Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Pan Wacław z drugiego piętra, czyli mój problem z III RP

19.09.2013

Nie mógłbym pozostać przy radosnej konsumpcji tego grilla, którego nam III RP serwuje. Nie mam apetytu, za duży smród

Gdzieś w Koszalinie żyje sobie pan Wacław, emeryt. Mieszka w bloku na drugim piętrze. Już wcześnie rano krząta się po mieszkaniu. Herbatę zaparzy, jajecznicę usmaży, posłucha radia. Potem bierze pieska na smycz i idzie do kiosku po gazetkę. Po drodze zamieni dwa słowa z panią Halinką z bloku obok i sąsiadem z parteru, który znów boryka się z odpaleniem swojego starego auta. Pani w kiosku ma już dla pana Wacława przygotowane „to co zwykle”. Pan Wacław wraca z gazetą do domu, podlewa kwiatki, zaparza drugą już tego dnia herbatę i w wygodnym fotelu zasiada do lektury.

Danuta Siedzikówna, „Inka” to postać, której nie trzeba przedstawiać. A może, niestety, właśnie trzeba. Ojciec leśnik, wywieziony w 1940 na Syberię, z której udało mu się wyrwać z armią Andersa, umarł w 1943 roku w Teheranie. W tym samym roku matkę za współpracę z podziemiem zamordowało Gestapo. Danusia, rocznik 1928, na przełomie 1943 i 1944 wstąpiła do Armii Krajowej. Po przejściu frontu, aresztowana przez NKWD za współpracę z polskim podziemiem, została odbita z konwoju przez jeden z patroli 5 Wileńskiej Brygady AK majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Od tej pory służyła w różnych jej oddziałach jako sanitariuszka. Opatrywała rannych, w tym również wziętych do niewoli żołnierzy LWP i funkcjonariuszy MO i MBP. Zaaresztowana przez UB w Gdańsku w lipcu 1946 roku. Pomimo bicia i poniżania w śledztwie odmówiła składania zeznań obciążających żołnierzy AK. Nie podpisała wniosku o ułaskawienie, w którym o Brygada Wileńska AK nazwana była „bandą”. W grypsie przemyconym z więzienie napisała: „powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. Skazana na karę śmierci, została zastrzelona w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku w dniu 28 sierpnia 1946 roku. Przed plutonem egzekucyjnym zdążyła krzyknąć „Niech żyje Polska! Niech żyje „Łupaszko”!”. W dniu egzekucji nie miała jeszcze ukończonych 18 lat.

Co wspólnego mają „Inka” i pan Wacław z drugiego piętra? Ano pan Wacław, emeryt z drugiego piętra to Wacław Krzyżanowski, prokurator, który był oskarżycielem w procesie „Inki” i żądał dla niej kary śmierci. Kary śmierci dla niepełnoletniej sanitariuszki. W dwóch instancjach niezawisłego sądu III Rzeczpospolitej prawomocnie uznany za niewinnego przestępstwa udziału w komunistycznej zbrodni sądowej. Oczywiście nie wiemy czy mieszka w bloku czy willi i czy z rana konsumuje jajecznicę z herbatą czy może kanapki i kawę. Faktem jest że żyje do tej pory w Koszalinie, nie niepokojony więcej przez wymiar „sprawiedliwości”.

To właściwie wystarczy za odpowiedź tym, którzy dziwią się jak mogę z gruntu odrzucać III RP. Wszak to jedyna realna Polska, jaką mamy. Państwo w którym dzieci uczą się historii naszego kraju (choć w coraz mniejszym wymiarze godzin), gdzie nikt nie ściga za wywieszenie flagi na 11 listopada (choć za chodzenie z nią po ulicy to już czasem można dostać w gębę np. od niemieckich „antyfaszystów”), gdzie możemy kupować mieszkania (na kredyt), samochody (na drugi kredyt) i jechać na wczasy do Tunezji (na trzeci kredyt). Przecież to państwo może nie idealne, ale całkiem znośne.

No cóż, grób pobielany też bywa całkiem znośny. Z wierzchu. Bo jakby trochę poskrobać to trafi się na denata Michała Falzmanna, zbyt dociekliwie badającego sprawę FOZZ. I na „grube Ryśki” które się właśnie na tym temacie utuczyły i mają się od śp. Flazmanna znacznie, ale to znacznie, lepiej. Trafi się na przedziwną korelację karier w mediach publicznych i prywatnych z posiadaniem taty w stopniu od kapitana SB (alternatywnie – WSW) wzwyż. Albo na podobnie przedziwną korelację pomiędzy szczytami listy najbogatszych Polaków a faktem bycia zarejestrowanym jako TW czy KO komunistycznych służb specjalnych. Albo na fakt, iż pierwszym skazanym w sprawie morderstwa Stanisława Pyjasa był jego kolega Bronisław Wildstein. Za „zniesławienie” profesora Marka, który wydał ekspertyzę potwierdzającą nieszczęśliwy wypadek jako przyczynę śmierci Pyjasa (a że prywatnie przyznał, że „Pyjasowi ktoś dał po mordzie” to już inna kwestia). O mógłbym tak długo, niestety.

Nawet więc jeżeli na chwilę bym zapomniał, że te stadiony, drogi i ciepła woda w kranie są mocno na kredyt i wkrótce się skończą. Nawet wtedy jakoś nie mógłbym pozostać przy radosnej konsumpcji tego grilla, którego nam III RP serwuje. Nie mam apetytu, za duży smród.

Nawet odstawmy na bok tych Falzmanów, Pańków, te FOZZy, tych profesorów Marków, tych Urbanów jeżdżących jaguarami. Stefana Michnika i Helenę Wolińską, których żaden polski Mossad nie porwał by kraju odpowiedzieli za swoje zbrodnie. Odwróćmy nawet wzrok od ludzkich szczątków walających się w przekopanym na metr w głąb smoleńskim błocie. Nie będziemy na to wszystko patrzeć i pozostaniemy przy jednym fakcie. Że taka kanalia jak Wacław Krzyżanowski, współmorderca „Inki”, jest żyjącym spokojnie emerytem panem Wacławem, uznanym za niewinnego wyrokiem niezawisłego sądu demokratycznego państwa prawa. To jedno wystarczy, żeby powiedzieć: srać na taką demokrację, srać na takie prawo. I trzeba obalić to państwo.

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook