Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Jak skończy Platforma? – część II

23.05.2013

W poprzedniej części opisałem jak AWS i SLD wyczerpawszy swoje polityczny możliwości doświadczyły gwałtownego spadku popularności, siły politycznej a wręcz dezintegracji. Zastanawiałem się przy tym czy podobny upadek czeka PO, konkludując, że niekoniecznie. Czas wyjaśnić dlaczego tak uważam.

Najpierw jednak wróćmy do historii upadku AWS i SLD. Czy naprawdę były one tak gwałtowne i całkowite? Jak popatrzymy uważniej, okaże się że nie bardzo.

SLD spadło do drugiej ligi, to fakt, ale pozostało w grze. W wyborach w 2005 zdobyło 11,31% głosów, co w porównaniu z wynikiem z 2001 – 41,04% robi kolosalne wrażenie. Zważmy jednak, że w międzyczasie nastąpił podział formacji, wynik liczony razem z SdPl to 15,2%. Pamiętajmy również, że wynik z 2001 był z kolej anomalią in plus, wcześniej, wygrywając wybory w 1993 SLD zdobyło 20,41%, przegrywając w 1997 – 27,13%. Można więc powiedzieć, że 2005 nie był dla lewicy postkomunistycznej całkowitym pogromem tylko poważną porażką sprawiającą wrażenie pogromu, ze względu na podział na dwie formacje oraz nadzwyczajny, odbiegający od średniej, sukces w poprzednich wyborach.

AWS z kolej startując po szyldem AWSP zdobyło 5,6% w 2001, wobec 33,83% zdobytych przez AWS w 1997. Jeszcze większy pogrom? Ano niekoniecznie, jeżeli zważymy, że w tym samym elektoracie „łowiły” wyborców dwie nowe, powstałe od zera, formacje – PiS i LPR. Poparcie AWSP+PiS+LPR w 2001 roku wyniosło 22,97% co w porównaniu do owych 33,83% nie wygląda już w ogóle na pogrom, tylko zwykłe zużycie się formacji rządzącej. To, że wybory 2001 przyniosły anihilację AWS jako formacji politycznej, nie było nieuchronnym rezultatem społecznej reakcji na słabe rządy (skądinąd moim zdaniem fatalne z punktu widzenia wyborcy prawicy) tylko efektem konkretnych błędów politycznych, wręcz dyletanctwa, kierujących AWS polityków (wypchnięcie Lecha Kaczyńskiego, nieumiejętność odnowienia sojuszu z mediami toruńskimi, zawyżenie progu wyborczego w wyniku rejestracji jako komitet koalicyjny i tak dalej).

Nie ma więc żadnej prawidłowości nagłego upadku i dekompozycji rządzącej siły politycznej, nie ma jakiegoś magicznego „wahadła”, które samo z siebie, prędzej czy później, rozbije rządzących i wyniesie opozycję do władzy. Co więcej, ludzie mają tendencję do bycia dość stałymi w swoich wyborach politycznych (niedługo minie ćwierćwiecze III RP, a nadal zaangażowanie na osi PZPR-Solidarność tłumaczy znaczną część współczesnych wyborów politycznych). Nie można oczekiwać, że formacja, która wyraźnie wygrała dwa ostatnie wybory i notowała dwucyfrowe wyniki od chwili powstania, ot tak nagle, sama z siebie, imploduje i zniknie. A to tylko pozostając na płytkim poziomie analizy elektoratu, nie wchodząc w kluczowy dla tłumaczenia polskiej polityki poziom analizy gry silnych grup interesu. Tymczasem właściwie wszystkie z owych grup mają swój interes w potrzymaniu w jakiejś formie obecnego układu władzy i nie dopuszczeniu do niej PiSowskiej opozycji.

I tu dochodzimy do clou programu, bo o ile anihilacja PO wydaje się mało prawdopodobna, o tyle znaczy spadek poparcia i przegrane wybory jawią się jako niemal pewne. A dla sił stojących za obecnym rządem objęcie władzy przez Kaczyńskiego to katastrofa, przy której właściwie nie ma znaczenia, czy przy okazji PO znikła ze sceny politycznej, czy tylko straciła część poparcia. Wydaje się że w tej sytuacji możliwe są cztery scenariusze działania:

1. Lifting PO. Zmiana wizerunku i lidera (możliwie niekonfliktowa, więc trzeba będzie znaleźć Tuskowi jakieś prestiżowe stanowisko międzynarodowe) tak, aby zatrzymać bieżący wyciek elektoratu i jakoś tam się doczołgać do wyborów z poparciem około 25%, co nawet przy zwycięstwie PiS powinno dać większość koalicji wszyscy-przeciw-PiS. Tu ryzyko krótkoterminowe polega na tym, że wyborcy mogą nie kupić tak płytkiego odświeżenia wizerunku a długoterminowe, iż wobec pogarszającej się sytuacji i braku prawdziwego odświeżenia kapitału poparcia władza taka będzie tylko administrować pogłębiającą się recesją niezdolna do poważnych reform i ostatecznie w perspektywie 3-4 lat wyhoduje kryzys, który ją zmiecie i wypali do gruntu na wzór scenariusza węgierskiego.

2. Ruch Palikota bis. Wariant powyższego scenariusza uzupełniony powstaniem koncesjonowanej partii „opozycyjnej” czy wręcz „antysystemowej” która na wzór Samoobrony przy SLD przed 2005 rokiem czy Palikota w roku 2011 miałaby na celu zebranie elektoratu ogólnie wkurzonego na władzę i tym samym zdjęcie wiatru z żagli PiS. W razie czego formacja taka posłużyłaby potem w 2015 do zbudowaniu większości „wszyscy przeciw PiS”. A gdyby większość udało się zbudować bez niej, to tym lepiej – byłoby narzędzie do zarządzania frustracją społeczną z rządów owej koalicji. Udane stworzenie takiej formacji, która nie zużyłaby się tak szybko jak Palikot, dałoby ubezpieczenie obecnego systemu władzy nawet i na dwie kadencje naprzód. Idealnie na program tej partii nadawałyby się np. JOW-y, likwidacja dotacji dla partii, zakaz reklamy wyborczej, zmniejszenie liczby posłów, likwidacja Senatu itp. jako postulaty ogniskujące uwagę na kwestiach popularnych, drugorzędnych, a nawet potencjalnie zmieniający system jeszcze bardziej na korzyść oligarchii.

3. Platforma Obywatelska bis. Czy zmiana partii przeznaczonej do rządzenia. Wywołanie jakiegoś widowiskowego konfliktu w łonie partii rządzącej, po którym grupa popularnych działaczy z niej wystąpi i wraz jakąś grupą profesorów, samorządowców itp. (przydałby się też dla uwiarygodnienia jakiś odprysk z PiSu) stworzy nową, rozsądną, centrową partię pod patronatem np. prezydenta Komorowskiego albo Jerzego Buzka.  Jeżeli to, co pozostanie z PO po rozłamie, jakoś sobie poradzi, to będzie idealnym partnerem koalicyjnym po wyborach, jak nie – to trudno, ostatnich gryzą psy. Na pierwszej fali entuzjazmu dla świeżej, nie skompromitowanej rządami Tuska ale i rozsądnej i nie oszołomskiej formacji może udałoby się nawet bez oporu wykonać kilka niepopularnych posunięć gospodarczych, które dałyby nowej władzy kilka lat oddechu zanim pętle (zadłużeniowe, demograficzna itp.) znów zaczną się zaciskać.

4. Pierestrojka bis. Powtórzenie manewru PZPR z końca lat osiemdziesiątych – oddanie władzy opozycji w sposób kontrolowany, tak aby wzięła na siebie społeczne odium urealnienia sytuacji gospodarczej. Niech to Kaczyński będzie tym, który podnosi podatki, obcina emerytury, zwalnia pracowników budżetówki itp. Ludzie zawyją, wyjdą na ulice i sami oddadzą nam władze. W końcu w ten sposób formacja postkomunistyczna wróciła do władzy już w cztery lata po – wydawałoby się – ostatecznej klęsce. Kluczowe jest tu jednak zbudowanie systemu bezpieczników, które, oddając opozycji odpowiedzialność, utrzymają ją z dala od realnej władzy. A więc głębokie okopanie w mediach, służbach, bankach, w instytucjach kontrolnych, w Trybunale Konstytucyjnym, w dużym pałacu. Do kompletu przydałoby się wcisnąć PiSowi jakiegoś koalicjanta, który w razie próby poważnego naruszenia interesu zaplecza obecnej władzy zagrozi zerwaniem koalicji. Na takiego koalicjanta na pewno nada się PSL, ale jeszcze lepiej formacja powstała w wyniku realizacji wariantu 2 lub 3. Bo te wszystkie warianty się uzupełniają, można się między nimi płynnie przełączać w miarę rozwoju sytuacji.

A jaki jest wariant klęski, wariant upadku obecnego systemu władzy? Trudno go bliżej sprecyzować, ale generalnie może być wynikiem utraty kontroli nad dynamiką procesu. Takich scenariuszy jak powyższe nie przeprowadza się wtajemniczając w nie setki osób więc np. operację kontrolowanego podziału PO posłowie tej partii z tylnych ław mogą uznać za sygnał „ratuj się, kto może” i podział z kontrolowanego zmieni się w chaotyczną rozsypkę i wojnę wszystkich ze wszystkimi. Może być też tak, że walka o to, kto konkretnie zostanie główną twarzą zliftingowanej PO (czy powstałej na jej gruzach nowej formacji) obudzi emocje, w których strony się zapomną i odpalą na siebie nawzajem haki wzajemnie ich druzgocące. Mniej więcej tak się stało kiedy Michnik z Millerem pokłócili się przy dzieleniu medialnego tortu (co znamy teraz pod nazwą „afery Rywina”).

Tak jak armię poznaje się po tym jak przeprowadza odwrót, tak siłę i sprawność grupy trzymającej władzę w III RP poznamy po tym, na ile uda jej się kontrolować nadchodzącą transformację. Osobiście mam o tej sprawności dobre mniemanie, niestety.

Marcin Horała

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook