Jedynie prawda jest ciekawa

O zwyrodnialcu, który ugotował w samochodzie własne dziecko

13.06.2014

Tytuł oczywiście prowokacyjny, ale mniej więcej oddaje ton medialnych relacji o tragicznym zdarzeniu z Rybnika. Ojciec zapomniał na osiem godzin o dziecku zamkniętym w stojącym na słońcu samochodzie, które w wyniku tego zmarło.

Cóż za lekkomyślność, nieodpowiedzialność, powinni takiego powiesić dla przykładu – to już nie z mediów tylko z rozmów zasłyszanych w kolejce w sklepie czy na przystanku autobusowym. No cóż, w takim razie powinni powiesić i mnie i pewnie z kilka milionów Polaków. 

Jeżeli bowiem sytuacja wyglądała tak, jak ją opisały media (niestety ostatnio zawsze trzeba poczynić takie zastrzeżenie, bo mogła i wyglądać zupełnie inaczej) – to jestem w stanie doskonale ją zrozumieć.

Krótkie wytłumaczenie dlaczego. Wśród znajomych uchodzę raczej za człowieka inteligentnego i z dobrą pamięcią. I pochlebiam sobie, że faktycznie tak jest. W pracy zawodowej czy społecznej potrafię czasem wpadać na pomysły, na które inni nie wpadają. Potrafię wykonywać w godzinę zadania wymagające kojarzenia różnych faktów czy danych, rozumienia schematów, systemów, prawidłowości, gdy innym takie same zadania zajmują cały dzień albo są niewykonalne. Występując na sesji rady miasta potrafię, na żywo, w toku dyskusji, zacytować dość wiernie z pamięci co mój interlokutor mówił na dany temat np. dwa lata temu. Albo poprawnie przywołać jedną z dziesiątek pozycji budżetu miasta. Na studiach jednokrotne przeczytanie z uwagą podręcznika zajmowało mi cztery czy pięć godzin i dawało dużą szansę zdania egzaminu. Przeczytanie z podkreśleniem rzeczy istotnych i następnie ponowne przeczytanie tych podkreślonych – to był już właściwie pewny sukces. Zupełnie bezwiednie uczę się na pamięć całych, albo co najmniej obszernych fragmentów, tekstów piosenek aktualnie puszczanych w radio. 

Nie piszę tego co powyżej żeby jakoś specjalnie się chwalić, tylko żeby uprawdopodobnić tezę, że nie jestem osobą opóźnioną umysłowo, mającą jakiś gorszy od przeciętnej mózg, a zwłaszcza pamięć itp. A jednak…

… a jednak niemal codziennie muszę się żonie tłumaczyć dlaczego zapomniałem zrobić zakupów, dlaczego muszę gdzieś się wracać po zostawiony portfel, dlaczego do kogoś tam nie zadzwoniłem a miałem zadzwonić. Może jak to przeczyta, to wreszcie mi uwierzy – kochanie to nie dlatego, że te zadania lekceważę. Ja bardzo staram się o nich pamiętać i nic, krew w piach, nie pamiętam. Za to jakbyś chciała żebym wyrecytował z pamięci „Redutę Ordona”, której się musiałem nauczyć w czwartej czy piątej klasie podstawówki – to proszę bardzo.

Po prostu to są różne rodzaje pamięci i jedną mam a jednej (przy okazji tego głośnego przypadku się nauczyłem mądrego słowa – pamięci prospektywnej) nie mam. Co więcej ta skądinąd bystrość i dobra pamięć innego rodzaju u mnie wprost wpływa na upośledzenie owej pamięci prospektywnej. Bo ja często zapamiętam jakiś tekst albo dane albo znajdę rozwiązanie problemu, bo się na tym skupiam całkowicie. Niestety również na innych sprawach potrafię się całkowicie skupić zupełnie bez udziału swojej woli. Wówczas wszystkie funkcje życiowe poza myśleniem o owym problemie idą na nieświadomym autopilocie.

Kilka przykładów z życia wziętych: 

Kiedyś z takiego zamyślenia podczas powrotu z domu do pracy np. na temat konstrukcji projektu uchwały o budżecie obywatelskim, lub czegoś w tym stylu, wyrwała mnie niemożność wejścia na klatkę schodową. Po prostu klucz przestał mi pasować do zamka. Dokładnie przepatruję pęk kluczy jeden po drugim – no nie, wszystko wskazuje, że używam właściwego.  Ponownie próbuję – nadal nic. Patrzę czy zamek nie zapchany albo coś – jest w porządku. Trudno, myślę, może się zepsuł albo mi klucz się wyrobił. Wejdę wstukując kod na domofonie. Wstukuję i nic. drugi raz, super uważnie (bo i zdarzało mi się wstukiwać na domofonie PIN do karty, albo na bankomacie kod do domofonu) – ale nadal nic. Wiem że nikogo nie będzie w domu, więc dzwonienie domofonem  nic nie da. Co tu teraz robić, myślę stojąc już dłuższą chwilę jak głupi  pod tymi drzwiami, i  nagle EUREKA, olśnienie. To nie moja klatka, nie mój blok i w ogóle nie moje osiedle. W zamyśleniu wysiadłem z autobusu o kilka przystanków za wcześnie.

Mógłby takie cazusy mnożyć. Kiedyś podobnie „zepsuty” zamek wynikał z tego, że próbowałem wejść do mieszkania, które kilka miesięcy wcześniej sprzedałem i już tam nie mieszkałem. Rzeczą zwyczajną jest dla mnie przejechanie pół miasta prowadząc samochód przepisowo, bezpiecznie i… zupełnie bez udziału świadomości; albo prowadzenie na autopilocie kilkunastominutowej rozmowy, po której pozostaje mi tylko ogólne, niepewne, wrażenie co do płci rozmówcy. 

Kiedyś idąc ulicą myślałem głęboko, pamiętam doskonale, nad zagadnieniem czy PiS powinien bardziej starać się o dorównanie frekwencją i mobilizacją wyborczą na wsi do poziomu z wielkich miast – czy raczej o zdobycie większego poparcia w elektoracie wielkomiejskim. W tym momencie bum, przebłysk świadomości, że przed chwilą minąłem kobietę, która intensywnie się we mnie wpatrywała i jakoś jakby ze mnie podśmiewała. Odwracam się – rzeczona kobieta stoi i patrząc na mnie śmieje się do rozpuku. Myślę, myślę gorączkowo o co tu chodzi i nagle, znów EUREKA – to jest moja mama.

Wreszcie przykład najlepiej pasujący do tego z Rybnika – zazwyczaj do pracy jadę najpierw autobusem linii S do przystanku Chylonia Centrum, gdzie się przesiadam w 197. Ale dziś pojechałem do przystanku Morska-Estakada, gdzie się przesiadłem w 141. Zaraz, zaraz – a może to było wczoraj? A może przedwczoraj? Właściwie to nie jestem pewien, czy to w ogóle było w tym tygodniu.

Jestem przekonany, że podobnie miał ojciec z Rybnika. Tego tragicznego dnia siedział w pracy PAMIĘTAJĄC, że dziś odwiózł córkę do przedszkola. Nie, że raczej czy prawdopodobnie tylko będąc pewnym na 100%. Gdyby miał choć cień wątpliwości poszedłby do samochodu sprawdzić. Ale takiej wątpliwości nie miał, bo przecież pamiętał doskonale co mówiła, jak wysiadała z samochodu, jak siedziała w szatni i ubierała kapcie, jak dawała buzi na do widzenia. Niestety mózg mu spłatał figla i wyświetlał jako dzisiejsze obrazy z wczoraj czy z przedwczoraj. Tu nie miała nic do rzeczy jego dbałość lub niedbałość, lekko lub ciężkomyślność. Pewnie dla ratowania córki wskoczyłby do palącego się budynku, a co dopiero mówić o zejściu do samochodu. Był po prostu całkowicie, absolutnie, bez żadnej wątpliwości pewny, że jej tam nie ma -  tak jak nie było codziennie kilkaset razy wcześniej. 

Staram się ostrożnie prowadzić samochód, ale muszę zakładać, że istnieje jakieś-tam prawdopodobieństwo, że już przy najbliższej podróży nim zginę.  Tak samo muszę powiedzieć, że i ja mógłbym być na miejscu tego ojca. I pewnie znaczna część z czytających te słowa. 

Jeżeli złorzeczyliście w myślach temu ojcu powinniście się wstydzić. Nikt nie ma pretensji do człowieka metr pięćdziesiąt w kapeluszu, że słabo gra w kosza. Coraz bardziej przebija się do powszechnej świadomości, że klinicznej depresji nie uleczy się radą, żeby delikwent „po prostu wziął się w garść”. Być może pora żeby uświadomić sobie, że słaba pamięć prospektywna to cecha psychofizyczna nie wynikająca ze złej woli czy lekkomyślności. Szczególnie, że we współczesnych warunkach życia w ciągłym stresie i stałego atakowania świadomości przez silne bodźce, będzie to przypadłość coraz powszechniejsza. 

To co stało się w Rybniku to był po prostu straszny, tragiczny, losowy wypadek. Z gatunku takich, które już jutro mogą przytrafić się każdemu z nas i tylko dla zachowania psychicznej higieny żyjemy zakładając roboczo, że zdarzają się wyłącznie innym.

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook