Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Konwencja w sprawie gotowania żaby

06.02.2015

Czy przemoc wobec kobiet jest w Polsce jakimś szczególnym, palącym problemem który wymaga jakichś nadzwyczajnych działań?

Ktoś naiwny mógłby spytać: a po co właściwie nam konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej? Czyżby bez ratyfikacji konwencji przemoc była w Polsce dozwolona? Oczywiście nic podobnego. Do ścigania i karania przemocy wobec kobiet wystarczą ogólne przepisy np. kodeksu karnego chroniące nietykalność cielesną. Również znęcanie się psychiczne nie jest bynajmniej według polskiego prawa dozwolone.

Co więcej podstawową zaletą owych przepisów jest to, że w przeciwieństwie do konwencji – po prostu zakazują i ścigają akty przemocy bez dwuznacznego dzielenia ich na lepsze i gorsze. Bo wprowadzenia szczególnego trybu ścigania jednych form przemocy – wobec kobiet i domowej – siłą rzeczy implikuje, że inne formy przemocy – np. wobec mężczyzn czy poza domem - są ścigane mniej, a ochrona przeciw nim jest słabsza. Dzielenie przemocy i jej ofiar na lepsze i gorsze, przyznajmy, bardzo słabo mieści się chociażby w paradygmacie powszechnych praw człowieka.

Czy może chodzi o to, że przemoc wobec kobiet jest w Polsce jakimś szczególnym, palącym problemem który wymaga jakichś nadzwyczajnych działań? Też nie, według wszystkich dostępnych statystyk akurat w Polsce problem ten występuje znacznie rzadziej niż średnio w państwach unii, takich aktów przemocy jest mniej, a gdy już do nich dojdzie to są częściej zgłaszane na policję.

Dodajmy do tego jeszcze, że cała konwencja jest koszmarnym bełkotem z punktu widzenia prawniczego. Jest pełna norm niejasnych, życzeniowych, pozostawiających szerokie pole do interpretacji i nadinterpretacji (uczciwie trzeba przyznać – to wada wielu tego typu dokumentów).

Po co więc to wszystko, po co jeść tą żabę? Otóż żaba właśnie stanowi tu odpowiedź, tyle że chodzi nie o jedzenie, tylko o gotowanie.

Jak wiadomo aby ugotować żabę nie można jej od razu wrzucić do garnka z wrzątkiem, bo z niego po prostu wyskoczy. Trzeba ją wrzucić do garnka z wodą ledwo letnią, żaba się ucieszy że pływa w ciepłym, a my w między czasie powoli, stopniowo, będziemy podkręcać kurek. Pojedyncza zmiana będzie na tyle niewielka, że żaba jej nie odczuje lub zignoruje, aż osiągniemy temperaturę wrzenia.

Żabą ową są Polacy a gotującym – środowiska kulturowej lewicy chcące wykorzenić tradycyjne zwyczaje społeczne i wyhodować nowego, lepszego, człowieka. Nawiasem mówiąc naprawdę nie wiem co ci lewacy mają w głowach, że w kolejnych pokoleniach i wersjach usilnie chcą tego nowego człowieka hodować. Pozostaje się cieszyć, gender nie chcą nam wbijać do głów tą metodą co marksizm – kolbami sowieckich karabinów. Aczkolwiek per saldo to wbijanie kolbami okazało się nieskuteczne, a nowe metody na razie skuteczne są.

Gdyby Polaków zaszokować tak na raz, tym jak ma wyglądać ów nowy lepszy człowiek… Jakby spróbować wprowadzić model docelowy z edukacją również-homo-seksualną od przedszkola, z małżeństwami jedno, dwu i trzypłciowymi, z prawem do adopcji dzieci, z zakazem utrwalania przez rodziny stereotypów płciowych (jak np. że jak ktoś ma siusiaka to jest chłopcem a jak nie to dziewczynką) tudzież przesądów religijnych jak np. katolicyzmu. Gdyby tak od razu powiedzieć że Kościół, rodzina, tradycja to samo zło i my to wszystko chcemy po prostu zniszczyć – to taka akcja spotkałaby się z potężną reakcją. Prawdopodobnie reakcją zwycięską lub chociażby ustanowieniem jakiegoś rzeczywistego kompromisu biorącego pod uwagę rozkład postaw społecznych, a więc zdecydowanie bliżej silniejszego liczebnie bieguna konserwatywnego.

Szansa dla środowisk światowego postępu w tym, że biegun konserwatywny choć znacznie liczniejszy, jest jednocześnie znacznie słabiej zorganizowany, nieświadomy i leniwy. Ostatnia rzecz więc, którą należy zrobić to go obudzić i zmobilizować spektakularnym skokiem do lewackiego celu. Nie – jedyną szansą jest podążanie do niego małymi kroczkami.

Zmiany muszą wydawać się niewielkie, nieistotne, takie, na które przeciętny Polak o konserwatywnych poglądach wzruszy ramionami i powie „no nie zgadzam się, ale nie ma co kruszyć kopii” i będzie mógł – w swoim mniemaniu – spokojnie wrócić do grillowania. Próba wprowadzenia ustawy o powszechnej dopuszczalności aborcji wywołałaby ogromną awanturę, mobilizację, i kto wie jakby się skończyła – ale wprowadzenie powszechnej dostępności pigułki częściowo wczesnoporonnej, nawet dla dzieci, które nie mogą legalnie kupić papierosów – a to w sumie nic takiego.

Podobnie z konwencją antyprzemocową gdzie dodatkowo agenda ideologiczna została sprzedana w pakiecie ze zwalczaniem przemocy wobec kobiet. No jakim trzeba być zwyrodnialcem żeby popierać bicie kobiet, prawda? No może tam w konwencji coś jest nie tak, ale najważniejsze żeby chronić kobiety przed biciem, prawda? I tak, tylnymi drzwiami, mamy np. po raz pierwszy w polskim systemie prawnym wprowadzone pojęcie płci społeczno-kulturowej, która ma być czymś różnym od płci normalnej. Mamy ten nieszczęsny art. 12 ust. 1 konwencji w którym Rzeczpospolita Polska zobowiązała się aktywnie działać na rzecz wykorzeniania tradycji i zwyczajów społecznych opartych na stereotypowych rolach płciowych. 

Tak, tak, nie tylko tradycji prowadzących do przemocy wobec kobiet, ją dopuszczających, czy usprawiedliwiających. Nawet nie tylko tradycji opartych na założeniu niższości kobiet, ale nie prowadzących do żadnej przemocy. Nie – wykorzeniane mają być wszystkie tradycje oparte na stereotypowych rolach płciowych. Całowanie kobiet w rękę czy przepuszczanie w drzwiach to też taka tradycja, to że rodzice „narzucają” dzieciom od małego takie stereotypowe role traktując chłopca jak chłopca a dziewczynkę a jak dziewczynkę – też da się podciągnąć. Oczywiście – zagrzmią obrońcy konwencji – to nie o to chodzi, nie takie są intencje, państwo wcale nie będzie teraz zwalczać wychowania różnopłciowego itp.. Oczywiście nie będzie. Teraz. Ale gdy już przyjdzie ten etap ramy prawne będą gotowe.

I będzie to już inne społeczeństwo, m. in. wychowywane w instytucjach oświatowych, sportowych i wszelkich innych możliwych do nie-stereotypowych ról płciowych, jak głosi konwencja. I będą na ową propagandę i inżynierię społeczną dodatkowe środki – też zgodnie z konwencją. Będzie można nieźle pożyć zajmując się zawodowo realizacją grantu na takie cele, czy jako zawodowy kontroler zgodności działań instytucji z konwencją.

I tak kurek znów podkręcony, a żaba pływa zadowolona że ma ciepło i nic strasznego się nie dzieje.

Dlatego wszelkie bleblanie o kompromisach światopoglądowych to właśnie – bleblanie. Nie widać w środowiskach „postępowych” oznak samoograniczania, odpuszczania –wręcz przeciwnie. Odhaczanie kolejnych punktów na liście i rozpędzanie się w walce o następne. Pigułka jest, konwencja jest - pora teraz na in vitro, potem na związki partnerskie, potem może np. eutanazja i tak dalej aż do celu. Dlatego też środowiska konserwatywne niestety nie mogą popadać w błogostan uwiedzione własną liczebnością, nie mogą odpuszczać spraw bo drobne i „w sumie nic strasznego”. Nie – twierdzą musi być nam każda ustawa, instytucja, tradycja społeczna. W okresach gdy nie mamy władzy – trzeba zmiany blokować, opóźniać, utrudniać, a uzyskawszy władzę nie traktować zmian jako nieuchronnej konieczności dziejowej (od kiedy to niby konserwatyści wyznają historiozofię marksistowską?) tudzież jakiegoś godnego poszanowania kompromisu, tylko do razu, pakietem, wprowadzone zmiany odkręcać, ustawy zmieniać, konwencje wypowiadać.

Inaczej, raczej później niż prędzej ale nieuchronnie, zostaniemy martwą, ugotowaną, żabą.

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook