Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Jak załatwić sprawę w urzędzie

20.04.2012

Pół biedy jeżeli chodzi o sprawę ujętą w karby postępowania administracyjnego. Wydanie pozwolenia na budowę, dowodu osobistego czy otrzymanie becikowego – te indywidualne sprawy mają swoje procedury.

Wiadomo gdzie i jakie pismo złożyć żeby osiągnąć pożądany efekt (choć nie wiadomo do końca w jakim czasie np. w zakresie decyzji o warunkach zabudowy bywają to miesiące a czasem i lata).

Gorzej gdy chodzi o załatwienie sprawy nie polegającej na wydaniu jednostkowej decyzji administracyjnej. Mam na myśli sprawy takie jak załatanie dziury w drodze, postawienie dodatkowej lampy w newralgicznym miejscu czy drobna zmiana w organizacji ruchu. Ogólnie są to tak zwane interwencje, stanowiące też gro tematów z którymi mieszkańcy przychodzą do radnych. W takich sprawach to już nawet nie co urząd to obyczaj – tu co wydział, albo co pojedynczy urzędnik, to obyczaj. Zazwyczaj dopiero wielokrotnie testując różne ścieżki dowiemy się, która prowadzi do celu w naszym mieście w danym zakresie spraw.

Pierwsza ścieżka to pisanie pism. Ma ona tę zaletę, że odpowiedzi na pisma otrzymuje się zazwyczaj również na piśmie – a więc jest podkład pod późniejsze domaganie się realizacji obietnic. Są takie wydziały, których pracownicy przez telefon czy osobiście wiele obiecują i potem mało co dotrzymają – natomiast mając temat na piśmie zabierają się do jego realizacji.

Czasem jest natomiast odwrotnie – pisma śle się na Berdyczów, dostaje się na nie po kilku miesiącach odpowiedzi ogólno-wymijające, albo z dodatkowymi pytaniami, na które odsyła się odpowiedź i znów czeka miesiące na dalszy ciąg korespondencji. Natomiast dzwoniąc do osoby bezpośrednio odpowiedzialnej za temat, np. nadzorującej ekipy remontowe, można osiągnąć efekt wysłania ekipy już następnego dnia. I to by była druga ścieżka.

Bywa też tak, że przez telefon jest się odsyłanym od Annasza do Kajfasza, natomiast – tu ścieżka trzecia – skutek może przynieść osobista pielgrzymka po urzędowych korytarzach. Znacznie łatwiej „spławić” natręta przez telefon – natomiast w kontakcie bezpośrednim i urzędnik potrafi w petencie dostrzec człowieka. Nawet jak sam się sprawą nie zajmuje to osobiście zaprowadzi do osoby decyzyjnej. Oczywiście zdarzają się i takie wydziały gdzie z założenia z petentem się praktycznie nie rozmawia, żądając składania pism – lub rozmawia się miło, po czym nic się nie robi. Do takich trzeba się zabierać np. ścieżką pierwszą.

Oczywiście pozostaje poza tymi ścieżkami wygodna droga – w postaci zwrócenia się do radnego, najlepiej opcji rządzącej. Wykorzystując osobiste znajomości szybciej dotrze do kogo trzeba. Będzie również na podstawie wieloletniego doświadczenia wiedział gdzie lepiej pisać, a gdzie trzeba pójść osobiście. No i czysto praktycznie – przyjmując sprawę „do realizacji” przyjmuje na siebie obowiązek wyręczenia mieszkańca w technicznych czynnościach pisania, dzwonienia i chodzenia.

Na koniec już nie droga tylko autostrada – czyli kontakt z radnym, ale tym razem raczej opozycji, który nie będzie miał oporów przed nagłośnieniem sprawy. Nic tak nie denerwuje wójtów burmistrzów i prezydentów jak plama na wizerunku, gdy media zrobią aferę wokół jakichś niedociągnięć w pracy ich podwładnych. Wiem z doświadczenia, że czasem można miesiącami słać pisma i przekonywać i nic -  a solidna afera w mediach powoduje, że przymuszony nią do działania prezydent w morderczo skuteczny sposób goni urzędników do pracy i w kilka dni problem jest załatwiony.

Oczywiście jak ktoś myje ręce to nie szkodzi żeby umył i nogi, najlepiej więc pewnie zastosować jednocześnie lub sekwencyjnie wszystkie opisane wyżej metody.

Marcin Horała

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook