Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Jak zablokować obywatelską inicjatywę uchwałodawczą?

09.02.2012

Standardem społecznej partycypacji w rządzeniu jest obywatelska inicjatywa uchwałodawcza.

Szczególnie na poziomie samorządów, władzy zajmującej się sprawami dość prostymi, przekładalnymi na życiowe codzienne doświadczenia obywateli, wydaje się jak najbardziej na miejscu. Stanowi wcielenie w życie prawdziwej samo-rządności. Cóż z tego, skoro może psuć szyki wójtom, prezydentom i radnym? Obywatelska inicjatywa może nagłaśniać tematy, które samorządowcy chcieliby trzymać pod korcem. Często więc zrobią wszystko, żeby inicjatywę storpedować. A jest na to kilka sposobów.

Po pierwsze, statut gminy może po prostu nie przewidywać takiej opcji jak obywatelska inicjatywa uchwałodawcza. Wprawdzie nie bardzo wypada być jej przeciwnym, ale póki nikt głośno z takim postulatem nie wystąpi, można brać na przeczekanie.

Po drugie, jak już jakiś lokalny dziennikarz albo grupa inicjatywna podejmie temat można go zbyć prostym argumentem że jak ludzie mają jakiś pomysł to niech przyjdą z nim do radnych i radni go zgłoszą – no a po co forsować złe pomysły? Może nikt nie zauważy, że wówczas obywatele nie mają najmniejszej nawet szansy na zdecydowanie samemu, co jest dobrym a co złym pomysłem.

Po trzecie, jak powyższy argument nie odniesie skutku, to należy roztoczyć wizję sparaliżowania prac rady koniecznością odrzucania setek bezsensownych uchwał obywatelskich. To również dobry argument na dalszych etapach - jak nawet nie wystarczy na uzasadnienie, żeby instytucji inicjatywy obywatelskiej w ogóle nie było – to zawsze może się przydać dla uzasadniania mnożenia obostrzeń, jakie musi spełniać. Niestety jakiś upierdliwiec może się w Internecie doszukać, że w miastach które wprowadziły inicjatywę obywatelskich projektów nie powstaje więcej niż kilka w roku. Niestety, argumentowanie że to mieszkańcy naszej gminy są wyjątkowo głupi i złośliwi raczej nie wchodzi w rachubę, więc…

Po czwarte najprostszym sposobem praktycznego sparaliżowania obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej jest wyśrubowanie liczby wymaganych podpisów. Jeżeli wiemy że największe partie polityczne w naszym mieście są w stanie zebrać przykładowo góra 2 tysiące podpisów pod swoimi listami kandydatów do Sejmu czy kandydatem na prezydenta – to wpiszmy wymóg, że inicjatywa obywatelska wymaga poparcia 5 tysiącami podpisów. To niestety jest manewr dość grubymi nićmi szyty, więc…

Po piąte można namnożyć różnych dziwnych wymogów formalnych. Karty z podpisami powinny być zszyte zszywaczem a nie, broń Boże, spięte spinaczem. Powinny zawierać numer PESEL, NIP i grupę krwi. Załącznikiem do projektu powinna być opinia prawna co najmniej profesora prawa. Projekt należy składać tylko w dni powszednie w godzinach pracy. I przynieść skacząc na jednej nodze. Trochę przesadzam, ale nie za bardzo – chociażby z tymi spinaczami i zszywaczami to przykład z życia wzięty. Namnożenie restrykcyjnych wymogów formalnych pozwala później na łatwe wytłumaczenie – no chcielibyśmy, ale niestety projekt nie spełnia wymogów formalnych. Ważnym dodatkiem jest nie przewidzenie żadnego sposobu uzupełnienia braków formalnych – źle postawiliście przecinek to sorry, projektu wam nie oddamy, zbierajcie podpisy od początku.

Po szóste nie powinien istnieć żaden tryb odwoławczy od decyzji o nie procedowaniu projektu ze względów formalnych. Wzmiankowany profesor prawa wydał opinię, że projekt jest zgodny z prawem? I co z tego. Radca prawny na etacie w urzędzie uzna, że projekt jest niezgodny z prawem bo coś tam coś tam – i mamy temat załatwiony. Nie ma trybu odwoławczego do takiej opinii. Nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi?

Po siódme nie powinien istnieć żaden termin na wprowadzenie projektu do porządku obrad na sesji rady miasta. Projekt formalnie OK., zgodny z prawem i tak dalej – oczywiście zajmiemy się w stosownym momencie. A moment ten nadejdzie na święte nigdy. Przewodniczący rady może po prostu projektu nie uwzględniać w proponowanym porządku obrad, albo rządząca większość może go zdejmować z porządku dowolną ilość razy np. pod pretekstem że trzeba nad nim jeszcze popracować w komisjach. Może z czasem temat przyschnie.

Po ósme, jak już zupełnie nie da się inaczej – można po prostu projekt odrzucić. To już jednak ostateczność, powodująca że temat zaistnieje w lokalnych mediach a wnioskodawcy będę mieli okazję się wypowiedzieć. Obywatele, których projekty uczciwie odrzucono w głosowaniu - a nie załatwiono na siedem wyżej opisanych sposobów - mogą poczuć się prawdziwymi szczęśliwcami.

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook