Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Jaskółka z Bytomia

20.06.2012

Jedną z nielicznych instytucji obywatelskiej kontroli nad władzami samorządowymi jest referendum w sprawie ich odwołania.

Narzędzie to ma dwie wady: po pierwsze jest ostateczne a po drugie trudne w użyciu. Niemniej lepsze takie niż żadne.

Ostateczność to wada w zestawieniu z brakiem innych narzędzi do bieżącej korekty kursu przyjętego przez władze samorządowe. Brak uregulowanych centralnie uprawnień do zapytania obywatelskiego, do budżetu obywatelskiego, do prostej w realizacji inicjatywy uchwałodawczej. Obywatele mogą tylko biernie przyglądać się co robi władza, lub od razu wystrzelić z najgrubszego działa – przeprowadzić referendum odwołujące. Jeżeli do tego dodamy słabość władzy uchwałodawczej w samorządach nie ma co się dziwić, że inicjatywy referendalne mnożą się i mnożą. Możemy w ciemno założyć, że w dowolnie wybranym momencie  w kilku czy kilkunastu samorządach w Polsce właśnie trwa zbieranie podpisów pod odwołaniem tej czy innej władzy. Od początku roku odbyło się ich w Polsce 29, z czego 4 udane (Lewin Kłodzki, Wiżajny, Ostróda, Bytom).

Tu dotykamy drugiego problemu – barier w skutecznym odwołaniu władz lokalnych za pomocą referendum. Pierwszą jest wymóg zebrania podpisów 10% uprawnionych do głosowania na terenie danej jednostki. To wbrew pozorom dość dużo. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że aktywny wyborczo jest zazwyczaj co drugi mieszkaniec a i nie każdy musi popierać pomysł referendum zebranie takiej liczby podpisów wymaga dotarcia z inicjatywą do 20 – 30% procent mieszkańców. W większych jednostkach może to być duży problem dla grupy inicjatywnej, jeżeli w istocie stanowi ona zorganizowane ad hoc grono społeczników nie dysponujące zapleczem biurowo-organizacyjnym.

Po drugie aby wynik głosowania był ważny, musi w nim wziąć udział co najmniej 3/5 biorących udział w głosowaniu, w którym dany organ został wybrany. To jest zazwyczaj próg nie do przebycia dla organizatorów referendum. Specyfika polskiego systemu politycznego jest taka, że głosowania odbywające się poza standardowym cyklem i nie nagłaśniane przez media ogólnopolskie cieszą się znikomym (kilkuprocentowym) zainteresowaniem wyborców.

Podbicie tego naturalnego zainteresowania do progu dającego ważność referendum wymaga kosztownej – a przy braku środków finansowych – pracochłonnej i kreatywnej PRowsko akcji propagandowej, co znów zdaje się przekraczać możliwości niesformalizowanych grup obywatelskich.

W rezultacie schemat referendum jest przewidywalny – przytłaczająca większość za odwołaniem, ale wynik niewiążący ze względu na zbyt małą frekwencję. Odwoływany byłby frajerem, gdyby aktywnie zachęcał do głosowania w swojej obronie – lepiej skorzystać z potężnego sojusznika lenistwa i bierności obywatelskiej i wezwać do bojkotu.

Mając na uwadze powyżej opisane kwestie z tym większą radością można przyjąć niedawny casus Bytomia – czyli całkiem sporego miasta – gdzie obywatele skutecznie odwołali prezydenta i radę miasta. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, niemniej zawsze cieszy gdy pomimo stawianych im barier obywatele są w stanie się zmobilizować i pogonić precz władzę, która im nie odpowiada. Niewątpliwie wieści z Bytomia wpłyną na zwiększenie motywacji do solidnej pracy w tysiącach rozsianych po samorządowej Polsce gabinetów.

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook