Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Po co te podpisy?

17.04.2014

Kolejne wybory, tym razem do Parlamentu Europejskiego to kolejny sezon dla łowców podpisów.

W centrach naszych miast i miasteczek spotkać można było smutnych, zmęczonych ludzi nagabujących przechodniów przy tymczasowych instalacjach z mebli ogrodowych -  a wszystko by móc zarejestrować listy. Do tej metody rejestracji list wszyscy już przywykliśmy jako czegoś normalnego. A warto by chyba zadać pytanie – po co?

Ktoś powie – po to, żeby nie rejestrowały się jakieś zupełnie przypadkowe listy kandydatów, nie mające żadnego poparcia społecznego, rejestrowane „dla jaj” itp. Znów trzeba zapytać – niechby się i zarejestrowały, komu to szkodzi? Przecież z samym faktem rejestracji list nie wiąże się żaden przywilej, żadna korzyść, no może poza spotami w darmowym czasie antenowym, których od lat już i tak nikt nie ogląda. Mamy przecież progi wyborcze, mamy finansowanie z budżetu dużych partii, kolejna bariera na poziomie zbierania podpisów wydaje się zupełnie niepotrzebna.

No ale jak to tak, ktoś powie, jak tak każdy z ulicy będzie mógł wejść do PKW i zarejestrować listy to będziemy mieli ich setki i zamiast kartki wyborczej będzie trzeba drukować książki. Jestem przekonany, że nie, to jednak jest trochę roboty wypełnić wszystkie dokumenty, formularze, zgody na kandydowanie i zanieść do komisji wyborczej – po co ktoś miałby sobie przysparzać z tym dodatkowego kłopotu i roboty? Ale nawet jeżeli założymy, że istnieje takie ryzyko są przecież jeszcze inne metody ograniczania liczby rejestrowanych list.

Można ograniczyć liczbę podpisów do minimalnej, która odsieje 99% żartownisiów a nie będzie dużym zawracaniem głowy. Tak np. jest w wyborach do rad miast na prawach powiatu gdzie wystarczy de facto 150 podpisów by zarejestrować listy w całym mieście (150 na okręg, ale mieszkaniec danego miasta może podpisać listy we wszystkich okręgach). I co, czy mamy kłopot z dziesiątkami list i książeczkami do głosowania? Np. w ostatnich wyborach do rady miasta Gdyni zarejestrowało się pięć list – powiedziałbym że to raczej zbyt mało niż zbyt dużo.

Można wprowadzić rejestrację na podstawie np. 50 podpisów super-elektorów, którymi byłyby osoby pełniące funkcje publiczne z wyboru lub wykonujące zawody zaufania publicznego. Można wreszcie wprowadzić kaucje, odczuwalne ale możliwe do uzbierania przez kilku średnio zarabiających ludzi (np. 5 tys. złotych), które podlegałyby przepadkowi na rzecz skarbu państwa gdyby lista uzyskała mniej niż jakiś minimalny poziom poparcia, np. 1%.

Można też by wprowadzić wszystkie te metody alternatywnie do wyboru wedle uznania komitetu. Każde rozwiązanie wydaje lepsze niż obecne - zawracanie głowy tysiącom ludzi marznących i moknących na ulicach przy zbieraniu podpisów, oraz setkom tysięcy nagabywanym o ich dane osobowe.


Marcin Horała


Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebooku!

Facebook