Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Pośredników w obrocie nieruchomościami przypadki

07.07.2012

Powszechną praktyką jest wymuszanie przez pośredników zawarcia z nimi umowy przez obie strony transakcji

Tak się składa, że w przeciągu ostatnich kilku lat czterokrotnie ja sam lub członkowie mojej bliskiej rodziny korzystaliśmy z usług biur pośrednictwa w obrocie nieruchomościami. Wzbogaciło mnie to o zasób niepowtarzalnych doświadczeń, którymi chciałbym podzielić się z czytelnikami w kontekście dyskusji nad deregulacją tego zawodu.

Powszechną praktyką jest wymuszanie przez pośredników zawarcia z nimi umowy przez obie strony transakcji. Tzn. pośrednik dzwoniący do sprzedającego zazwyczaj zaczyna rozmowę od stwierdzenia, że ma klienta szukającego takiego właśnie mieszkania, ale zaprezentuje mu je pod warunkiem, iż zawrze umowę również ze sprzedającym. Popada pośrednik tym samym w swoiste rozdwojenie jaźni, gdzie jego obowiązkiem jest zadbać o interes obydwu stron transakcji – a są to interesy do pewnego stopnia rozbieżne. Już na wstępnie dochodzi często do naruszenia interesu kupującego, gdy proponuje się sprzedającemu prezentację jego ceny podwyższonej o kwotę prowizji pośrednika. A więc kupujący mógłbym kupić mieszkanie np. za 200 tys. (z czego zapłaciłby pośrednikowi np. 5 tys. prowizji) – bo tyle chce dostać „na rękę” sprzedający. Ale nie zobaczy tej oferty zanim pośrednik się nie dogada z kupującym na 5 tys. prowizji, która zostanie doliczona do ceny przedstawianej kupującemu. W efekcie kupujący zapłaci 5 tys. więcej niż by mógł, po to aby sfinansować podwojenie prowizji pośrednika.

Często też owi rzekomo certyfikowani fachowcy mają problemy z elementarną wiedzą dotyczącą ich zawodu. W moim przypadku z testowanych pięciu żaden nie rozumiał istoty służebności i nie odróżniał jej od zwykłego zobowiązania, a tylko dwóch na pięciu umiało trafnie wskazać płatnika podatku od nieruchomości. Doświadczałem też przypadków „zapominania” o niezbędnych do zawarcia transakcji dokumentach (i wielkiej obrazy gdy powiadomiony o nich na kilka godzin przed wizytą u notariusza nie wykazywałem entuzjazmu do rzucenia wszystkiego i ich załatwiania).

To zresztą kolejny temat-rzeka. Spotkanym przeze mnie pośrednikom bardzo często ciężko było zrozumieć, że ich klienci mają swoje zobowiązania np. zawodowe czy rodzinne. Pojęcie umawiania się z kilkudniowym wyprzedzeniem było dla nich abstrakcją – najczęściej próbowali działać na zasadzie – dziś telefon, dziś spotkanie (najlepiej za dwie godziny). Równie abstrakcyjny jak kalendarz czasem bywał i zegarek. Występowanie elementarnych zasad, już nawet nie dbałości o klienta ale zwykłej kultury (że jak się z kimś umawiam na określoną godzinę, to się o tej godzinie stawiam na spotkanie - a jak mi wypada spóźnienie, to niezwłocznie dzwonię i o nim informuję) stwierdziłem u mniej więcej 50% badanej populacji.

Nie zrozumcie mnie źle: na pewno wśród pośredników w obrocie nieruchomościami znajduje się wiele osób posiadających fachową wiedzę i doświadczenie a do tego uczciwych, zaangażowanych w swoją pracę i dbających o dobro klienta. Tylko, że z moich doświadczeń wynika iż nie ma ich jakoś więcej (a może i jest ich trochę mniej) niż w wielu innych zawodach, do których dostęp nie jest regulowany. Zresztą w wielu wypadkach klient poznaje licencjonowanego pośrednika tylko w formie pieczątki na wystawionej in blanco umowie pośrednictwa. Resztę pracy wykonuje pracownik biura bez licencji.

Pewnie więc licencjonowanie pośredników komuś służy (na pewno organizatorom szkoleń i egzaminów oraz szczęśliwcom, którzy licencję już posiedli), ale tym kimś nie są klienci.

Facebook