Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Obywatel w państwie prawa 2

17.01.2014

Pod tym tytułem opisywałem kiedyś historię obywatela szarpiącego się z powiatowym inspektoratem nadzoru budowlanego. Historia jakich słyszy się wiele na dyżurach radnego. Wracam do cyklu, gdyż tym razem poznałem historię daleko przekraczającą standardowy – i tak wysoki - poziom urzędniczej niekompetencji.

Otóż żyje sobie w moim mieście obywatel X. Ot taki zwykły, przeciętny, człowiek chodzący do pracy od poniedziałku do piątku, mający żonę, dwójkę dzieci, mieszkanie w bloku i dziesięcioletni samochód. W życiu nie popełnił przestępstwa, nie był o takowe podejrzewany ani karany inaczej niż mandatem za niewielkie przekroczenie prędkości.

Obywatel ów bardzo zdziwił się, gdy dostał pewnego dnia, w 2009 roku, wezwanie do prokuratury. Zdziwienie okazało się tym większe, gdy okazało się że prokuratura w Gdyni działając na zlecenia prokuratury w Opolu, przedstawia mu zarzut popełnienia oszustwa. Przy tej okazji miał możliwość zapoznania się z aktami sprawy.

Co się okazało? Otóż w naszym mieście przynajmniej jakiś czas wcześniej mieszkał obywatel Y. Z obywatelem X łączyła go: przypadkowa zbieżność pierwszego imienia i nazwiska oraz zamieszkiwanie w Gdyni. Różnice obejmowały: drugie imię, imię ojca, adres zamieszkania, numer PESEL. Nie byli nawet spokrewnieni. Obywatel Y najprawdopodobniej postanowił popełnić oszustwo sprzedając na Allegro kilka drobnych przedmiotów (wartych po kilkadziesiąt złotych). Kazał płacić sobie za nie z góry przelewem, a następnie nie wysyłał ich nabywcom. W chwili popełniania tego czynu miał niespełna 20 lat, można więc to zakwalifikować jako przejaw młodzieńczej głupoty. Geniuszem zbrodni nie był tym bardziej, że wprawdzie na Allegro jako swój podał adres w innym mieście przy nieistniejącej ulicy, ale przecież podał prawidłowy numer swojego konta. Łączna wartość fikcyjnie sprzedanych przedmiotów nie przekroczyła 200 złotych.

Co uczyniła w sprawie prokuratura z Opola? Pierwszym, oczywistym, ruchem było pozyskanie z banku danych właściciela konta, na które dokonywano przelewów. Mając następnie pełne dane właściciela konta prokurator wyciągnął z bazy PESEL WSZYSTKICH pełnoletnich mieszkających w Polsce mężczyzn o tym imieniu i nazwisku a następnie zlecił policji odbycie z nimi rozmów rozpoznawczych. W aktach sprawy znajduje się kilkadziesiąt notatek z takich rozmów odbytych przez dzielnicowych w całej Polsce. Jedna z nich dotyczy rozmowy z właścicielem konta, obywatelem Y, który stwierdził że nie wie o co chodzi i na tym jego udział w sprawie do roku 2009 (a więc przez sześć lat od popełnienia czynu) się zakończył.

Uwagę organów ścigania przykuł natomiast obywatel X. Dlaczego? Otóż dzielnicowy zapukał dwukrotnie do drzwi jego mieszkania, akurat pechowo w momencie gdy na kilka miesięcy wyjechał z kraju. Jak zanotował funkcjonariusz, sąsiad powiedział, że w mieszkaniu nikt nie mieszka.

W następnym ruchu policja poszła do mieszkania rodziców obywatela X, a konkretnie przyszła tam o 6 rano w Wigilię. Obudzona o tej porze matka obywatela X spytała krótko policjantów o co im chodzi. Ci odpowiedzieli, że nie mogą powiedzieć o co i nie mają żadnego nakazu, ale chcieliby się spytać czy zastali obywatela X i czy mogą wejść. Matka odpowiedziała że obywatel X już tu nie mieszka, podała jego adres (ten, pod którym wcześniej był dzielnicowy) i że niby dlaczego mają jej bez powodu chodzić po mieszkaniu o 6 rano, po czym zamknęła drzwi… i o całej sprawie zapomniała. Że takie najście w ogóle miało miejsce obywatel X dowiedział się, gdy opowiadał rodzinie o swoim wezwaniu na prokuraturę.

Najwyraźniej w mózgu funkcjonariuszy organów ścigania w tym momencie zapaliła się lampka: AHA, UKRYWA SIĘ WIĘC WINNY. Na podstawie przypadkowej zbieżności imienia, nazwiska i miasta zamieszkania z obywatelem Y, oraz faktu że policja nie może sobie poradzić z nawiązaniem kontaktu, prokurator zarządził poszukiwania obywatela X (nadal ignorując obywatela Y, właściciela konta na które wpływały pieniądze). Niestety w postanowieniu o zarządzeniu poszukiwań obywatela X przestawił dwie cyfry jego numeru PESEL co spowodowało, że obywatel X stał się prawdziwym Fantomasem. W aktach sprawy znalazły się kolejne kwity pokazujące, iż obywatel zniknął z bazy PESEL, nie figuruje w rejestrze skazanych ani osadzonych, nie zna takiego obywatela ZUS ani Urząd Skarbowy itp. Obywatel X w tym czasie wrócił już z wyjazdu i spokojnie sobie mieszkał tam gdzie poprzednio (policja już ani razu nie próbowała go odwiedzić pod tym adresem). Po dwóch latach się przeprowadził, natomiast po trzech latach prokuratura odnowiła zarządzenie poszukiwań, tym razem nie myląc PESELu. Z bazy wyskoczył nowy adres, pod adres przyszedł dzielnicowy sprawdzając czy obywatel X tam mieszka (obecna wówczas w mieszkaniu żona potwierdziła). Uradowany prokurator otrzymawszy notatkę, że obywatel X się znalazł POSTAWIŁ MU ZARZUTY (nie mając dosłownie żadnego dowodu wskazującego obywatela X natomiast nadal mając w aktach kwit z banku wskazujący jak byk obywatela Y – najwyraźniej w głowie prokuratora nie zmieścił się ani cień podejrzenia, że w ćwierćmilionowym mieście może mieszkać dwóch ludzi mających to samo pierwsze imię i nazwisko i nie zaprzątał sobie głowy sprawdzaniem innych danych).

Stawiwszy się w prokuraturze obywatel X zapoznał się z postawionymi mu zarzutami i przeglądając przez kilka godzin (grube na tym etapie) akta sprawy w wielostronicowym piśmie wypunktował wszystkie błędy w prowadzonym postępowaniu (niniejszy tekst do tego momentu to w istocie bardzo skrócony ekstrakt tego pisma).

Po kilku miesiącach obywatel X otrzymał pismo, w którym bohaterska prokuratura z Opola napisała, iż w toku czynności ustaliła, że właścicielem konta jest jednak obywatel Y, a nie obywatel X. W związku z tym brak przesłanek by podejrzewać obywatela X, więc umarza postępowanie w części go dotyczącej.

Pomyślałby ktoś, że na tym kończy się udział obywatela X w sprawie, z którą nie miał nic wspólnego poza noszeniem tego samego imienia i nazwiska co sprawca? Nic bardziej mylnego. Właśnie w prezencie na ostatnie święta Bożego Narodzenia obywatel X otrzymał list polecony z wezwaniem do stawienia się na rozprawie w sądzie w Opolu w roli OSKARŻONEGO. W tym momencie osiągnął stan desperacji, w którym poprosił mnie o pomoc. Poradziłem napisać skargę na to wezwanie z kopią do przewodniczącego wydziału i prezesa sądu w którym toczy się sprawa. Na wszelki wypadek po paru dniach zadzwonił do sądu, żeby upewnić się, że skarga doszła. Skarga doszła i jak wyjaśniła mu sekretarka sądowa po prostu oskarżony tym razem prawidłowo w tej sprawie obywatel Y (brawa dla prokuratury) nie odbierał wezwań, więc sędzia poleciła sekretarce „wysłać mu wezwanie na wszystkie możliwe adresy”. Sekretarka spisała z akt sprawy „wszystkie możliwe adresy”, w tym adres obywatela X i wysłała mu wezwanie.

Obywatel X może tylko mieć nadzieję że tym razem to już naprawdę zakończy jego udział w sprawie. Poradziłem mu aby, gdyby kiedykolwiek zorientował się, że krąży plotka, że jest oszustem, był podejrzewany czy oskarżany w jakiejś sprawie, wystartował z pozwem o naruszenie dóbr osobistych wobec osób podpisanych pod kierowanymi do niego wezwaniami. Powinien też rozważyć złożenie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego.

Podsumowując:

  1. Bogu ducha winny obywatel jest nękany przez organa ścigania bez żadnej podstawy (chyba że za podstawę należy uznać prawo funkcjonariuszy do czytania akt bez zrozumienia). Jest narażony na utratę dobrego imienia, a gdyby popełnił jakiś drobny błąd (na przykład zignorował wezwanie w sprawie ewidentnie go nie dotyczącej) to mógłby mieć większe nieprzyjemności (np. zatrzymanie w miejscu pracy i podróż w kajdankach na drugi koniec Polski).
  2. Rzeczywisty sprawca drobnego i banalnego w rozpoznaniu przestępstwa przez 11 lat nie poniósł i pewnie nie poniesie już odpowiedzialności.
  3. Państwo wydało na prowadzenie całej sprawy kwoty z pewnością kilkadziesiąt razy większe od wartości przedmiotu przestępstwa.

Tu powinna być błyskotliwa puenta, ale trudno pisać z opadniętymi rękami.

(na prośbę bohatera dla zachowania anonimowości zmieniłem niektóre szczegóły sprawy, w tym przede wszystkim miasto w którym mieści się prokuratura i sąd, które pracują tak, że aż nie mogę napisać jak, żeby samemu nie odpowiadać za lżenie funkcjonariuszy)

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook