pierwszy w tym roku śnieg. Teraz na niebie ani chmurki widać piękne rozgwieżdżone niebo. Czystość dziewiczego śniegu, lekki mróz, aż się chce zaczerpnąć pełną piersią świeżości nocnego powietrza. No więc zajeżdżam na miejsce akcji, osiedle domów jednorodzinnych, wychodzę z samochodu, robię głęboki wdech…. i zginam się w pół w ataku gwałtownego kaszlu, takiego od którego płynął łzy z oczu i ma się wrażenie, że człowiek zaraz się udusi. Zresztą oczy łzawiłyby i bez kaszlu, od samego powietrza. Nad osiedlem unosi się bowiem ostry chemiczny fetor palonego plastiku, opon czy Bóg wie czego.

 

Żeby to jeszcze była oznaka biedy, chęci ogrzania domostwa czym się da, gdy nie starcza na węgiel – albo oszczędzenia tych kilku złotych na kosztach wywozu śmieci. Ale nie, to osiedle ładnych, nowych, dużych domów. Na podjazdach stoją samochody, kosztujące od kilkudziesięciu tysięcy wzwyż. Ciemno, to słabo widać, ale jak się przypatrzeć uważnie to można zauważyć jak z kominów wielu z tych nowych, pięknych domów walą słupy czarnego, gęstego dymu, takiego od palenia plastiku czy opon właśnie.

 

Ludzie mają skłonność do głupich, szkodliwych, zachowań  np. gdy ich negatywny skutek nie jest bezpośrednio odczuwalny, albo dotyczy tylko innych, a nie ich samych bezpośrednio. Ale przecież palone śmieci śmierdzą też tym, co je palą - a że „od tej całej chemii człowiek raka dostaje” to wiedza powszechna. To oni sami i ich dzieci wdychają ten syf, a roczny koszt zakupu nieco dodatkowego opału czy zapłaty za wywóz śmieci (po reformie śmieciowej zresztą zerowy) to tak na oko koszt połowy felgi z ich samochodu. A jednak palą śmieciami. Wydaje się to nie taką zwykłą ludzką głupotą, której każdy z nas jest pełny czy to mu się podoba czy nie – ale głupotą szczególną, taką z gatunku leczenia dziecka poprzez upieczenie go w piecu chlebowym, głupotą od której zęby bolą i ziemniaki gniją w piwnicy. Przypomnijmy: XXI wiek, Polska, miasto uchodzące za jedno z najbardziej światłych, otwartych i nowoczesnych w naszym kraju, osiedle dużych, ładnych domów.

 

To oczywiście nie tylko jednorazowa impresja z tego konkretnego wieczoru. Jako radny regularnie przyjmuję na dyżurach mieszkańców żalących się na palących śmieciami sąsiadów, których żadne prośby, groźby czy interwencje nie są w stanie odwieść od tego procederu. Tak, to zdecydowanie ciemna strona współczesnej polskiej obyczajowości. Podobnie jak np. powszechne zasranie trawników psimi kupami (polskie gówno w polu lepsze od fijołków w Neapolu w szczerym polu właśnie, natomiast nie na miejskim trawniku), jak samochody parkujące na całej szerokości chodnika, jak nadal nagminne traktowanie uprzejmości jako słabości, a uczciwości jako niezaradności i frajerstwa. Jest kilka spraw, których jako zbiorowość możemy się wstydzić i nad którymi powinniśmy pracować.

 

Ale dlaczego ja w ogóle o tym piszę? Otóż ostatnio mignął mi gdzieś sieci obrazek, zdjęcie Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej JE Bronisława Marii Komorowskiego jak w szortach i polo w ramach relaksu na działce dorzuca sobie do ogniska… tak zgadliście – PLASTIKOWE ŚMIECI.

 

Od zawsze powtarzałem, że popularność obecnego lokatora Belwederu wynika między innymi z tego, że jest arcypolski, tyle że niestety w przeważającej mierze w negatywnych aspektach owej polskości. Że stanowi ucieleśnienie snów Polaków o tym że ich chata z kraja, że na całym świecie wojna ale polska wieś spokojna, że politycy „nie powinni się kłócić” i ogólnie „po co ci Leoś to wszystko, ta Polska…”. Grillujmy, gotujmy bigos, opowiadajmy sobie jakieś koszałki opałki i nie męczmy głowy jakimiś ważnymi i poważnymi sprawami, jakąś racją stanu. Wędzenie się w chemicznym syfie z palonych śmieci pasuje do charakterystyki ucieleśnienia negatywnych cech polskości jak wisienka na torcie.

 

Nadchodzące wybory prezydenckie będzie można zdefiniować jako wybór pomiędzy wujciem, co mówi dzieciom, że nie muszą odrabiać lekcji i mogą jeść cukierki zamiast obiadu - a rodzicem, który autentycznie się o dzieci troszczy i chce ich dobra, choćby czasem wymagało to wysiłku czy pracy (i który pierwszy daje owej pracy przykład). Pozostaję niezmiennie w nadziei, że jednak nieco się zmobilizujemy, sięgniemy do tego co w nas lepsze i wybierzemy drogą opcję.

 

A potrzebę zaspokajania niskich pobudek i mało ambitnej rozrywki można w międzyczasie opędzić wizją prezydenckiego wyżła czy innego posokowca (czy z czym tam się teraz poluje) zasadzającego dorodne kupsko na środku trawnika przed Belwederem. Pasowałoby to do tzw. całokształtu.

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook