Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Małe Ukrainy

28.02.2014

Wszyscy emocjonujemy się wydarzeniami na Ukrainie, co nie dziwi. Dochodzą do nas kolejne groteskowe informacje i zdjęcia obrazujące poziom zepsucia tamtejszej władzy.

Jeżeli jednak ktoś chciałby przez to poczuć się lepiej, że u nas to niemożliwe, to polecam chwilę zastanowienia. Być może sami żyjemy, lub za miedzą mamy małą Ukrainę z kieszonkowym Janukowyczem na czele.

Oczywiście są różnice skali i uprawnień – lokalni Janukowycze raczej nie wydadzą straży miejskiej rozkazu strzelania do demonstrantów. Inna sprawa, że i demonstrantów chętnych do protestu nie ma. Niekiedy te patologie Polski lokalnej przedostaną się do ogólnopolskich mediów. Wszyscy w miarę znamy historię Wałbrzycha z dobrze zorganizowanym systemem wygrywania wyborów lokalnych poprzez kupowanie głosów za alkohol. Albo wieloletnie udzielne panowanie senatora Stokłosy, który w swojej okolicy był nieomal panem życia i śmierci okolicznej ludności i nie musiał się zbytnio kłopotać np. teoretycznie obowiązującym prawem. Czy to tylko nieliczne wyjątki czy wierzchołek góry lodowej?

Tego oczywiście nie wiemy. Ale raczej dziwnym by było, gdyby splot takich samych warunków miałby generować diametralnie różne efekty.

Wyobraźmy sobie małe miasteczko, takie mające powiedzmy 15 czy 20 tys. mieszkańców. Strukturalne bezrobocie ponad 25%. Rynek pracy praktycznie nie istnieje – to praca na czarno lub na umowy śmieciowe za najniższą stawkę w roli ekspedientki, stróża, robotnika na budowie itp. W tej sytuacji burmistrz jest dysponentem nie tylko znacznej części, ale właściwie całości normalnych miejsc pracy leżących w zasięgu zwykłego człowieka. W takim otoczeniu praca na umowę o pracę na czas nieokreślony, ze składkami, prawem do urlopu a może nawet trzynastką – to jak schwycić Pana Boga na nogi. Tak, posada młodszego referenta w urzędzie, sprzątaczki w szkole czy nawet pracownika oczyszczania miasta, to w tych warunkach możliwość przetrwania całej rodziny.

A jak w takich warunkach młodzi mają się usamodzielniać, wyprowadzać od rodziców itp. Skąd mieliby mieć zdolność kredytową? Jedyną możliwością dostępną opcją jest otrzymanie mieszkania komunalnego, a nad rozdawaniem tychże czuwa oczywiście nas burmistrz.

Chcesz prowadzić interes? Musisz wynająć lokal na rynku, należący do miasta. Znajdziesz jakiś prywatny – jak nie chcesz żeby straż miejska urządziła stały posterunek zakładania blokad na parkingu pod twoim sklepem, jak chcesz dostać uzgodnienie na przebudowę lokalu, nie chcesz mieć co drugi dzień kontroli sanepidu albo PiP – lepiej dobrze żyj z burmistrzem.

Bo kto z burmistrzem żyje dobrze, ten w ogóle żyje dobrze. Na przykład pan Mietek, właściciel kablówki i lokalnej gazety. Ma wyłączność na telewizję kablową w blokach komunalnych, a w jego gazetce notorycznie wykupują reklamy miejskie spółki i urząd miasta. No i wykupuje reklamy też pan Zdzisiek, właściciel firmy budowlanej. Wygrywa on zdecydowaną większość przetargów na roboty budowlane w mieście, zawsze przebija inne oferty lub jako jedyny spełnia warunki przetargu. Tajemnicą poliszynela jest że na budowie wszyscy pracują na czarno za minimalne stawki. Jak taki jeden złośliwie złożył donos to kontrola wykazała, że wszystkie papiery są w porządku. Był kiedyś taki jeden młody co kładł ludziom kafelki po domach i zachciało mu się rozwinąć biznes. Nawet wygrał jeden przetarg na remont chodnika, no nie dało się inaczej. Teraz już biznesu nie rozwija, zbyt zajęty trwającym od czterech lat postępowaniem skarbówki.

Burmistrz oczywiście kolejne wybory wygrywa w cuglach. Co i nie dziwi – przecież wszyscy ludzie na poziomie są zgodni, że świetnie rządzi.

Był kiedyś w mieście taki oszołom co robił gazetkę szkalującą burmistrza. Że niby jakieś przekręty, łapówki, ustawianie przetargów. Brukowiec ten zbankrutował, nikt się tam nie chciał ogłaszać. Jeden sklep co się ogłaszał dostał wymówienie lokalu. W restauracji co też się ogłaszała, ktoś regularnie wybijał witrynę. Policja sprawców nie mogła wykryć. Od czasu gdy właściciel restauracji zmądrzał i przestał się ogłaszać, witryna nie ma nawet zadrapań.

Był jeszcze taki jeden radny, oszołom, wszystkiego się czepiał. Na emeryturze więc mogli mu skoczyć. Do tego cham bez serca, bo go nie przejęło że syn przez niego poszedł na bezrobocie i musiał wyjechać do Anglii. Raz jak wracał wieczorem do domu pobili go w bramie nieznanie sprawcy. Chuligański wybryk, jak orzekła policja. Aluzję zrozumiał i się wreszcie uspokoił.

Za miasteczkiem jest urocza polana w lesie, zabudowana willami. Właściwie to w takim miejscu nie powinno się budować, no ale co to za problem zmienić miejscowy plan zagospodarowania. Trochę kosztowało podciągnięcie tam wszystkich mediów, budowa drogi – na szczęście są fundusze unijne na rozwój infrastruktury. Na osiedlu tym swoje domy pobudowali i pan Mietek od kablówki, i pan Zdzisiek od firmy budowlanej. Żona komendanta policji wyprowadza pieska pozdrawiając pielącą ogródek żonę właściciela restauracji (który już całkiem zmądrzał). Dyrektor szkoły z dyrektorem oddziału sanepidu chodzą na grilla do naczelnika skarbówki. A w najlepszym miejscu pyszni się wybudowana w stylu późnego rokokoko willa burmistrza. Jest wszystko co trzeba: ganek z kolumnami, basen, sadzawka, garaż z podjazdem. Przejście z podjazdu na ganek upiększa szpaler gipsowych Wenus z Milo.

Więc gdy znów będziecie się śmiać z tego galeona i złotego kibla Janukowycza pomyślcie, czy nie z samych siebie się śmiejecie.


Marcin Horała

Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebook!

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook