Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kulturkampf naszych czasów

04.10.2013

W naszej modernizacji kserokopiarki wykonaliśmy w ostatnim czasie kolejny, niestety, krok – kopiując z Zachodu nagonkę na księży-pedofilów.

Oczywiście pedofilia jest czynem wyjątkowo obrzydliwy, budzącym naturalną odrazę i oburzenie w każdym normalnym człowieku. Trudno o bardziej godny potępienia proceder. Czy więc można się dziwić, że media tak obficie relacjonują falę pedofilii w polskim Kościele?

Zaraz, zaraz, chwila, jaką falę? Widział ktoś rzetelną statystykę tego rodzaju zdarzeń wskazującą, iż w ostatnim czasie się nasiliły? A skądże, tak naprawdę mamy do czynienia z 2-3 przypadkami (częściowo wątpliwymi, a co najmniej nie udowodnionymi) które wrzucone w jednej sekwencji i ogrywane na sto jeden sposobów mają wyglądać na „falę”. Dlaczego w ogóle mówimy o „problemie pedofilii wśród księży” albo jeszcze szerzej „w Kościele”? Czy w całym kraju nie znalazłoby się 2-3 pedofili policjantów, wędkarzy lub dziennikarzy? A oczywiście, że by się znalazło. A jakoś nie mówimy o „pedofilii w polskiej policji”, „pedofilii wędkarskiej” czy też „pedofilii w polskich mediach”.

Idźmy dalej – nikt nie przedstawił badań wskazujących, że przypadłość ta występuje w stanie duchownym jakość znacząco statystycznie częściej niż w reszcie społeczeństwa. Wszystkie natomiast statystyki wskazują, że od jednej trzeciej do połowy czynów pedofilskich to czyny homoseksualne. Trwa spór ile właściwie w społeczeństwie jest homoseksualistów czy osób o takich skłonnościach – ale na pewno nie połowa ani nie jedna trzecia. A więc pozytywna korelacja między tymi okolicznościami występuje – a te liczne artykuły, programy i wystąpienia o problemie pedofilii wśród gejów jakoś mi dziwnie umknęły. Jeżeli miałby się spełnić koszmar każdego rodzica - że jego dziecko padnie ofiarą pedofila – to szansa, że ów zwyrodnialec będzie gejem jest kilkaset razy większa, niż że będzie księdzem. A w mediach cisza. Nie trudno z kolej przewidzieć jazgot anty-dyskryminacyjny, który by się w nich podniósł, gdyby Kościół aktywniej tropił i eliminował ze stanu duchownego osoby o skłonnościach homoseksualnych (a co byłoby wobec wspomnianej korelacji najskuteczniejszą prewencją przeciw pedofilii).

Oczywiście w starciu z koncernami medialnymi Kościół ma szanse mniej więcej takie jak zwykły facet na wygranie ulicznej bójki z Andrzejem Gołotą. Oczywiście popełnia kardynalne błędy wizerunkowe. Co i nie dziwi, bo jest instytucją specjalizującą w zgoła czym innym, nie w kryzysowym zarządzaniu wizerunkiem w świecie współczesnych mediów. Nie można też zamykać oczu na fakt, iż czasami fałszywa troska o dobre imię instytucji, tudzież chora solidarność korporacyjna prowadziły, w zetknięciu z problemem pedofilii, do zachowania nie dającego w żaden sposób się obronić. Zauważając to i pamiętając o tym nie możemy jednak zapominać o istocie medialnej nagonki.

A jest nią próba trwałego wtłoczenia do mózgu ludzi skojarzenia ksiądz (zwłaszcza katolicki) = pedofil. A co za tym idzie trwałego obrzydzenia instytucji, która stoi kością w gardle światowym „środowiskom postępowym” właściwie już setki lat. Samemu szefowi „środowisk postępowych” to już nawet lat dwa tysiące. W Stanach Zjednoczonych i w Europie Zachodniej w znaczniej mierze wtłoczenie takiego skojarzenia już się udało. Polscy ksero-modernizatorzy ostatnio z zapałem nadrabiają zaległości.

U nas zresztą sprawa ma też i drugie dno. Już ponad 140 lat temu wybitny europejski polityk (a że przy tym wyjątkowy cyniczny sk…syn to wręcz naturalne) Otto von Bismarck zauważył, że nie da się z Polaków zrobić wynarodowionej masy etnicznej tanich wyrobników i podwykonawców, dopóki ich wspólnotę będzie spajać przywiązanie do wiary ojców. Dopóki silny, również w sensie organizacji, Kościół będzie stanowił ideowy kręgosłup i instytucjonalnie wsparcie dla integrowania i aktywizowania narodu.

Koordynatorzy medialnego spektaklu o „księżach-pedofilach” są pojętnymi uczniami Bismarcka (bo wśród wykonawców, jak to zwykle, pełno też nieświadomych pożytecznych idiotów). Ponieważ mądrość etapu nie pozwala jeszcze Polakom walić otwartym tekstem, że mają wyrzec się polskości – pozostaje systematycznie niszczyć jej podstawy godnościowe. To jest jeden ciąg obrzydzania Polakom ich symboli, bohaterów, historii i – w tym wypadku – wiary.  Bezrefleksyjnej, wykorzenionej i wyalienowanej polskojęzycznej masie etnicznej łatwiej będzie wcisnąć różne paciorki i perkaliki, łatwiej będzie zagonić do pracy na taśmie za ćwierć zachodniej stawki i łatwiej będzie wmówić że w jej interesie jest bierne akceptowanie decyzji płynących z centrali (gdzie by ona nie była, byle nie w Warszawie). Z żywym, zintegrowanym narodem dumnym ze swojej tożsamości, świadomym swojej odrębności i siły – byłoby znacznie trudniej.

Dlatego akurat przy tym temacie zakładałbym, że to nie tylko naturalny mechanizm paniki moralnej, że inni szatani też są tu czynni. Taka specyfika tematu, że może i nie tylko w przenośni.

Marcin Horała

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku. 

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook