Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Pilnujmy Marysi

29.05.2014

Gwiazdą ostatnich dni stała się 17-letnia licealistka z Gorzowa, która z dziecięcą jeszcze chyba prostotą wygarnęła premierowi Tuskowi.

Często (zwłaszcza jak ktoś długo siedzi w polityce lub utrzymuje się z operowania słowem jako publicysta) mamy tendencję do słowotoku. Sadzimy pracowicie las, zza którego nie widać drzew. Często jak ktoś ma się za inteligenta, przejawia inklinacje do dostrzegania i ważenia wszystkich racji, tak że w końcu już sam nie wie za czym się opowiada. Czujemy często imperatyw popadania w zarembizmy, że wprawdzie zasadniczo to uważam że tak, ale nie można też odmówić racji tym co mówią że siak (ciekawe, że sam publicysta, który dał nazwę temu zjawisku, ostatnio jakby się z niego podleczył).

Donald Tusk, co by o nim nie mówić, jest w dziedzinie zabawy słowem, budowania narracji tudzież odwracania kota ogonem mistrzem nad mistrzami. Jego zawodowi przeciwnicy polityczni często się na tym przejechali. Często było tak, że już wydawałoby się przygwożdżony do muru, umiał się wywinąć zgrabnym bon motem, zmianą lub przedefiniowaniem tematu (ot przykład pierwszy z brzegu – „afera hazardowa”, którą błyskawicznie została przekręcona z tematu kupowania ustaw na temat społecznych skutków nałogu hazardowego).

Tymczasem chcąc pokonać Smoczego Języka nie należy wdawać się z nim rozwlekłe dysputy. W nich zawsze wygra. Mowa musi być tak tak – nie nie. Tylko, że nie każdy może sobie na taką mowę pozwolić. W ustach zawodowego polityka byłby to epitet, bezproduktywna obelga. Od polityka wymagać należy od razu elokwentnego uzasadnienia, dowodów, przykładów, okraszonych najlepiej jakąś anegdotką. Smoczy język od razu będzie miał kontr-przykłady i kontr-anegdotki, a za chwile wykaże, że i sam interlokutor też nie jest znów taki w stu procentach święty. Trzeba dziecka, żeby „król jest nagi” dobrze zabrzmiało. 

I „dziecko” w postaci filigranowej blondynki się znalazło. Jaki to zdarzenie ma potencjał narracyjny dostrzegli sami PRowcy premiera każąc mu wracać do Gorzowa i zbierać rozlane mleko. Efekt zdaje się miało to odwrotny do zamierzonego. Marysia okazała się mieć więcej – pardon my French – jaj niż wielu polityków i nie wykonała fałszywego ruchu, na przykład się kajając albo zachowując przesadnie histerycznie. PRowcy zamiast odkręcić temat tylko go podgrzali i spowodowali, że dotarł do większego kręgu odbiorców.

Premier został więc celnie trafiony, tak że musiało zaboleć – a on raczej takich spraw nie zapomina. Dlatego zadaniem, przede wszystkim dla mediów z prawdziwego zdarzenia, będzie teraz pilnować Marysi. Również za pół roku czy rok gdy sprawa nieco przycichnie. Czy przypadkiem nie będzie miała problemów z maturą lub dostaniem się na studia? Czy jej tata nie straci pracy (albo, jeżeli ma firmę – czy nie będzie miał dogłębnej kontroli z US, PIP itp.). Już wystartowała nagonka na łamach parówkowego portalu... Tusk ma za pasem skalpy tak twardych zawodników jak Rokita, Schetyna czy Piskorski. Trzeba przypilnować, by nie dołączyła do nich Marysia Sokołowska.

Marcin Horała

Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebooku!

Facebook