Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Nadchodzi rzeź opozycji w miastach

29.08.2014

JOW to żadne remedium na bolączki samorządów.

Zwolennicy jednomandatowych okręgów wyborczych wskazują je jako remedium na zabetonowanie sceny politycznej i dopuszczenie do głosu zwykłych obywateli. Na tej fali wprowadzono JOWy w wyborach do wszystkich rad gmin, w tym większych miast (poza miastami na prawach powiatu). Chciałbym się mylić, ale wszystko wskazuje na to, że z efektem dokładnie odwrotnym od zamierzonego.

W małych gminach mających kilka tysięcy mieszkańców okręgi jednomandatowe są na tyle małe, że możliwe jest osobiste poznanie wszystkich wyborców. Tu więc może decydować przypadek, to że jeden kandydat miło zagaduje i pomaga przystrzyc trawnik a drugi nie odpowiedział na „dzień dobry” i zrobił ostatnio imprezę, która nie dawała spać w nocy.

Inaczej jest w dużych, kilkudziesięciotysięcznych miastach, gdzie do tej pory wybory były proporcjonalne. Jak pokazało dobitnie wiele kolejnych wyborów decyduje szyld, a najczęściej najbardziej atrakcyjnym szyldem jest bezpartyjne ugrupowanie urzędnicze aktualnego burmistrza/prezydenta. Wygrywający wybory, a więc cieszący się większościowym poparciem, prezydent może łatwo przenieść to swoje poparcie na komitet kandydatów do rady miasta. Dlatego już obecnie rzadkością jest prezydent nie mający „swojej” większości w radzie. W proporcjonalnym, kilkumandatowym, okręgu takie ugrupowanie prezydenckie zdobędzie większość, ale jeden czy dwa mandaty przypadną większym listom opozycyjnym. W okręgach jednomandatowych zwycięzca bierze wszystko.

Może się oczywiście zdarzyć jakiś wyjątkowo popularny i zakorzeniony lokalnie radny opozycji. Może jakiś jeden na miasto się przebije w którymś okręgu. Choć niekoniecznie, bo urząd ma narzędzia do rekrutowania silnych kontr-kandydatów – nauczycieli, kierowników przychodni, przewodniczących wspólnot mieszkaniowych, liderów organizacji pozarządowych. Wszyscy oni albo są pracownikami urzędu albo mają z urzędem do załatwienia różne ważne dla nich sprawy. Prezydent ma więc możliwość postarania się, aby ten wyjątkowo dla niego kłopotliwy radny opozycji miał u siebie w okręgu bardzo silną konkurencję.

Efekt? Tam gdzie do tej pory rada miasta liczyła na przykład 24 radnych i 14 było prezydenckich a 10 opozycyjnych przy zachowaniu mniej więcej tych samych nastrojów społecznych zmiana ordynacji zmieni układ sił na 22-2, 23-1 albo i 24-0. Efektem zmiany mającej zwiększyć kontrolę obywateli nad władzą i wpływ mieszkańców na podejmowane decyzje będzie to, że nie będzie innej możliwości zostanie radnym miasta niż absolutne podporządkowanie, hołd lenny, dla prezydenta. Jak taki radny potem będzie prezydenta kontrolował tudzież wspierał mieszkańców w konflikcie z urzędem – to pytanie czysto retoryczne.

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook