Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Lokalna oligarchia nie lubi kontroli

18.05.2012

Widać więc już, iż jeżeli ustawa prezydencka ujrzy ostatecznie światło dzienne to będzie jakimś potworkiem, którego realne cele będą często dokładnie odwrotne od tych wskazanych w tytule.

Sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Olgierd Dziekoński zapowiedział, iż za około dwa miesiące ma wreszcie trafić do Sejmu prezydencki projekt ustawy o wzmocnieniu udziału w działaniach samorządu terytorialnego oraz o współdziałaniu gmin, powiatów i województw. Z nowej wersji ustawy ma m. in. zniknąć instytucja zapytania obywatelskiego.

Nie budzi to najmniejszego zdziwienia i pozostaje zgodne z logiką zarówno samej ustawy jak i dotychczasowej historii prac nad jej projektem.

Lektura dotychczas prezentowanego tekstu rodzi wrażenie chaosu i niespójności. Prace wydają się przedłużać w nieskończoność. Niedługo będziemy w latach liczyć prace nad projektem, który jeszcze nawet nie trafił pod obrady Sejmu i nie dotyczy materii jakoś szczególnie skomplikowanej (porównajmy to chociażby z trybem prac nad zmianami w systemie emerytalnym).

Źródłem bólu z jakim rodzi się ustawa – jak i jej niespójności – może być rozbieżność, wręcz odwrotność interesów i intencji stron nad nią pracujących. Tytuł pozwala podejrzewać, iż u na początku była chęć faktycznego zwiększenia wpływu obywateli na samorząd. Po czym zaczęły się konsultacje ze „środowiskami samorządowymi”. Tak naprawdę jednak siłą rzeczy były to konsultacje z jednym, bardzo specyficznym środowiskiem.

Tak się bowiem składa, że z trzech głównych aktorów na scenie samorządowej jeden śpi a drugi jest zakneblowanym i związany. Siła rzeczy to co słyszymy dobiega tylko z ust trzeciego aktora.

Aktorem śpiącym są obywatele, społeczeństwo nie zorientowane i nie zainteresowane lokalnym samorządem (zainteresowanie to jest zazwyczaj o kilka rzędów wielkości mniejsze od – i tak płytkiego i emocjonalnego – zainteresowania sprawami publicznymi na poziomie krajowym). Organizacje pozarządowe również są bardzo słabe a do tego dominuje wśród nich typ organizacji tematyczno-charytatywnych nastawionych na wykonywanie konkretnych działań najczęściej o charakterze pomocowym i najczęściej w większości finansowanych przez przyznawane w grantach środki publiczne. Organizacji silnych, samodzielnych i zainteresowanych całokształtem polityki samorządowej w danej wspólnocie lokalnej jest jak na lekarstwo.

Aktorem zakneblowanym i związanym są samorządowe władze uchwałodawcze. W obecnej konstrukcji władz samorządowych pozostają one – szczególnie na szczeblu gminy i miasta na prawach powiatu – praktycznie ubezwłasnowolnione. Ich pozycja, narzędzia polityczne jakie mają w ręku, są tak słabe, iż dla większości radnych najbardziej racjonalną strategią politycznego sukcesu jest pokorne zabieganie o łaskę u władzy wykonawczej. Już chociażby sam prozaiczny fakt iż nie ma na żadnym szczeblu radnych zawodowych powoduje, iż aby wziąć udział w jakichś konsultacjach w Warszawie radni musieliby wykorzystywać urlopy wypoczynkowej w swojej pracy zawodowej – lub konsultacje musiałby się odbywać w weekendy. Nie istnieje również żadna ogólnopolska organizacja radnych mogąca być wyrazicielem ich interesów w procesie kształtowania ustawy.

Na placu boju pozostają więc samotnie przedstawiciele interesów lokalnej władzy wykonawczej i stojącej za nią lokalnej kasty mandaryńskiej, samorządowej biurokracji. Oni mają czas i środki na konsultacje – wykonają je w ramach nieźle płatnej pracy i pewnie nawet koszt dojazdu do Warszawy rozliczą sobie jako delegację. Lub wyślą – znów w ramach obowiązków służbowych – podległych sobie pracowników. Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci są zorganizowani i świadomi swoich interesów. Dysponują budżetami, również PRowskimi, aby o interesy owe zabiegać.

Dlatego „głos środowisk samorządowych” w istocie jest głosem lokalnych oligarchii skupionych wokół władzy wykonawczej. I dlatego w ustawie w jej dotychczasowym kształcie aż roi się od różnych „kwiatków” realnie rozmontowujących rzekomo przyznawane obywatelom uprawnienia (przykład pierwszy z brzegu – absurdalnie wysokie wymogi wobec obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej) czy nawet zapisów bezpośrednio obsługujących partykularny interes konkretnych, wręcz możliwych do wymienienia z nazwiska, lokalnych polityków (jak zniesienie zakazu łączenia funkcji wykonawczych w samorządzie z mandatem senatorskim – jak rozumiem oznacza to że zdaniem projektodawcy wypełnianie obowiązków radnego bardziej absorbuje od obowiązków prezydenta miasta, skoro łączenie mandatu radnego z senatorskim byłoby nadal zabronione).

Widać więc już, iż jeżeli ustawa prezydencka ujrzy ostatecznie światło dzienne to będzie jakimś potworkiem, którego realne cele będą często dokładnie odwrotne od tych wskazanych w tytule. Chyba lepiej byłoby spuścić na nią zasłonę milczenia i napisać nowy, prosty, projekt dający obywatelom i ich przedstawicielom realną możliwość kontrolowania samorządowej władzy wykonawczej oraz lokalnej biurokracji. Ustawę zwiększającą zawartość samorządności w samorządach Nie trudno przewidzieć, że ustawa taka przywitana by została głosem sprzeciwu przez „środowiska samorządowe”.

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook