Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Nacjonalizacja dzieci

25.10.2013

Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na jeden z aspektów dyskusji wokół przymusu szkolnego dla 6-latków – wiary jego zwolenników w omnipotencję państwa.

Ten, być nie może nie u wszystkich uświadomiony aksjomat, leży u podstawy wielu ostatnich działań z dziedziny polityki społecznej i edukacyjnej. Weźmy chociażby ustawę o przemocy wobec rodziny, znaczy, przepraszam, ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Cała jest napisana na założeniu, że rodzina to środowisko potencjalnie groźne dla dziecka. Rodzina to wiadomo – może być patologia, alkoholizm, przemoc, wykorzystywanie seksualne i tak dalej. Więc zróbmy procedurę, wyślijmy urzędnika, który w tą rodzinę wkroczy, patologie zwalczy, albo najlepiej w ogóle dziecko z tego groźnego środowiska zabierze. 

A przepraszam, a urzędnik to już nie może być alkoholikiem, zboczeńcem, stosować przemoc i tak dalej? No najwyraźniej nie może, najwyraźniej z chwilą, gdy zostaje urzędnikiem ulega dotknięcia boską ręką geniuszu i nabywa odporności na wszelkie występujące w społeczności ludzkiej przypadłości.

Czy w placówkach opiekuńczo-wychowawczych nie dochodzi np. do stosowania przemocy czy wykorzystywania seksualnego. Ano dochodzi, dochodzi, według wszelkich znanych mi statystyk o kilka rzędów wielkości częściej niż w rodzinach. No ale ponieważ to burzy nam ideolo, to lepiej nie patrzmy w tą stronę. Lepiej patrzmy w stronę karygodnych ale jednostkowych przypadków patologii w rodzinach. Małego Jasia bił ojciec, to skandal, trzeba Jasia ojcu zabrać. A że dając urzędnikom prawo do zabierania dzieci po uważaniu doprowadzimy przy okazji do zabrania dziesięciu innych Jasiów z rodzin być może nie idealnych, ale na pewno lepszych dla nich niż pogotowie opiekuńcze – o tym lepiej nie mówić. A już w ogóle lepiej nie mówić o idących już w setki przypadkach zabierania dzieci z rodzin gdzie rodzice nie piją, nie biją i nie molestują tylko po prostu są biedni.

Podobnie w wypadku sześciolatków – rodzice to generalnie dość podejrzane grono. Czyhają tylko by swoim dzieciom podcinać skrzydła, by trzymać je w skrzyniach i w piwnicach. Sześciolatek bystry, dojrzały społecznie, a oni nie, złośliwie go do szkoły nie poślą. A szkoła wspaniała i znacznie lepiej dziecko rozwinie niż rodzina. A więc dla dobra dzieci trzeba te dzieci przymusowo choć na parę godzin z tej rodziny wyrwać rok wcześniej. W szkole dopiero rozwiną skrzydła. Wiadomo – instytucja.

Jestem wolnym człowiekiem i kochającym swoje dzieci rodzicem i flaki mi się przewracają na myśl, że jakiejś biurwie z MENu wydaje się, że wie lepiej ode mnie co jest dobre dla moich dzieci. Co gorsza – ma możliwość te swoje pomysły wprowadzać w życie pod ochroną państwowego aparatu przymusu. I, tak właściwie, to co możemy im zrobić, jak akurat rządząca większość zainwestowała politycznie w popieranie ich pomysłów i teraz dla zachowania twarzy nie może się wycofać?

Huxley miał więcej racji niż Orwell. Totalitaryzm przyszłości będzie przyjemny, uśmiechnięty i wprowadzany dla naszego dobra, a już szczególnie dla dobra dzieci. 

Marcin Horała

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook