Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Mężczyzna po zakonnych przejściach

15.01.2013

Mechanizm wtórnej racjonalizacji to potężne narzędzie utrzymywania nas w dobrym mniemaniu o sobie. Pozwala zachowaniom, u których podstaw leżały nasze przywary, dawać lepsze uzasadnienie.

Nie jestem leniwy, tylko zupełnie bez sensu jest myć okno, które i tak wkrótce będzie znów brudne. Nie jestem nieśmiały, tylko po co mam pytać się o drogę jak mogę sam ją znaleźć na mapie. Nie jestem awanturnikiem, tylko temu chamowi ktoś wreszcie musiał uświadomić, jak się zachowuje, i tak dalej i tak dalej.

Potrzeba pozytywnego postrzegania siebie we własnych oczach to potrzeba potężna i wszechogarniająca. Na największe manowce prowadzi – paradoksalnie – ludzi na wysokim poziomie intelektualnym. Prostaczkowie, których mowa jest ”tak, tak – nie, nie”, nie mają dość umiejętności czarowania słowem, by zaczarować podłość, słabość, wady w sposób przekonujący siebie i innych. Intelektualista nie będzie miał z tym problemu. Wszyscy znani z ostatnich wieków zbrodniczy tyrani mieli na swoje usługi intelektualistów. Pięknie i z przekonaniem uzasadniali oni, że zbrodnie są dobrodziejstwem, albo co najmniej kosztem ubocznym na drodze do świetlanej przyszłości. A mówimy tu o mordowaniu, głodzeniu i torturowaniu setek tysięcy, albo i milionów, ludzi. Cóż więc za problem dla intelektualisty zracjonalizować jakąś zwykłą życiową słabość czy potknięcie?

Czemu o tym piszę? Ano do refleksji skłonił mnie przypadek byłego już dominikanina o. Jacka Krzysztofowicza, który postanowił zrzucić habit. Jak zawsze w tego rodzaju przypadkach sprawa jest głośno i afirmatywnie komentowana przez media.

Zasadniczo mnie, w ogóle komukolwiek, nic do tego. To sprawa między byłym ojcem Jackiem a jego przełożonymi; a przede wszystkich między ojcem Jackiem a Bogiem. Niestety o swoim kroku były zakonnik postanowił opowiedzieć publicznie nie wychodząc przy tym z roli kaznodziei-intelektualisty. Skoro uznał za stosowne swoje refleksje o odejściu z zakonu rozpowszechnić, to tym samym sam zrezygnował z ochrony prywatności swojej decyzji. To już nie jest decyzja pana Jacka Krzysztofowicza, osoby, w której prywatne sprawy nie powinniśmy się mieszać. To decyzja publicysty, komentatora czy filozofa, który dzieli się z nami swoją filozofią prowadzącą do wzmiankowanej decyzji. A z tezami publicysta czy filozofa można podejmować dyskusję.

W wystąpieniu owym decyzja o porzuceniu kapłaństwa, o złamaniu ślubów, to nie jest dramat osoby słabej, która podjęła zobowiązania ponad swoje siły, albo pomyliła się w rozpoznaniu życiowego powołania. Nie, ta decyzja to nieomalże spełnianie Bożego planu zbawienia, Bożej woli. Można odnieść wrażenie że pozostając kapłanem ojciec/pan Jacek w swoim mniemaniu sprzeciwiłby się Bogu. Bo przecież „Bóg, którego w pewnym momencie swojego życia odkryłem i poznałem […] stoi po stronie miłości, życia, po stronie poszukiwania. Bóg, w którego wierzyłem i wierzę, jest Bogiem, który stoi po stronie ludzi, takimi, jakimi są, a nie po stronie abstrakcyjnych zasad, ciężarów, które ktoś nam każe dźwigać, a które są ponad nasze siły” i dalej:  „Wierzę w Boga dorosłości. W Boga, który nie jest ani opiekunem, ani kimś, komu musimy być posłuszni, komu musimy służyć.”, wreszcie na zakończenie „Chce wam życzyć szczęścia. I chce wam życzyć odwagi w jego poszukiwaniu. Bo branie jest czasem trudniejsze niż dawanie […]”.

Żaden ze mnie teolog a i na moralistę się nie nadaję. Ja tu jednak rozmawiam nie jak wierny z pasterzem tylko jak intelektualista z intelektualistą. Otóż, kolego publicysto, już nieomalże mnie kolega swoim felietonem przekonał. Tylko niestety uzmysłowiłem sobie, że idealnie pasuje on i do innych przypadków heroicznej odwagi brania i bycia człowiekiem jakim się jest, odrzucającym abstrakcyjne zasady i ciężary. Ta filozofia świetnie tłumaczy licznych bezimiennych bohaterów: dzieci kradnących ze sklepu lizaki, żołnierza dezerterującego z pola bitwy, męża zostawiającego żonę i dzieci dla nowej kochanki i tym podobne. Oni wszyscy też mają odwagę brania tego, na co mają ochotę, wybierają miłość (przede wszystkim – do siebie), są ludźmi jakimi są, i nie krępują się abstrakcyjnymi zasadami i ciężarami jak różne tam przysięgi i zobowiązania. Bóg, któremu przecież nie trzeba być posłusznym, już wcisnął lajka na Fejsie.

Osobiście jednak bardziej pociąga mnie intelektualnie odwaga dawania (czasem całego siebie, całego swojego życia) a nie brania. Heroizm przyjmowania obowiązków i dochowywania wierności zasadom. Mężowie dochowujący wierności żonom (i żony – mężom), żołnierze trwający na ich Westerplatte, dzieci wrzucające do skarbonki pieniążk,i za które mogłyby kupić cukierki, malutki hobbit przyjmujący brzemię pierścienia i ci co polegli pod Termopilami wierni Sparcie i jej prawom (publicysta Krzysztofowicz napisałby: „abstrakcyjnym zasadom i ciężarom”).

Jeszcze raz podkreślam, żebyśmy się dobrze rozumieli: nie sadzę się na jakiegoś wielkiego bohatera. Sam kryzys wieku średniego mam jeszcze przed sobą i życie pokaże jakie głupoty nawywijam, jak mi się hormony na mózg rzucą. Mam wiele zrozumienia dla prywatnego problemu pana Jacka, ja tylko dyskutuję z dostępnym w domenie publicznej felietonem kolegi-publicysty Krzysztofowicza.

Bo (zerwę na koniec z intelektualnym sznytem i napisze prosto po chłopsku) mam nadzieję, że jakbym na widok wojsk Kserksesa obsrał sobie nogawki i spod Termopili uciekł – to bym przynajmniej potem nie konstruował wywodów sugerujących, że Bóg mnie popiera i właściwie to dopiero był akt odwagi i bohaterstwa.

Marcin Horała

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook