Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Jak skończy Platforma? – część I

17.05.2013

Nie zliczę ile razy to już w mediach ogłaszano końce Platformy – po aferze hazardowej, po Smoleńsku, po raporcie MAK, po ACTA i przy kilku innych okazjach. Ostatnimi czasy ogłasza się go po raz kolejny. Jednak ostatnie sondaże, przede wszystkim ten rządowego bądź co bądź ośrodka CBOS (z najgorszym notowaniem PO od 7 lat), wskazują że tym razem chyba faktycznie mamy do czynienia jeśli nie z końcem PO, to z początkiem końca. A jak ten koniec będzie wyglądał?

 Do tej pory mieliśmy dwa kazusy, na podstawie których możemy zaczerpnąć wiedzy nieco konkretniejszej od wróżenia z fusów: AWS i SLD. Obie te formacje swego czasu odniosły bezdyskusyjne zwycięstwo i wydawały się stałym elementem stabilnego układu dwubiegunowego, który będzie wymieniał się u władzy. SLD to nawet – i tu też zachodzi pewna analogia z partią Tuska – przez jakiś czas, powiedzmy lata 2001-2003 wydawał się mieć szansę na stanie się trwałym hegemonem sceny politycznej. I co? I obydwie te partie czekała klęska, w przypadku AWS zupełny zanik, w przypadku SLD spadek do drugiej ligi.

Co więcej, w obydwu przypadkach poparcie dla rządzącej formacji nie zmniejszało się jakoś stopniowo, nie falowało znacząco, nie było okresu regresów i powrotów. Raczej niewielkie fluktuacje na wysokim poziomie do pewnego momentu a potem spadek z klifu. I teflonowego Buzka i pancernego Millera w początkach ich rządów nie imały się żadne pociski, nie szkodziły im specjalnie wpadki i afery (przykładowo i AWS i SLD odnotowały bardzo przyzwoite wyniki w wyborach samorządowych odbywających się w rok po zwycięskich dla nich wyborach parlamentarnych, a było to np. już po aferze żelatynowej). A potem, po osiągnięciu punktu przegięcia, nagle każdy pocisk trafiał do celu, niemal każdy dzień przynosił rządzącym złe wiadomości. Kolejne ruchy formacji rządzących tylko coraz bardziej je pogrążały, wymiany ministrów, a nawet premiera, zawiązywanie i rozwiązywanie nowych koalicji itp. – miały mniej więcej taki sam efekt jak szamotanie się przez tonącego w bagnie.

Można wysnuć teorię, że w wypadku Platformy mamy do czynienia z podobną sytuacją tylko bardziej. Bo oto sukcesem Tuska – niewątpliwego mistrza politycznego średniego dystansu – było ustawienie debaty publicznej w sposób, który odklejał poparcie dla jego formacji od jakości sprawowanych rządów. W największym skrócie – przeniesienie sporu politycznego na poziom konfliktu kulturowego. Zrobienie z niego konfliktu takiego jak w Ruandzie czy w Irlandii Północnej. Jak jestem katolikiem z Belfastu to nigdy nie zagłosuję na partię protestantów. Choćby moja partia katolicka się kompromitowała, błaźniła i raz za razem demonstrowała totalną nieudolność we wszystkim poza braniem łapówek - to i tak na nią będę głosował, bo w sytuacji skrajnego konfliktu kulturowego muszę głosować na „swoich”. Tak samo jak w Polsce jeśli jestem nowoczesnym, światłym, europejczykiem, młodym, wykształconym i z dużego miasta (albo przynajmniej chciałbym być) to jakby PO źle nie rządziła to i tak muszę ją popierać - jako jedyna „swoja” broni mnie przed najazdem brudnych, ciemnych hord pisiorów z zakrwawionymi nożami w zębach.

Przy stałej nawałnicy propagandowej największym mediów, szczególnie elektronicznych, to się mogło udać. Ale w efekcie ubocznym odcięło to Tuska od społecznego feedbacku. Platforma miała znacznie większe poparcie, niż powinna mieć, biorąc pod uwagę jakość rządzenia, strukturę socjologiczną elektoratu, sytuację gospodarczą itp.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że na przykład bezrobocie zaczyna się zbliżać do poziomu rekordów III RP, pomimo iż od tego czasu za granicę do pracy wyjechało 2 miliony Polaków. Gdyby te 2 miliony tak jak w latach 90-tych nie mogły tego zrobić, to mielibyśmy bezrobocie zbliżające się do 30% i głodujących ludzi na ulicach. Albo zważmy, że mamy minimalny, zanikający wzrost w sytuacji gdy powojenny wyż demograficzny jeszcze w większości jest po stornie płatników a nie biorców świadczeń społecznych, a lada moment ta sytuacja się odwróci. Że mamy już kilka roczników absolwentów szkół wyższych z rozbudzonymi aspiracjami, którzy nadal w znacznej części mieszkają z rodzicami i utrzymują się z dorywczych prac za minimalne stawki i powoli ich cierpliwość zaczyna się kończyć.

Jeżeli wziąć to wszystko pod uwagę to można uznać, że faktycznie Platformę, tak jak AWS i SLD wcześniej, za chwilę czeka spadek z klifu. Rzeczywistość społeczno-ekonomiczna zacznie skrzeczeć tak glośno, że przebije szum propagandowej wojny kulturowej. A tak długie skuteczne podtrzymywanie sztucznie wysokiego poparcia formacji rządzącej zaskutkuje tym gwałtowniejszym jego spadkiem gdy nastąpi „urynkowienie” kursu. Dokładnie tak, jak to miało miejsce z kursem złotówki za schyłkowego PRL-u.

Czy tak będzie w istocie? Wcale niekoniecznie. Ale że się już bardzo rozpisałem o tym dlaczego niekoniecznie - w następnym odcinku.

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook