Jedynie prawda jest ciekawa

Pożar na stacji benzynowej

17.12.2014

„Rosja to stacja benzynowa udająca państwo” powiedział niedawno senator John McCain.

„Rosja to stacja benzynowa udająca państwo” powiedział niedawno senator John McCain. Choć zdarza mu się również okrutnie bredzić (tak jak np. o Węgrzech, którymi ma rzekomo rządzić „neofaszystowski dyktator”) to tą metaforą akurat trafił w sedno. Dodajmy: stacja benzynowa rządzona przez mafię.

Z początku miasto przyglądało się poczynaniom mafii nawet z pewną sympatią. Wreszcie na stacji zapanował porządek, mafiosi przepędzili z niej różnych pijaczków i dzieci z zapałkami. Porządny obywatel miał gdzie zatankować.

Wraz ze wzrostem ceny benzyny stacja była coraz bardziej opłacalna a mafiosi zrobili się cokolwiek bezczelni. A to pobili jednego sąsiada, a to drugiemu podpalili garaż. Wzbudziło to kontrowersje wśród mieszkańców miasteczka. Niektórzy wzywali by obywatele się zebrali, uzbroili czym tam popadnie, pogonili do roboty szeryfa i jego pomocników i mafiosów załatwili raz a dobrze. Inni z kolej apelowali by chociaż przestać kupować na stacji. Na razie nic z tego nie wynikało. Bo choć połączonych sił policji i porządnych obywateli na mafiosów spokojnie by starczyło – to jednak w trakcie starcia z pewnością byliby ranni a może i jakiś zabity. No i tankować gdzieś trzeba. A w sumie to ci mafiosi nie aż tacy uciążliwi, dopóki biją i napadają rzadko i jak na razie tylko biedotę mieszkającą gdzieś na obrzeżach miasta. Z dala od najbogatszych, porządnych obywateli, którzy mają decydujący głos w społeczności miasteczka. Poprzestawano więc na wydawaniu mafiosom „ostatecznych” ostrzeżeń, a potem kolejnych i kolejnych.

I tu może już skończmy z ciągnięciem metafory dalej i pomówmy wprost o Rosji. Bo stanęła chyba w punkcie krytycznym. Mafia to być może zarabia głównie na napadach czy rekecie, a stacja benzynowa to sposób prania pieniędzy. Rosja na swojej stacji benzynowej zarabiała przede wszystkim, dzięki czemu miała siły i zasoby do bandyterki uprawianej przy okazji w Gruzji czy na Ukrainie. W przeciwieństwie do wielu państw bliskowschodnich, które zyski z ropy mniej czy bardziej udanie próbują inwestować w rozwijanie innych gałęzi gospodarki (chociażby turystyki), zależność Rosji od wpływów z eksportu surowców energetycznych tylko się pogłębiała. Dopóki ropa kosztowała ponad 100 dol. za baryłkę ta chora struktura gospodarcza była maskowana i można było mieć złudzenie rozwoju gospodarczego. Gdy spadła poniżej 60 dolarów budżet Rosji, będący w istocie pasożytem żyjącym na Gazpromie i kilku mniejszych firmach surowcowych, błyskawicznie został odcięty od tlenu. Izolacja na scenie międzynarodowej i uchwalone w końcu na Zachodzie sankcje dołożyły swoje.

I właściwie można by się cieszyć, że oto imperialna maszyna się zacina, nie będzie za co kupować kolejnych czołgów i rakiet a może nawet brak zagrychy okaże się dla Rosjan - w przeciwieństwie do braku wolności - okolicznością rozwścieczającą i prowadzącą do obalenia reżimu.

Niestety jednak rządzący Rosją nie są biznesmenami, którzy powiedzą, OK – nasza dotychczasowa strategia się nie sprawdziła, musimy ją zmienić, obciąć straty, schować czołgi do baz, odmrozić stosunki z Zachodem i ratować gospodarkę. Nie są też szachistami, którzy przegrawszy partię, wstaną od stołu i pogratulują zwycięzcy.

To są – tu metafora jest zupełnie trafna – gangsterzy. Nie prymitywy z bejsbolami tylko zimni, wyrachowani mafiosi z dobrej czekistowskiej szkoły. Zimni i wyrachowani – niemniej nadal gangsterzy. W honorze „ludzi z miasta” nie mieści się uznanie swojej przegranej, cofnięcie się, przeproszenie za błędy. Należy się obawiać, iż uznają, że skoro przegrywają partię to trzeba wywrócić stolik. Że skoro nasza stacja benzynowa zaraz i tak zbankrutuje, to wysadźmy ją w powietrze razem z połową tego pieprzonego miasteczka.

Oczywiście siły zbrojne Federacji Rosyjskiej to w istocie kpina z nowoczesnej armii. Klecona na poczekaniu zbieranina ukraińskich cywilów na sprzęcie z demobilu radzi sobie z nią całkiem nieźle. W wojnie konwencjonalnej z połączonymi siłami NATO armia rosyjska zostałaby rozbita w kilka dni. Niestety i my i Zachód i Putin wiedzą, że nie w każdych okolicznościach Zachód będzie skłonny wejść w konflikt zbrojny i tej siły użyć. Umieranie za Gdańsk a co dopiero jakiś Elbląg czy Olsztyn ma słabą tradycję. No i zawsze pozostaje ta opcja ostateczna, w której szef mafii w pięknym, malowniczo maczystowskim geście wrzuca zapaloną zapalniczkę do głównego zbiornika. Taktyczne uderzenie jądrowe na Kijów, Wilno, czy niestety również Warszawę, mieści się w rosyjskiej doktrynie wojennej i nawet było już scenariuszach prowadzonych ćwiczeń rosyjskiej armii.

Stajemy przed szansą dekompozycji największego geopolitycznego zagrożenia dla niepodległości Polski, ale i przed niebezpieczeństwem jego szybkiego urzeczywistnienia i zbrojnej implementacji. W takich to, coraz ciekawszych czasach żyjemy. A przewodzą nam Bronisław Komorowski i Ewa Kopacz. Innej puenty chyba nie trzeba.

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

Wiadomości z kraju

więcej

Wiadomości ze świata

więcej
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook