Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Pan Smith nigdzie nie pojedzie

21.03.2013

Niedawne ponad 13-godzinne nieprzerwane przemówienie amerykańskiego senatora Randa Paula przypomniało wszystkim o instytucji filibustera.

To sytuacja, w której parlamentarzysta chcąc zablokować przyjęcie jakiejś – jego zdaniem skandalicznie złej – uchwały czy ustawy blokuje mównicę poprzez nie kończące się przemówienie.

Znakomicie użycie filibustera pokazuje klasyczny film „Pan Smith jedzie do Waszyngtonu” z Jamesem Stewartem w roli tytułowej. Gdy tytułowy pan Smith (naiwniak z prowincji, który przypadkowo został senatorem) orientuje się w manipulacji skorumpowanego układu władzy, zostaje przez ów układ publicznie zgnojony. Media, pieniądze, władza – wszystko jest po stronie przeciwników, którzy skutecznie robią z pana Smitha oszusta i złodzieja w oczach wyborców. Jako ostatnią deskę ratunku pan Smith stosuje filibuster. Jego 24 godzinne przemówienie powoduje, iż w końcu jeden ze skorumpowanych senatorów nie wytrzymuje nerwowo i wyznaje prawdę.

Jak nietrudno zauważyć filibuster to instytucja rodem z romantycznego okresu demokracji. Ma też coś wspólnego z liberum veto (tyle, że w przeciwieństwie do liberum veto blokowanie decyzji przez sprzeciw jednostki jest tylko przejściowe). Zarazem jednak oparta jest na bardzo realistycznym założeniu, że czasem większość członków władzy kolegialnej – pomimo, iż z definicji cieszy się poparciem większości wyborców – może nie działać dla dobra wspólnego. Że możliwe są różne zmowy, układy, systemy zależności, które naruszają dobro publiczne a są niemożliwe do zwalczenia drogą standardowego głosowania większością. Potrzebny więc jest bezpiecznik, wentyl bezpieczeństwa, który otworzy pole do działania zdesperowanym jednostkom. Znamy z historii przykłady, że wśród dziesiątek i setek dostojników znajduje się tylko jeden ostatni sprawiedliwy, który rozpaczliwym gestem próbuje zmienić bieg wypadków. Wspomnijmy chociażby pewnego posła ziemi nowogrodzkiej, niejakiego Tadeusza Rejtana.

Pora przejść do praktyki polskich samorządów. A jak w nich jest? Uregulowania regulaminów rad miast, gmin czy powiatów zazwyczaj są takie, że przewodniczący ma prawo odebrać głos radnemu, który w jego – przewodniczącego – arbitralnej opinii wypowiada się nie na temat czy zanadto rozwlekle. Zazwyczaj jednak przewodniczący nie będzie miał nawet okazji by skorzystać z tego uprawnienia bo regulamin rady w ogóle nie przewiduje debaty wolnej. Czas na wypowiedź jest ściśle określony i dość krótki. W moim mieście radny ma na wypowiedź 5 minut, potem 3 minuty na replikę i ewentualnie 1 minuta na wypowiedź ad vocem gdyby trafiła się do niej okazja. O filibusterze nie ma więc mowy.

Doświadczenie wskazuje również, że konieczność uczestniczenia w obradach dłuższych niż 2-3 godziny zazwyczaj radnych męczy i wprowadza w stan podrażnienia. W sytuacji gdy dyskusja nad danym punktem już twa, powiedzmy, od pół godziny - a cała sesja, dajmy na to, już czwartą godzinę - zgłaszając chęć zabrania głosu słyszałem nieraz spontaniczny pomruk niezadowolenia. Obiad w domu stygnie a tu jeden taki i owaki chce niepotrzebnie dzielić włos na czworo w debacie nad drobiazgiem takim jak budżet, podatki lokalne czy miejscowy plan zagospodarowania. No po prostu skandal! Tak to lokalną debatę publiczną składamy na bałwochwalczym ołtarzu wzniesionym sprawnemu i szybkiemu przebiegowi obrad.

Trochę to jednak dziwne i smutne, że największe supermocarstwo może sobie w imię ideałów zablokować na kilkanaście godzin obrady władzy uchwałodawczej – a analogiczne zablokowanie obrad organu uchwałodawczego miasta Gdynia, miasta Piła, powiatu siedleckiego czy gminy Kłobuck uznajemy za katastrofę, przed którą musimy się bronić nawet depcząc owe ideały.

Największe supermocarstwo uznaje że w izbie wyższej jego parlamentu (prześwietlanej na co dzień przez tysiące mediów i organizacji społecznych) może dojść do zmowy, może zawiązać się układ i trzeba dać zdesperowanej jednostce możliwość rozpaczliwego sprzeciwu – a my uznajemy że w mieście Gdynia, gminie Kłobuck i tak dalej do żadnych zmów i układów dojść nie może i potencjalnych Rejtanów warto zawczasu zakneblować.

Pan Smith może i pojechał do Waszyngtonu, ale w Gdyni, Pile, Siedlcach czy Kłobucku nie miałby czego szukać.

Marcin Horała

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook