Jedynie prawda jest ciekawa

Problem referendalny

27.09.2013

Jest to głosowanie, w którym faktycznie zlikwidowana została tajność. (...) Spis wyborców wraz z własnoręcznymi podpisami potwierdzającymi obecność jest oczywiście dla lokalnej władzy dostępny na wiele sposobów.

Referendum warszawskie obfituje jak na razie głównie w akcenty humorystyczne. Wspomnijmy chociażby o organizowanej przez jedno z warszawskich kół PO wycieczce na grzyby w dniu referendum. Cóż za wspaniały, godny naśladowania pomysł! Należy go tylko rozszerzyć na wszystkie wybory, albo wręcz dłuższe okresy kampanii wyborczych. Ja sam chętnie dorzuciłbym parę złotych na wynajem autokaru, którym w takim czasie aktywiści PO byliby wywożeni do lasu na grzyby, ryby, a najlepiej survival. Innym przykładem jest witryna oddolnej, obywatelskiej, niepartyjnej akcji anty-referendalnej funkcjonująca pod domeną, która została zarejestrowana przez... Platformę Obywatelską RP.

Tylko śmiech wywołać może również kolejne wielkie oburzenie wokół „zawłaszczania” przez PiS literki W. To skandal tak na siłę i grubymi nićmi szyty, że jedynym smutnym, nie-humorystycznym jego aspektem jest to, jak wielu ludzi jeszcze się łapie na tak prymitywne chwyty. Poza tym – czysty kabaret. Rozumiem, że w imię hołdu oddawanego powstańcom Pani prezydent wkrótce zmieni nazwisko na Gronkiewicz-Altz. Myśli się też nad specjalną ustawą określającą literki zakazane dla partii politycznych (poza „W” ma się tam też znaleźć „P”, bo Powstanie; „S” bo Styczniowe powstanie też było; „i” bo powstanie można też nazwać irredentą – tym samym wniosek o delegalizację PiS będzie wręcz oczywistością). Dobrze że w USA nie rządzi już George W. Bush, bo za to W w środku trzeba by zerwać stosunki dyplomatyczne. A – żeby dodać wisienkę na torcie – tak niebywałą troskę o symbole wykazują ci sami, którzy sikanie do zniczy i robienie krzyża z puszek po piwie uważali za odświeżający happening, robienie z godła narodowego czekoladowego straszydła za radosne świętowanie a maszerowanie z narodowymi flagami w dniu Święta Niepodległości za objaw faszyzmu.

Ale gdy tak już sobie pożartujemy warto spojrzeć na poważny problem, który może wreszcie przebije się do publicznej świadomości przy okazji tego referendum. Mianowicie jest to głosowanie, w którym faktycznie zlikwidowana została tajność. W sytuacji gdy najskuteczniejszą bronią lokalnej władzy jest kurs na niską frekwencję a więc nieważność referendum – sam fakt pójścia na głosowanie jest jasną deklaracją opozycyjności. A spis wyborców wraz z własnoręcznymi podpisami potwierdzającymi obecność jest oczywiście dla lokalnej władzy dostępny na wiele sposobów.

W Warszawie to akurat jeszcze pół biedy, w końcu to kilkaset tysięcy głosujących więc będzie można się przemycić w tłumie. Ale co np. z gminą mającą kilka tysięcy mieszkańców, w której np. mieszkańcy chcą odwołać skorumpowanego wójta? A dodajmy, że w gminie jest bezrobocie ponad 20% a największym pracodawcą jest urząd gminy, na drugim miejscu szkoła a na trzecim lokalny przedsiębiorca seryjnie wygrywający przetargi na inwestycje i remonty (prywatnie kuzyn wójta)? Dodajmy do tego jeszcze chociażby drobnych handlowców czy rzemieślników prowadzących działalność w lokalach komunalnych. Dodajmy kolejkę osób czekających na przydział mieszkania socjalnego lub komunalnego, dodajmy otrzymujących zasiłki z MOPS.

Istnieje ogromna rzesza osób, których byt bezpośrednio zależy od lokalnej władzy albo przynajmniej lokalna władza jest im w stanie poważnie utrudnić życie. W warunkach faktycznej jawności głosowania w referendum mogą (i z tego co wiem, zazwyczaj są) poddawani presji czy wręcz groźbom. Zwłaszcza w mniejszych samorządach, gdzie wszyscy się znają. Dlatego jeżeli byśmy się zabierali za majstrowanie przy wymogu frekwencyjnym przy referendum odwoławczym, to powinniśmy nie go zaostrzać (wzmacniając skuteczność strategii antyfrekwencyjnej, a co za tym idąc korzyść z wywierania presji) tylko raczej łagodzić, albo nawet zastępować innymi mechanizmami, nie podatnymi tak bardzo na manipulacje samorządowych włodarzy.

Marcin Horała

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

Wiadomości z kraju

więcej

Wiadomości ze świata

więcej
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook