Jedynie prawda jest ciekawa

Piastowskie akcenty

29.03.2013

Jest czymś fascynującym jak ten mały, młodziutki Dawidek, jakim była ówczesna Polska, toczył śmiertelny bój z Goliatem największego imperiów ówczesnego znanego świata - i wygrał.

Polityka wschodnia śp. Lecha Kaczyńskiego była określana jako jagiellońska. Skoro tak to oczywiście raz na jakiś czas ktoś – z najważniejszym przykładem Radosława Sikorskiego – stwierdza publicznie że powinniśmy porzucić mrzonki o polityce jagiellońskiej i prowadzić politykę piastowską.

I – powiem od razu – jeżeli weźmiemy tę tezę literalnie (a nie według tego, co mają na myśli jej autorzy), to jestem w stanie się z nią zgodzić.

Bo polityka piastowska to przede wszystkim polityka państwa istniejącego w prześwicie ontologicznym, państwa którego byt nie jest wcale konieczny ani oczywisty i którego popadnięcie w niebyt jest stale możliwe. To nie jest imperium Jagiellonów czy I Rzeczpospolita – zworniki europejskiego firmamentu czy przedmurze cywilizacji.

Nie, Polska Piastów to mały zapyziały kraik leżący gdzieś na peryferiach, na granicy między cywilizacją a dziczą. Zagrożony z jednej strony entropicznym rozpadem, powrotem do stanu nierządnej ziemi niczyjej (swoistych dziki pól, czy bardziej adekwatnie – lasów). Z drugiej strony z kolej zagrożony ówczesną modernizacją imitacyjną, ucywilizowaniem za cenę całkowitego wchłonięcia, podboju kulturowego prowadzącego do trwałej podległości. W istocie pierwsze zagrożenie było preludium prowadzącym prędzej czy później do drugiego. To są, niestety, warunki dość podobne do naszej obecnej sytuacji.

A jak w takiej sytuacji zachowywali się nasi Piastowie, jak grali - mając tak słabe karty - że w końcu ugrali Polskę?

Grali ostro i nie zawsze elegancko. Luksus mieszania moralności do polityki był poza naszymi ówczesnymi możliwościami. Zdarzało się w imię racji stanu wyłupić oczy bratu, innego krewniaka wykastrować, złamać przysięgę (szczególnie przysięgę lenną składaną cesarzom niemieckim – o czym dalej). Zdarzało się dokonywać czynów wręcz obrzydliwych, by wspomnieć chociażby Bolesława Chrobrego, który zdobycie Kijowa przypieczętował osobistym zgwałceniem siostry księcia Jarosława Mądrego.

Piastowie trafnie rozpoznali głównego podówczas wroga Polski, a mianowicie Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Zrozumieli że to jest albo-albo: na niżu środkowoeuropejskim nie ma miejsca i dla uniwersalistycznego niemieckiego imperium i dla silnej podmiotowej Polski. Rozumieli również, że w równym, otwartym starciu nie mamy żadnych szans z kilkukrotnie silniejszym sąsiadem. Grali więc tak jak przeciwnik pozwalał. Jak się trafił na cesarskim tronie ambitny marzyciel jak Otton III to się go mamiło możliwością realizacji jego miraży w przyszłości, w zamian za konkretne korzyści teraz. Jak Polska była osłabiona, zdarzało się dla spokoju przyjąć cesarską protekcję – po to, by wzmocniwszy się, zaraz ją odrzucić. Nie poszli też Piastowie w mogącą się skończyć katastrofalnie reakcję pogańską, wiedzieli że trzeba się modernizować (co było równoznaczne wówczas z chrystianizacją), ale samodzielnie, szukając na Czechach, Węgrzech czy bezpośrednio u papieża obejścia dla religijnej sankcji politycznego zwierzchnictwa cesarza.

Wreszcie, gdy przychodził moment, że lawirować już się nie dało, to nie „pękali”, nie płaszczyli się, tylko dobywali oręża. Znów – przede wszystkim sprytnie. Jak Mieszko wciągający pod Cedynią wojska Odona w pułapkę pozorowanym odwrotem, czy Bolesław Krzywousty powtarzający ten manewr w wymiarze strategicznym w wojnie 1109 roku, co skończyło się klęską wojsk Henryka V symbolizowaną przez mityczną bitwę na Psim Polu. Ale również poczynali sobie śmiało, ambitnie i bez kompleksów, jak Chrobry dobywający Milska i Łużyc. Warto pamiętać, że już w kilkadziesiąt lat po powstaniu polskiego państwa, wojska naszych przodków stacjonowały w miejscach, które dziś się nazywają Mesien, Lausitz czy Bautzen.

Jest czymś fascynującym jak ten mały, młodziutki Dawidek, jakim była ówczesna Polska, toczył śmiertelny bój z Goliatem największego imperiów ówczesnego znanego świata - i wygrał. Zawziętością, sprytem, śmiałością, brakiem kompleksów, świadomością własnego interesu Piastowie wygrali nam Polskę. Pewnie gdyby wówczas na Polskim tronie zasiadał jakiś Radosław Próżny lub inny Donaldus Leniwy, dla których szczytem ambicji byłoby zostać poklepanym po plecach na niemieckim dworze i uzyskać jakąś prestiżową posadę w strukturach Unii Europejskiej, znaczy przepraszam Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego – to podzielilibyśmy los Wieletów, Obodrzytów czy Serbów Łużyckich. Polskość byłaby dziś folklorystyczną ciekawostką występującą gdzieś na terenach wschodnich landów Rzeszy.


Marcin Horała

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook