Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Olimpiada dla frajerów

31.03.2014

Trudno o przykład gorszego pomysłu w debacie publicznej czy może bardziej bezczelnej próby skoku na kasę, niż pomysł organizacji zimowych igrzysk olimpijskich w Krakowie.

Dostrzegł to już chyba nawet prezydent Krakowa wymyślając referendum w sprawie organizacji jako metodę na umycie rąk – jak ludzie będą za, to się im potem powie, że sami sobie winni, chcieli to mają. Jak ludzie będą przeciw – to się z ogromnym ubolewaniem odstąpi, przyznając że pomysł był świetny a wydanie kilkudziesięciu milionów na jego promocję sensowne – ale, że ludzie nie chcieli, no to co my na to możemy.

Świeże doświadczenie z Euro 2012 powinno nas na długi czas nauczyć, że pomysł organizacji największych na świecie imprez sportowych w Polsce nie jest dobrym pomysłem. Igrzyska to jak sama nazwa wskazuje – igrzyska, a my jesteśmy na etapie zabiegania o chleb. Ile by do igrzysk nie dorabiać ideologii – to po prostu zbytek, zabawa, wydarzenie rozrywkowe. Organizacja igrzysk przez kraj na dorobku przypomina sytuację, w której rodzina, która musi pożyczać by przeżyć do pierwszego, której nie stać na remont przeciekającego dachu i wybijającego szamba – przeznacza kilkadziesiąt tysięcy złotych na huczną zabawę dla całej wsi.

Piszę te słowa w kulturze, w której niektórym młodym parom, nie mającym np. własnego mieszkania ani stałego źródła dochodów, wydaje się koniecznym przepicie i przejedzenie owych kilkudziesięciu tysięcy złotych (często pożyczonych) na hucznym weselu – więc jednak dopiszę myśl oczywistą: to nie jest dobry pomysł.

Zyski dla kraju z wielkich imprez sportowych z pewnością jakieś są. Tyle, że niewymierne i właśnie po Euro 2012 widać, iż w porównaniu z konkretnymi, wysokimi, kosztami – dość iluzoryczne. By ten wątek podsumować powiedzmy: zimowe igrzyska w Krakowie? Dobra, ale pod warunkiem, że sfinansowane wyłącznie z zysków z Euro 2012.

Pamiętać jednak musimy że Euro 2012 to w sensie infrastruktury sportowej konieczność wybudowania czterech obiektów do uprawiania najpopularniejszej dyscypliny sportowej w kraju (warto przy tym zauważyć, że i tak okazały się trwale nierentowne). Zimowe igrzyska olimpijskie to konieczność budowy co najmniej kilkunastu obiektów, służących uprawianiu dyscyplin, na które sezon trwa w Polsce maksymalnie trzy miesiące a większość jest absolutnie niszowa.

Ale jeszcze mało tego. Dyskusja wokół igrzysk toczy się ostatnio przecież w cieniu wydarzeń na Ukrainie oraz protestu rodziców dzieci niepełnosprawnych. Widzimy właśnie na świeżo przed jaką skalą wyzwań staje nasza wspólnota polityczna, oraz jak elementarne potrzeby są u nas nadal niezaspokojone z powodu braku środków. To niby wszystko wiemy i tak, ale gdy mamy bezpośrednio przed oczami sprawa staje się jaskrawa.

No więc, co jest istotniejsze dla polskiej racji stanu? Bateria i radar zdolne wykryć i zestrzelić rakiety lecące na polskie miasto (a te rakiety są już rozmieszczone i wycelowane, a ich użycie przećwiczone i przewidziane w doktrynie wojennej sąsiedniego agresywnego mocarstwa) czy może posiadanie wypasionego toru bobslejowego? Co jest bardziej moralnie uzasadnionym sposobem wydatkowania grosza publicznego: godne życie setek rodzin zmagających się z niepełnosprawnością ich dzieci – czy stadion do curlingu i możliwość uprawniania saneczkarstwa na światowym poziomie?

Popieranie akurat teraz idei organizacji igrzysk to po prostu jakiś absurd, którego ogarnąć nie da się na trzeźwo. Zrozumieć mogę jeszcze popierających ją zawodowych sportowców. Jak się przez ostatnie kilkanaście lat poświęcało po 10-12 godzin dziennie na skakanie na nartach czy fikołki ze snowboardem to raz, że naturalnym jest nabranie wrażenia, że są to czynności bardzo ważne. Dwa, że nie ma się wtedy czasu na przesadne zgłębianie zagadnień ekonomii czy spraw publicznych. Trzy, że zdarzają się przy tym wywrotki skutkujące urazami głowy. Reszta popierających to po prostu zgraja pieczeniarzy szykujących skok stulecia na naszą kasę. Jeżeli my, Polacy, im na to pozwolimy to naprawdę jesteśmy ciężkimi frajerami.


Marcin Horała


Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebooku!

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook